Giertych, Siara Siarzewski i Victoria!
Dawno nie miałem tak, że „rynce mi opadły”, że nie miałem ochoty na jakikolwiek komentarz. A tak się stało po przegranym 0:2 meczu z Bałtykiem. Po Świnoujściu był szok, po Koszalinie kompletna niemoc, niechęć, rezygnacja. Wszystko martwi, ale najbardziej brak energii. „Team Spirit” nie istnieje. I co najgorsze – nic dwa razy się nie zdarza, więc szanse na kolejne, epokowe przełamanie są nikłe, a wtedy… Oby nie!
Mówiąc szczerze nie miałem ochoty i nie mam ochoty roztrząsać sobotniego meczu z Bałtykiem w Koszalinie, meczu z beniaminkiem, meczu z piłkarsko bardzo słabym przeciwnikiem, którego jedyną zaleta była walka, energia, bieganie. Bałtyk przez cały mecz grał „futbol angielski”, czyli kopnij i biegnij, albo laga na napastnika, zgranie do boku i dośrodkowanie. To było wszystko, to była cała ich filozofia, ale co martwi, co tam martwi, co załamuje – ten bardzo ubogi arsenał piłkarskich środków wystarczył, by pokonać schowaną, przestraszoną, nie wierzącą w siebie Victorię. Halo, halo.. baza – co się stało z drużyną, która zadziwiała na wiosnę, co się stało z uśmiechniętymi, walczącymi jak lwy piłkarzami, co się stało z pomysłami na każdy mecz, z myślą trenerską – dzisiaj nie ma nic z tych elementów, jakimi Victoria na wiosnę zadziwiała świat.
Do meczu w Koszalinie przystąpiliśmy z jednym młodzieżowcem w polu, bo tak jak przypuszczałem, w bramce trener postawił na młodzieżowca Flaka. Jak się okazało ten manewr też się nie udał, choć to Victoria grała futbol ładniejszy dla oka, a nasza kultura gry była wyższa niż gospodarzy. Tylko do licha ciężkiego co z tego, skoro to nie był pierwszy mecz, w którym nasz zespół nie ma planu na atak, nie ma zielonego pojęcia co zrobić z piłką na połowie rywali, nie ma żadnego pomysłu jak sforsować obronę przeciwników, nie ma żadnych okazji do oddania strzałów – ta sztuka, a to jest przecież sól futbolu, jest Victorii kompletnie obca. Dziesiątki podań „ty do mnie, ja do ciebie” nie sprawiają że Victoria zyskuje teren, nie sprawiają, że przełamują obrony, nie dają pozycji strzeleckich. Więc psu na budę takie granie…
Bywam na treningach, widzę, że ta drużyna ciężko trenuje, że biega, że ma energię, że strzela, że wszystko wrze jak w kraterze czynnego wulkanu, tylko uwaga, uwaga… dzieje się tak na treningach, tylko i wyłącznie na treningach. Gdy Victoria wychodzi na mecz to jakby piorun „strzelił w rabarbar” – kompletny paraliż umysłu i ciała! I ten paraliż, ta niemoc, ten brak energii, brak wiary, brak wszystkiego co w futbolu istotne, powoduje postawę, którą kontrowersyjny polityk-mecenas Giertych, mówiąc przed laty o Platformie Obywatelskiej, określił… cytuję: „ciamcia ramcia”!
Victoria gra futbol „ciamcia ramcia”, futbol bez ikry, bez walki, zaangażowania, mocy, energii, czyli „ciamcia ramcia” właśnie.
To prawda, że arbiter skrzywdził Victorię nie pokazując graczowi gospodarzy czerwonej kartki za faul, po którym straciliśmy szansę na gola! Ale tę sytuację można było wykorzystać, albo i nie! Fakt, gralibyśmy w przewadze przeciwko ubogiemu piłkarsko Bałtykowi, ale tę wyższość trzeba by było udowodnić, a ja, widząc w jaki sposób gra Victoria, mam poważne obawy czy ta sztuka by się nam udała. Generalnie sędzia był bardzo słaby, był stronniczy – twardo, momentami ostro, na pograniczu faul grającym rywalom puszczał przewinienia, nie karał ich kartkami. Wobec nas był konsekwentny – faule i kartki za najmniejsze przewinienie. To nie ulega żadnej wątpliwości. Ale czy sędzia zabraniał nam atakować szybko, z rozmachem, walczyć na całym boisku, stwarzać sytuacje strzeleckie, bombardować strzałami bramkę Bałtyku? Nie! Proszę mi wybaczyć jeśli się mylę, ale z pierwszej części meczu pamiętam uderzenie Filipa Wełniaka z rzutu wolnego, po którym piłka przeszła minimalnie nad poprzeczką. Czy jakieś strzały jeszcze były? Może i były, ale ja ich nie pamiętam.. Z drugiej połowy meczu też pamiętam jedną sytuację, po której bramkarz wybronił strzał naszego piłkarza, a dobitka z kilku metrów nie była skuteczna. Być może zasmucony obrotem spraw na boisku nie wszystko pamiętam, jeśli tak jest – raz jeszcze przepraszam. O naszej niemocy generalnie wszystko wiemy, jest porażająca, a straty goli?
Pierwszego tracimy w wyniku błędu Kamila Dałka, który wdał się w pojedynek, został ograny, poszła kontra, podanie do środka, strzał niepilnowanego piłkarza może z 7 metrów i Flak wyciągał piłkę z siatki. Ok, Kamil popełnił błąd, ale on stracił piłkę głęboko na połowie rywali. Piłkarz, który mu futbolówkę odebrał przebiegł z nią ok. 50 metrów i nikt go nie zaatakował, nikt nie ruszył Kamilowi na pomoc, nikt nie rozpoczął akcji ratunkowej, by atak Bałtyku skasować! I to jest problem.
O ostatnim golu nie chce mi się nawet wspominać, delikatny strzał z kąta, nasz młodzian rzucił się w krótki róg, piłka kulana, po dłoniach przeleciała do siatki. Katastrofa stała się faktem.
I tak o słabościach Victorii, o tym, co nie funkcjonuje, można by godzinami…
Najlepiej ten stan rzeczy, tę dramatycznie słabą dyspozycję Victorii w miesiącu sierpniu 2026 roku, charakteryzują słowa nieodżałowanego Stefana Siary Siarzewskiego w rozmowie z Wąskim:
No i co uważasz?
No, moim zdaniem, według mnie… kilka niedociągnięć jest.
Kilka niedociągnięć?! A gdzie tu są dociągnięcia?
No właśnie, czy w grze Victorii są jakiekolwiek dociągnięcia? I ja już to pytanie pozostawiam bez odpowiedzi – każdy z kibiców z pewnością tę kwestię sobie rozważy.
Ja, na koniec moich smutnych rozmyślań chciałbym jakoś podnieść morale naszych piłkarzy, chciałbym, o ile to możliwe, jakoś im pomóc, ich wesprzeć. Wiem, że obrywają ze wszystkich stron, kibice widzą, że nic tu nie pasuje, że w ich grze nie ma ani ładu, ani składu, że wszyscy „wieszają na nich przysłowiowe psy”. I „wieszają” całkiem zasłużenie, bo przegrać z tak ubogim piłkarsko Bałtykiem to naprawdę sztuka. Tylko co zrobić, by było lepiej, co zrobić, by ten ich futbol się jakoś oglądało, co zrobić, by wreszcie seryjnie Victoria zaczęła zdobywać punkty, bo jej sytuacja robi się po prostu dramatyczna?
Wszyscy – piłkarze, trenerzy, zarząd, piłkarze – wszyscy chcieli w tym roku uniknąć koszmaru z jesieni ub. roku. Stąd decyzje o zmianach w składzie, o jego wzmocnieniu, przede wszystkim w ofensywie. A tu wygląda na to, że Victoria na ten koszmar jest zaprogramowana, maszeruje ku zatraceniu jak przysłowiowe lemingi ku przepaści. Tylko jeśli w ub. roku zdarzył się cud i w tę przepaści Victoria nie spadła, to nikt z nas nie wie czy przed tym spadkiem po raz drugi zdoła się uratować.
Dlatego biorąc to wszystko pod uwagę kończę z tymi smutkami, bo nie sztuką jest „kopać leżącego”, sztuką jest podać mu dłoń, by powstał, by znalazł w sobie siłę na odrodzenie, by znów uwierzył, by znalazł potrzebną do walki z przeciwnościami losu energię.
I ja chciałbym taką pomocną dłoń podać naszej drużynie, wesprzeć ją mentalnie w powrocie na właściwe, zwycięskie tory. Widzę pracę, jaką zespół pod wodzą sztabu trenerskiego wykonuje, widzę zaangażowanie ich wszystkich i za cholerę nie wiem dlaczego ta „maszyna” nie działa. O to mentalne wsparcie proszę też Kibiców. Hejtować, owszem można, tylko sam hejt jest drogą donikąd. Przynosi tylko jeszcze większy kryzys, jeszcze większy smutek i powoduje jeszcze większe niezadowolenie. Dlatego proszę Kibiców o wsparcie naszej Victorii w kolejnym meczu!
Z pewnością potrzebny jest mecz na przełamanie. Czy takim meczem będzie bitwa z KKSem Kalisz? Piszę bitwa, bo bez podjęcia walki nie mamy w tym starciu szans. KKS jest doświadczonym przeciwnikiem, w ostatniej kolejce ograł Elanę 5:1. I już wiadomo, że będzie to arcytrudny pojedynek. Ale właśnie wygrana w takich bataliach przynosi przełom. Dlatego wierzę, że nasza drużyna zrobi wszystko, by ekipę z Kalisza pokonać. Innej drogi nie ma – trzeba wreszcie walczyć i trzeba wreszcie wygrać i uciekać „spod topora”!
Victoria w mecz z Bałtykiem: Flak – Maćkowiak (82 Krawczyński), Borucki, Bartkowski – Goliński, Dałek, Giełda, Pawłowski – Kanior (62′ Walkowiak), Górczak (62′ Niklas), Wełniak (82′ Lutostański),

