Przegrali na własne życzenie!

Legendarny, wrzesiński trener siatkówki, nieżyjący już Ryszard Tuszyński mawiał: kto nie potrafi wygrać meczu 3:1 musi się liczyć z tym, że przegra 2:3. Wypisz, wymaluj ta sytuacja miała miejsce w meczu Krishome – Cargill Słupca. Wrześnianie nie za zamknęli meczu prowadząc w 4. partii 24:21 i przegrali w tajbreku 13:15.

Zanim pokuszę się o kilka zdań o tym spotkaniu jedna uwaga. Przepraszam kibiców za błąd, który popełniłem w minionym czasie pisząc o tym, że w play offach zagra 8 zespołów. Biję się piersi, człowiek myśli o tym, że tylko 4, a pisze, że 8. jakieś „czeskie lapsusy” do głowy mi się pchają i mieszają w myślach. Ale z nimi już koniec.
Mecz z Cargill Słupca był takim małym pojedynkiem zaliczanym do derbów regionu z dodatkowym smaczkiem związanym z historycznymi zaszłościami. Września przez lata siatkarsko górowała nad Słupcą i to bardzo mocno. Ostatnie lata, po spadku Krispolu do 2. ligi, ten obraz odwróciły. To Słupca na koniec dwóch bodajże sezonów była w tabeli wyżej, ba, walczyła nawet w play offach, czyli grała w fazie obecnie absolutnie niedostępnej dla Wrześni.
Sobotni mecz miał być dla gospodarzy taką małą rehabilitacją za ciut nieszczęśliwą porażkę sprzed tygodnia, 2:3 z Olimpią w Sulęcinie. Zaczęło się źle, w pierwszej partii goście bardzo szybko odskoczyli na kilka punktów, tę przewagę potrafili utrzymać i wygrali tę partię 25:17.

Druga odsłona tego meczu to lustrzane odbicie pierwszego seta. Tym razem wrześnianie zaczęli zdecydowanie lepiej, chcieli się zrewanżować, odskoczyli na kilka punktów i wygrali 25:17.

Trzeci set był bardziej wyrównany, Słupca prowadziła 10:7. Potem wrześnianie zaczęli odrabiać straty, wyszli na prowadzenie 22:19 i naprawdę po emocjonującej partii wygrali 25:23.

Wydawało się, że gospodarze, niesieni dopingiem ok 150 widzów, zdołają w 4. secie przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Grali uważnie, starali się nie popełniać tzw. głupich błędów i uwaga, uwaga ta dobra gra doprowadziła ich do wyniku 24:21. I nagle piorun w bombki strzelił… Dwie kończące piłki miał w powietrzu niezawodny tego wieczora Marcin Iglewski. Najbardziej doświadczony siatkarz naszej drużyny tym razem zawiódł i obie piłki wywalił w aut. Goście zwietrzyli szansę, wyrównali, a potem na przewagi ten mecz toczył się naprawdę na nerwowych szczytach, jakby ktoś naciągnął gumkę i zastanawiał się w którą stronę wystrzelić… i wystrzelił w stronę Słupcy, którą ostatecznie wygrała 30:28.

Swoją szansę gospodarze mieli jeszcze w tajbreku, prowadzili bodajże 11:10, ale przegrali 13:15 udowadniając, że po Sulęcinie i we Wrześni nie potrafili rozstrzygnąć na swoją korzyść końcowych, najważniejszych dla losów meczu piłek. Żal straconej szansy, bo wrześnianie przegrali ten mecz naprawdę na własne życzenie.
Oczywiście w tabeli 2. ligi niczego to nie zmienia, Słupca ma nadal szansę na awans do play offów, Września praktycznie tych szans nie ma. Nie ma też jakichkolwiek możliwości spadku, można więc powiedzieć, że końca dobiega kolejny sezon, w którym Września pierwszą jego część gra o uniknięcie degradacji, a drugą o zachowanie spokoju. Krishome telepie się w środku tabeli i szczerze mówiąc bez szans na cokolwiek więcej. Z jednej strony cieszy, że mamy we Wrześni 2. ligę, z drugiej smuci, że to tak słabo wygląda na tle zespołów, których gra naprawdę nie powala, bo poziom tej 2. ligi po prostu nie jest najwyższy (delikatnie mówiąc) i co tu dużo mówić ckni się za dawnymi, złotymi czasami dla wrzesińskiego klubu. Mecz Września – Słupca, moim zdaniem, toczył się na miernym poziomie, ale docenić trzeba to, że w naszym zespole bodajże 5 siatkarzy w szóstce to wrześnianie – dawno takich czasów nie było i cieszy, mimo słabego poziomu, że są ambicja i zaangażowanie. Krishome nie gra tak, jakby oczekiwali kibice, ale gra tak, jak umiejętności pozwalają. A że nie pozwalają na więcej, to mamy to, co mamy, czyli środek tabeli 2. ligi. I taka jest w miarę realna ocena naszych możliwości.

Tłumów nie było. Derbowy mecz 2. ligi oglądało ok. 200 widzów, w tym ok. 50 ze Słupcy.

Do zakończenia sezonu pozostało 5 meczów, trzeba je rozegrać, ale mam wrażenie, że o punkty będzie w nich bardzo trudno, bo nie ma już potrzebnej mobilizacji i motywacji. Liga obroniona, plan zrealizowany. Chciałbym się mylić, chciałbym, by siatkarze sprawili swoim fanom jakąś niespodziankę i grali do końca sezonu każdy mecz na najwyższym swoim poziomie. Pierwsza okazja do naprawdę dobrego wyniku już w sobotę. Krishome jedzie do Poznania. Czekamy na dobre wieści.

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Zbliżające się wydarzenia