Lech mocny, ale porażka za wysoka!

Pełni wiary i nadziei długo czekaliśmy na inaugurację sezonu 3. ligi. I się doczekaliśmy. Niestety, Lech, szczególnie w pierwszej części meczu, pokazał, że jest za mocny na Victorię. W drugiej połowie ten mecz miał już zupełnie inne oblicze i dlatego uważam, że porażka 2:5 była zdecydowanie za wysoką karą za nie najlepszy występ naszej drużyny.

Z racji wakacyjnego wyjazdu nie mogłem śledzić inauguracji sezonu na stadionie przy ul. Kosynierów. Nie będę się więc za dużo wymądrzał, pozwolę sobie na luźne moje spostrzeżenia wynikające z tego co widziałem w internecie, a i tutaj, po przerwie, widać było niewiele. Jak już jesteśmy przy tym temacie, to muszę powiedzieć, że mimo iż po awansie do 3. ligi klub zrobił poteżny „skok cywilizacyjny” (techniczny, organizacyjny, sportowy), to jakość transmisji internetowych woła o pomstę do nieba i naraża klub na masę (delikatnie mówiąc) nieprzychylnych opinii wyrażanych w sieci. Cytując klasyka – nie wiem, nie znam się, nie orientuję się, zarobiony jestem – ale coś z tym fantem wypada po prostu zrobić. Niech wzorem dla Victorii będzie bardziej obyta i doświadczona na trzecioligowych salonach Polonia Środa Wlkp. U nich transmisje są naprawdę bez zarzutu, na najwyższym poziomie bez wzgl. na warunki atmosferyczne. I tak mi się skojarzyło – ok, zgoda, oni mają transmisje, ale my mamy murawę. Tak, tak, to co przygotowała firma MagmarMurawy, to doprawdy bajeczka. Taki „dywan” w 3. lidze to prawdziwy „rodzynek”.

Tym składem Victoria wyszła przeciwko Lechowi II i trzeba przyznać, że początek meczu miała bombowy – atak na rywali, błąd poznańskiej obrony, podanie do bramkarza w polu bramkowym i rzut wolny pośredni. Strzał Lutostańskiego mur obrońców zdołał zatrzymać, ale odbitą piłkę przytomnie i celnie skierował do siatki Filip Wełniak. Victoria, w 7′ meczu, prowadziła 1:0. Jednak to, co zdarzyło się potem przypominało jakiś biało-niebieski (bo w takich strojach grali lechici) huragan. Lech zabrał się do odrabiania strat z taką energią i takim zaangażowaniem, jakby od zwycięstwa w tym meczu zależał jego awans do 2. ligi. Rywale grali szybko, kombinacyjnie, ze zmysłem, ogrywali naszych jak dzieci, wyglądało to tak, jakby piłkarze Victorii stali i podziwiali grę Lecha zapominając o tym, że można, a nawet trzeba im w tej grze przeszkadzać. Pierwsza bramka dla Lecha, w 20′, to 8 podań przed i w polu karnym gospodarzy bez próby choćby ataku z naszej strony. Efekt? Poznaniacy wjechali z piłką do bramki Sebastiana Lorka. Nikt z naszych piłkarzy piłki nawet nie dotknął. Wszyscy stali i podziwiali rywali. Wyglądało to tak, zachowując oczywiście wszelkie proporcje, jakby Barcelona grała z jakimś Levante. Było 1:1, a Lech się nie zatrzymywał. Kwadrans potem rzut rożny dla rezerw Lecha, dośrodkowanie, starzał głową i lechici prowadzili 2:1. Ten niekorzystny moment jeszcze nie obudził naszych. W 44′ Poznaniacy przeprowadzili kolejną akcję, tym razem z lewej strony, strzał między nogami Marcela Węcławka w krótki róg i Sebastian Lorek wyjmował piłkę z siatki po raz trzeci w pierwszej odsłonie meczu inaugurującego sezon. Owszem, można było się spodziewać agresywnej, dobrej gry Lecha II, ale to co pokazał ten zespół w pierwszych 45 minutach to był futbol, jakiego dotychczas na poziomie 3. ligi we Wrześni nie widzieliśmy. Szybka, dokładna, kombinacyjna, skuteczna gra do przodu, a po stracie piłki natychmiastowy doskok 2-3 rywali przy naszym zawodniku z piłką. Oglądało się to z podziwem i owszem, ale też z niedowierzaniem nieco, bo po zdobyciu bramki Victoria się cofnęła, ukryła w swoim polu karnym jakby czekając już tylko na ostatni gwizdek sędziego. Taka postawa nie mogła przynieść nic dobrego i nie przyniosła. Victoria straciła 3 gole i przygnębiona, podłamana schodziła do szatni.

A przepraszam, byłbym zapomniał, a to ważne. Przy stanie 1:2 Filip Wełniak przedarł się przez obronę Lecha, znalazł w pozycji strzeleckiej, ale jego uderzenie z kilku metrów obronił bramkarz rywali. Gdyby to wpadło, gdyby Filip po raz drugi znalazł sposób na zdobycie gola, byłoby 2:2 i kto wie, kto wie jakby ten mecz się potoczył… a tak kolejny atak Lecha i bramka dająca im prowadzenie 3:1. Oj, niewdzięczny jest ten futbol, ale trzeba z jednej strony docenić znakomitą grę rezerw Kolejorza,a z drugiej strony zganić bardzo asekuracyjną, pełną obaw i taką grzeczną, kurtuazyjną wobec gości grę Victorii.
Nie wiem co działo się w szatni gospodarzy w przerwie, ale po zmianie stron na coraz bardziej grząską i zalaną deszczem murawę wrzesińskiego stadionu wyszła inna drużyna. Już nie przestraszona, nie przyglądająca się grze rywali, ale walcząca, dążąca nie tylko do zmiany obrazu meczu, ale do zmiany wyniku. I ta sztuka się udała. W 57′ Witold Walkowiak ograł obrońcę na lewej stronie, wrzucił piłkę na przedpole bramki gości, a tam Jakub Lutostański wyskoczył i głową skierował piłkę do siatki. Było 2:3 i nie ukrywam mocno trzymałem kciuki, by Victoria ten mecz wyrównała, bo grała dobrze, zdecydowanie lepiej niż w pierwszej części. Wiele dobrego wniosły tu zmiany. To nie był mecz, ani Dałka, ani Giełdy, ani Chałupniczaka (proszę spojrzeć, dwóch piłkarzy środka pola, środka przegranego z kretesem). Podobała mi się postawa „Strzelby” wniósł wiele zaangażowania, ambicji i walki, a że murawa była coraz bardziej grząska, to było nam łatwiej grać – różnice w wyszkoleniu i technicznym sposobie gry coraz bardziej się zacierały na korzyść siły i woli walki właśnie. Tymi elementami przeważaliśmy w drugiej części gry nad rywalami i gdy ten mecz pomalutku zbliżał się do końca to coraz bardziej myślałem o remisie. Nasi piłkarze chyba też, bo położyli na szali wszystkie siły i ten trochę desperacki krok się zemścił. Victoria straciła 2 gole w doliczonym czasie gry. Najpierw po rzucie rożnym piłka odbiła się od Zaranka i wkulała do bramki, a potem, jeśli dobrze widziałem w tej deszczowej mgle, na prawej stronie obrony ograni zostali Węcławek i Goliński. Victoria przegrała 2:5!

Cóż, wysoka porażka, bez dwóch zdań, ale myślę sobie, że tak wysoka przegrana trochę nie odzwierciedla przebiegu gry. Gdy spojrzymy na pierwszą odsłonę ok, Lech II przy naszej biernej postawie, był poza zasięgiem. Ale w drugiej odsłonie tego meczu obraz gry był już zupełnie inny i to Victoria była bliższa wyrównania niż goście podwyższenia prowadzenia. Ja najbardziej żałuję tego, że po znakomitej akcji prawą stroną Michała Golińskiego, zmierzającą do siatki piłkę, po strzale Filipa Wełniaka, zdołał odbić obrońca i wybić ją na rzut rożny. Wtedy było naprawdę blisko!
Jedno jest pewne – za łatwo traciliśmy gole. I absolutnie nie chcę tutaj nikogo o ten fakt posądzać, ani obrony, ani bramkarza, bo moim zdaniem wina polegała na zaniechaniu, odpuszczeniu gry obronnej przez cały zespół. Nie było doskoku, agresywnego dojścia, przegrywaliśmy, przede wszystkim w I części wszystkie tzw. piłki odbite, drugie piłki, nasi wahadłowi nie nadążali zostawiając skrzydłowych Lecha bez opieki, słabo, i to jest największym dla mnie zaskoczeniem, zagrał środek pola, Sebastian Lorek niby mógł pomóc, ale te piłki były mu naprawdę nieprzychylne, odbite, między nogami, o słupek, „swojak” – wszystko to razem, „cuzamen do kupy” sprawiło, że zamiast 2:3 zrobiło się 2:5.
Ale mimo tak wysokiej i bolącej jak cho.ra porażki można znaleźć i elementy pozytywne. I uwaga, pokazujące zmiany w ofensywie. Nie mogę nie zauważyć ogromnej pracy, jaką wykonywał Jakub Lutostański, który dosłownie „bił się” z obrońcami Lecha i często te pojedynki wygrywał. Gol na 2:3 przypieczętował jego dobrą grę w tym meczu. Trzeba też wspomnieć o Filipie Wełniaku, który potrzebował 7. minut, by trafić w barwach Victorii. Filip to nie jest Luto, to nie walczak „na noże”. Filip to „kot”, który chodzi swoimi drogami i jest zawsze tam, gdzie potrzeba. On wie gdzie się ustawić, przeczuwa gdzie odbije się piłka (pierwsza bramka) umie strzelić z prawej (gol) i z lewej (obrona obrońcy), prawdziwy król przedpola karnego, nie pola, a przedpola właśnie.

Po raz pierwszy od dawna, a może od bardzo dawna (Stargard i Arek Wolniewicz Show) możemy chwalić naszych napastników, siłę naszej ofensywy i nie ukrywam bardzo mnie to cieszy. Owszem, zagraliśmy słabiej w obronie, ale może to wynikało nie tyle ze słabości naszej formacji defensywnej, ile z koncertowej gry Lecha II?
Mam też wrażenie, że nasi piłkarze po meczu odczuwali spory niedosyt, byli, mówiąc kolokwialnie, wściekli na swoją postawę w pierwszej odsłonie, wściekli z powodu zaprzepaszczonej szansy choćby na remis z bardzo, bardzo trudnym przeciwnikiem. I oby była to pozytywna wściekłość, która oby przełożyła się na inną, lepszą, skuteczniejszą, przede wszystkim w obronie, postawę w piątkowy wieczór, w Środzie Wlkp., przeciwko Polonii.
Myślę sobie, że Victoria wyjdzie przeciwko Polonii bardzo zmotywowana, a to dlatego, by udowodnić polonistom, że Victoria w tym sezonie to lepszy zespół, żeby odzyskać zaufanie kibiców i przede wszystkim, by udowodnić sobie, że „możemy więcej”, że możemy wygrywać mecze, w których nie jesteśmy faworytami, bo w Środzie Wlkp. faworytem, i to zdecydowanym, będzie Polonia. I mimo że znów nie będę mógł obejrzeć meczu, że znów będę skazany na transmisję internetową, to wierzę w bardzo dobry występ Victorii. Do boju Victoria!

Jeśli doceniasz moją pracę – POSTAW WIRTUALNĄ KAWĘ

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Stefan

Niebiesko białe
A
Nie biało niebieskie oj pan redaktor nie zna barw Lecha

Zbliżające się wydarzenia