Bardzo smutny to był powrót…

Bardzo smutni wracali z wyprawy do Środy Wielkopolskiej piłkarze Victorii Września. Smutni, bo przegrali 0:1, smutni bo przegrali mimo iż nie byli drużyną gorszą, smutni, bo zamiast do siatki rywali trafiali w słupki i poprzeczki, smutni, bo po dwóch kolejkach mają zero punktów, smutni, bo stracili na kilka spotkań Adama Boruckiego, wreszcie smutni, bo w nowym sezonie nie „wyszli jeszcze z bloków”, a rywale uciekają.

Z małym opóźnieniem zbieram się, by skreślić kilka zdań o ostatnim meczu ligowym zielono-białych, który znów śledziłem w internecie. Victoria po porażce 2:5 z Lechem II pojechała do Środy Wlkp., by w meczu derbowym szukać pierwszych punktów w sezonie 2026/27. Nie ukrywam, że spodziewałem się twardego, wyrównanego spotkania, w którym gospodarze i goście, pamiętając mecz wiosenny, grać będą o pełną pulę. Poza tym… wiadomo, derby – każdy chce udowodnić swoją wyższość. Rozum podpowiadał mi, że będzie bardzo trudno, bo Polonia to bardzo dobrze zorganizowana ekipa, z indywidualnościami, szczególnie z przodu, ale serce szeptało mi: będzie dobrze, damy radę, zespół jest bardzo dobrze przygotowany, wreszcie musi zaskoczyć.

Skład Victorii, który wyszedł do boju z Polonią nieco się różnił od tego, który rozpoczął mecz z Lechem II.

Pierwszy kwadrans był w wykonaniu Victorii znakomity. Drużyna wyszła bez kompleksów, odważnie i śmiało atakowała bramkę gospodarzy. Po kwadransie mogła prowadzić 2:0, ale zabrakło sportowego szczęścia. Po strzale głową Jakuba Lutostańskiego piłka trafiła w poprzeczkę, a po uderzeniu Filipa Wełniaka zza pola karnego piłka trafiła w słupek. Potem mecz się wyrównał, a z każdą minutą upływającego czasu przewagę budowała Polonia. Zwieńczeniem tej przewagi były dwie sytuacje napastnika Polonii, Patryka Mikity. W pierwszej przegrał on pojedynek sam na sam z Sebastianem Lorkiem (brawo Seba!), ale w drugiej strzelił mu gola głową z ok 14. metrów. Wydaje się to niemożliwe, a jednak. Zatrzymam się na tej drugiej akcji na chwilkę. Bartkowiak dostał piłkę na lewej stronie, wrzucił na przedpole Victorii, na długi słupek. Tam jego partner wyskoczył, zgrał piłkę do tyłu, na linię pola karnego. Do nadbiegającego Mikity nie doskakuje Marcel Węcławek i napastnik Polonii strzelił głową, powtarzam… z 14 metrów, po koźle, w róg, w którym stał nasz bramkarz. Piłka, do teraz nie wiem jakim cudem, ale przedostała się przez dłonie Lorka i wpadła do siatki. My trafiamy w słupek, trafiamy w poprzeczkę, a gospodarze zdobywają gola tak naprawdę z niczego, gola, którego nie powinni strzelić, gdyby Marcel i Sebastian zachowali się ciut lepiej. Do końca tej części meczu to Polonia przeważała, bo po utracie gola Victoria sprawiała wrażenie cierpiącego boksera po silnym ciosie rywala.


Druga połowa tego meczu była pełna emocji i niestety, ale nie zawsze były to emocje pozytywne. Lepiej tę odsłonę zaczęli Poloniści, stworzyli sobie ze dwie dogodne sytuacje bramkowe, których jednak albo nie potrafili wykorzystać, albo znakomicie interweniowała obrona Victorii. Z każdą minutą nasz zespół grał jednak coraz lepiej, coraz dłużej utrzymywał się przy piłce, coraz bardziej naciskał na gospodarzy i choć klarownych sytuacji nie stwarzał za wiele, to osiągnął przewagę nad „gasnącą” z biegiem czasu Polonią. Zdecydowanie pozytywny wpływ na poczynania Victorii na boisku wniosły zmiany. Misza Mazur wniósł spokój do środka pola, Kamil Kanior dał w końcowym kwadransie energię na lewej stronie, a na prawej brylował grający znakomity mecz Michał Goliński. Wszystko co dobre w ofensywie naszej drużyny, naprawdę wszystko, rozpoczynało się od Michała. To on szarżował po prawym skrzydle i dostarczył piłkę na głowę Jakuba Lutostańskiego, który trafił w poprzeczkę. To Michał zgrywał do Filipa Wełniaka, który huknął w słupek, to wreszcie Michał pod koniec meczu, po ofiarnym wślizgu, dośrodkował do Adama Boruckiego, który, moim zdaniem oczywiście, był faulowany w polu karnym przez obrońcę Polonii. I w tym miejscu zatrzymam się na chwilę. My mamy do ekipy ze Środy Wlkp. trochę pecha. Jesienią ub. roku, we Wrześni, arbiter nie podyktował dla Victorii dwóch ewidentnych karnych. Sytuacje te, analizując to spotkanie, omówiłem wówczas i pokazałem ewidentne faule na zdjęciach. Podobnie było i tym razem. Dośrodkowanie Golińskiego, do strzału przygotowuje się Borucki, którego obrońca Polonii łapie i ściąga na murawę. Gwizdek arbitra milczy. I ta sytuacja nie tylko miała wpływ na ostateczny wynik meczu, ale przede wszystkim była zarzewiem, iskrą, która „podpaliła lont” Adamowi Boruckiemu, który stracił panowanie nad emocjami, uderzył w twarz rywala i otrzymał bezpośrednią czerwoną kartkę, która z pewnością eliminuje go z gry w kilku meczach, które przed nami.

To bardzo poważne osłabienie Victorii mogące mieć duży wpływ na postawę drużyny. No dobrze, Adam Borucki zasłużył na karę tak zachować się absolutnie nie powinien, ale spróbujmy spojrzeć na tę sytuację z pozycji Adama. Po 1. jest faulowany, czuje jak obrońca ściąga go na murawę, przewraca, uniemożliwia opanowanie piłki, czy bezpośredni strzał. Sędzia nie reaguje. Po 2. nad leżącym Adamem Boruckim pochyla się obrońca, ten sam, który go faulował i wyjaśnia mu co myśli o jego upadku, może mówi mu to w mniej dyplomatyczny, a może nawet obraźliwy sposób. Sędzia nie reaguje. System nerwowy Adama się „przepala”. Sfrustrowany, wściekły na obrońcę i sędziego zachowuje się w sposób absolutnie nieodpowiedzialny, uderza rywala w twarz i ogląda czerwoną kartkę. Nie chcę tutaj w żaden sposób bronić Adama – nie miał prawa tak zareagować, tak postąpić, ale pozwoliłem sobie spojrzeć na tę sytuację z pozycji Adama Boruckiego.
Kibice naszej drużyny mieli ogromne pretensje do arbitra tego meczu, który szafował kartkami, dziwnie interpretował boiskowe sytuacje, nie podyktował karnego dla Victorii. Wszystko to z pewnością miało znaczenie, ale najważniejsze, albo zdecydowanie najgorsze w tym wszystkim jest to, że Victoria po meczu w Środzie Wlkp. ani nie ma punktów, ani nie ma Adama Boruckiego. Rozpadła się linia obrony, na której wiosną opierała się skuteczna gra naszej drużyny, gra, która dała nam 43 pkt na koniec sezonu, co przy korzystnych dla Sokoła Kleczew barażach, pozwoliło na uniknięcie degradacji. Obrona z wiosny 2026 nie istnieje, a mecze przed nami coraz trudniejsze i to nie z powodu klasy rywali, ale z powodu narastającej presji, by nie powtórzyć jesieni 2025.

I tutaj muszę wspomnieć o kilku sprawach, moim zdaniem niezwykle ważnych dla tego, co obecnie się dzieje, tego, w jaki sposób gra Victoria, tego, że na jej koncie nadal 0 punktów.

Mam wrażenie, że w ogólnie nam panującej atmosferze poprawy jakości ofensywy – wszystkie transfery tego lata robione były do przodu – zapomniano o defensywnie, o zabezpieczeniu tej formacji przed kontuzjami, czy takimi wypadkami jak Adama Boruca. I teraz uwaga – z żelaznej „Trójki Muszkieterów” Theus, Borucki, Bartkowski nie ma już dwóch! Olek kontuzjowany od maja, Adama czeka kilkumeczowa przerwa. Co będzie, gdy cokolwiek „dotknie” naszego „Generała”? Boję się pomyśleć, a kysz, a kysz odejdź maro nieczysta! I co ma zrobić trener? Decydujące pytanie przed meczem z Luzinem, znów faworytem pojedynku we Wrześni… Jak zestawić defensywę? Jaka trójka? Czy Węcławek – Bartkowski – Pawłowski? Czy może jakaś inna konfiguracja? Nie zazdroszczę trenerowi Bandoszowi, to trudne decyzje, bardzo odpowiedzialne, bo lepić nie za bardzo jest z czego.
Słabiej niż się spodziewaliśmy gra dotąd środek pola, dodam… bardzo silny środek pola. Trener manewruje „szóstkami”: Dałek, Strzelczyk, Mazur, pewny plac ma Giełda, ale środek, moim zdaniem oczywiście, zawodzi. Nie daje wysokiej jakości, nie produkuje podań, bo te, jeśli dochodzą do napastników, to z bocznych sektorów boiska. Środek pola niedostatecznie też broni, niedostatecznie zabezpiecza przedpole bramki Sebastiana Lorka, które wejście w sezon też ma trudne. I bez poprawy gry w środku pola będzie nam bardzo trudno się podnieść.
I na koniec element, który najbardziej szwankuje na początku sezonu to młodzieżowcy. Klub pozyskał trzech nowych: Zaranka, Niklasa, Górczaka. Żaden z nich, a mieli okazję, dostawali szanse, nie pokazał się z dobrej strony. A jeśli do tego zespołu dodamy słabo wchodzących w sezon Węcławka i Chałupniczaka to mamy prawdziwy obraz stanu posiadania. W Środzie grało na zmianę dwóch nowych, młodych napastników: najpierw Górczak, potem Niklas – żaden nie zaistniał. To Kacper Chałupniczak przez kilkanaście minut dał zespołowi więcej niż nowi przez cały mecz. Przykre, ale prawdziwe!
Trzeba pamiętać o tym, że młodzieżowcy to 20 proc zespołu, a my mamy takich, którzy jak dotąd nie mają na ten zespół absolutnie żadnego wpływu, nie są żadnym wsparciem. Ja czekam na Marcela bez błędów, czekam na Kacpra w dyspozycji z końca sezonu, kiedy np we Wronkach grał chyba mecz życia. Czekam na młodzieżowców, jak mawiał nasz wielki pisarz, Melchior Wańkowicz, takich „pełną gębą”!

I teraz weźmy to zbierzmy: rozbita obrona, słabszy niż należało się spodziewać środek pola oraz zawód, jaki dotąd sprawiają młodzieżowcy – czy z tej „mąki” można było w tych meczach co za nami „wypiec jakiś chleb”? Moim zdaniem nie. A mimo wszystko, zarówno w drugiej części meczu z Lechem i dużymi okresami w meczu z Polonią, Victoria prezentowała się bardzo dobrze. Czego to zasługą? Moim zdaniem to zasługa dwóch duetów: Lutostański-Wełniak oraz duetu „panów B” Borucki-Bartkowski. Ale też ogromna zasługa, co widać gołym okiem, znakomitego przygotowania fizycznego. Victoria, mimo słabej dyspozycji ogniw, o których wspomniałem wyżej, potrafiła przejąć inicjatywę i postawić się rezerwom Lecha. Potrafiła też zabiegać, zepchnąć do defensywy, i to grając w końcówce w dziesięciu, faworyzowaną Polonię na jej boisku. Poloniści po meczu kładli się ze męczenia na murawie, tyle sił ich ten mecz kosztował. Wrześnianie byli wściekli, ale byli w stanie grać dalej kolejne 45 minut, by tylko móc odwrócić losy meczu. I to jest ogromny atut tej drużyny, który jeśli zostanie podparty dobrą dyspozycją, wzrostem jakości gry, to przyniesie spodziewane efekty. Przyniesie, bo musi! Bo prędzej, czy później, oby prędzej, to przygotowanie, ta walka, ambicja, a także coraz wyższe umiejętności muszą przełożyć się na punkty. Niech to się stanie w najbliższym meczu, niech to się stanie na naszym stadionie w meczu z kolejnym faworytem ligi, z jakim przychodzi się nam mierzyć, czyli w meczu z Wikędem Luzino.

Na koniec – gratuluję Polonii dwóch zwycięstw, 6. punktów po 2. kolejkach – my jeszcze mamy zero oczek na koncie, ale mam wrażenie, ba, jestem przekonany, że będziemy Polonię gonić. Może nie dogonimy, może ten zespół cały czas jest dla nas za mocny organizacyjnie i sportowo, ale trzeba mieć cel, trzeba mieć motywację, trzeba mieć marzenia. I oby Victoria Września chciała dorównać Polonii na wszystkich płaszczyznach, oby chciała, krok po kroku, dążyć do tego, by być jak najbliżej tego bardzo mocnego lokalnego rywala, bo tylko tak można się rozwijać.

Jeśli doceniasz moją pracę – POSTAW WIRTUALNĄ KAWĘ

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Zbliżające się wydarzenia