Król był tylko jeden – Arek Wolniewicz!
Jeżeli w rundzie jesiennej najlepszym piłkarzem Victorii w ofensywie był, i to zdecydowanie, Kamil Kanior, to na najlepszego piłkarza wiosny tej formacji wyrasta, podkreślam wyrasta, „ojciec zwycięstwa” w Stargardzie, autor 3 goli, odrodzony, odnowiony, mający ogromną ochotę na kolejne znakomite występy Arkadiusz Wolniewicz. To, w jaki sposób Arek zdobywał gole przeciwko Błękitnym, zasługuje na największe słowa uznania!
Po takim meczu, jaki osłabiona Victoria rozegrała w Stargardzie, trudno cokolwiek napisać, by nie popaść w zachwyt, trudno nie odfrunąć, bo poziom emocji, zaangażowania, a na koniec ogromnej radości był naprawdę wyjątkowy. I pomyśleć, że wcześniej nic nie wskazywało na szczęśliwe zakończenie tej dalekiej wyprawy, a jednak…
Lorek – Theus, Bartkowski, Pawłowski (46′ Mazur) – Goliński, Borucki, Dałek, Giełda, Dylewski (46′ Chałupniczak) – Walkowiak, Sukhenko (46′ Wolniewicz)
Skład ten sam co w Nowych Skalmierzycach wyszedł też na murawę starego, ale kameralnego stadionu w Stargardzie. I znów kibice zastanawiali się dlaczego Dylewski i dlaczego Sukhenko, skoro oni naprawdę nie prezentują się dobrze i mamy od nich zdecydowanie lepszych piłkarzy. Przedstawię Państwu swój punkt widzenia na tę kwestię, która wiem, że rozgrzewa spore emocje.






W obliczu ogromnych kłopotów kadrowych trener Bandosz nie ma praktycznie żadnego pola manewru w ofensywie (przypomnę, kontuzjowani są: Lutostański, Jankowski, Groszkowski, Kanior). W porównaniu ze Skalmierzycami ze składu Victorii ubył kolejny piłkarz, Kamil Kanior, który w meczu pucharowym z Gołuchowem nabawił się urazu kolana. I mimo że Kamil nie był w dobrej formie, że po kontuzji dopiero się rozpędzał, to w Gołuchowie miał swoje momenty, strzelił gola i był pewną opcją dla trenera. I teraz jesteśmy w Stargardzie i stajemy przed wyborem: czy mecz zaczyna para młodzieżowiec Dylewski na skrzydle i Sukhenko na „9”, czy może od razu stawiamy na Chałupniczaka na skrzydle i Wolniewicza w środku, czyli parę, która z bardzo dobrej strony pokazała się w Skalmierzycach? Moim zdaniem trener uznał, że ci pierwsi dopóty będą na boisku, dopóki sił im starczy, mając cały nadzieję na jak najmniejsze straty i zmęczenie rywali. A po przerwie, na podmęczonych przeciwników, do boju ruszyć mieli Wrześnianie. Postawienie od początku na parę Chałupniczak/Wolniewicz mogło by nie przynieść spodziewanych rezultatów, a ich zmiennicy, ze względu na słabszy poziom, nie byliby gwarantami jakiejkolwiek zdobyczy w przodzie.
Tak sobie myślę, że taka idea przyświecała trenerowi Bandoszowi. Taką ideę realizował w Skalmierzycach – tam przyniosła sukces i taką kontynuował w Stargardzie. Z jakim skutkiem? Wszyscy wiemy!
Dylewski i Sukhenko zaprezentowali się bardzo słabo – to fakt, Victoria przegrywała 0:2 to fakt, ale po przerwie, na podmęczonych gospodarzy, wyszli zmotywowani, głodni gry, wierzący w odrobienie strat Chałupniczak i Wolniewicz, i odwrócili losy meczu. Takie jest moje wyjaśnienie całej sytuacji, o której dyskutują kibice. Mam też przeświadczenie, graniczące z pewnością, że w jutrzejszym meczu w Kartuzach układ będzie bardzo podobny: Dylewski/Sukhenko od początku oraz Chałupniczak/Wolniewicz po przerwie. Po pierwsze ten układ dał nam w ostatnich meczach 6 punktów, a po drugie innej możliwości, wobec plagi kontuzji, trener po prostu nie ma! Być może, choć na krótką chwilę, pojawi się Kamil Kanior, który zmaga się z urazem (zbite kolano). Powtórzę się, ale to ważne – Kamil wracaj, bo jesteś bardzo potrzebny!
Nie chcę opisywać tutaj meczu w Stargardzie, kibice mogli go zobaczyć w internecie, a najważniejsze jego akcje w skrótach, które opanowały internet naszego regionu. Chciałbym tylko poruszyć kilka spraw, które zwróciły moją uwagę.






Pierwsza sprawa – bardzo mi się podobał początek meczu w naszym wykonaniu. Zaczęliśmy spokojnie, pewnie z tyłu, ale od pierwszej minuty próbowaliśmy zaatakować rywali. Nie chowaliśmy się „po kątach”, nie daliśmy się zepchnąć, ale ustawiliśmy się odważnie próbując prowadzić równorzędną grę. Owszem, straciliśmy bramkę w 6′, ale to był absolutnie przypadek – niezbyt silny strzał zza pola karnego, rykoszet i piłka w siatce. Mimo to znów się podnieśliśmy, znów próbowaliśmy. Zgadzam się, że próby te nie przynosiły wymiernych rezultatów, że nie stwarzaliśmy sytuacji podbramkowych, ale wynikało to ze słabości naszych piłkarzy ofensywnych: Dylewski i Sukhenko, owszem biegali i starali się, ale ich umiejętności, o czym już pisałem, są zdecydowanie za małe jak na 3. ligę . Gospodarze za to, z każdym swoim atakiem, byli bardzo groźni. Uruchamiali swoje akcje prawą stroną boiska, dośrodkowywali i nie ma co ukrywać, byli po tych dośrodkowaniach bliscy podwyższenia wyniku. Wreszcie, w 18′ zagrali obok Patryka Pawłowskiego, do piłki ruszył ich skrzydłowy i nasz bramkarz. Kontakt, zderzenie i piłka po odbiciu od nóg rywala znów znalazła się w siatce. I mimo tak niekorzystnego wyniku Victoria nie zmieniła sposobu gry, nadal próbowała się odgryzać. Raz nawet w korzystnej sytuacji znalazł się Sukhenko, ale sędzia dopatrzył się spalonego, którego absolutnie nie było. I jeszcze jedna uwaga dotycząca tej części gry. Patryk Pawłowski zmaga się od pewnego czasu z urazem mięśnia dwugłowego, nie wszystko z jego zdrowiem jest ok i widać to w poczynaniach naszego obrońcy. Widzieli to też rywale i męczyli Patryka okrutnie. Na szczęście dla nas więcej strat w tej części meczu nie ponieśliśmy.



Druga sprawa to wejście drużyny w drugą połowę meczu. Na boisku nie ma już Dylewskiego, Sukhenki i Pawłowskiego. Ich miejsca zajęli Chałupniczak, Wolniewicz i Mazur. I wtedy trener z drugiej linii przesuwa do linii obrony Boruckiego, a w jego miejsce, do środka, pcha Mykhailo Mazura. W drużynę wstąpił „Nowy Duch”. Przez pierwsze 2-3 minuty drugiej połowy Kacper Chałupniczak przeprowadził dwie akcje skrzydłem, czyli zrobił więcej niż jego poprzednik przez 45 minut. A chwilę potem oglądaliśmy akcję „palce lizać”. Z własnej połowy „Generał Bartkowski”, lewą nogą, zagrał piłkę nad głowami obrońców, wbiegający w pole karne Arek Wolniewicz przyjął ją na klatę, a chwilę potem odbitą od murawy skierował do siatki gospodarzy. Piękna akcja, piękny gol i nagle, w 48′, zrobiło się już tylko 2:1 dla Błękitnych. Od tego momentu Victoria grała praktycznie bez błędu. Obrona w składzie Theus, Borucki, Bartkowski, wspomagana wahadłami Chałupniczak, Goliński była nie do ogrania. Wreszcie żył środek pola, w którym harował jak wół Dałek i rządził jak pan na włościach Jakub Giełda. Wszystko nagle zaczęło się zazębiać, nabierać rozpędu i mimo ogromnych kłopotów kadrowych wyglądać tak, że momentami ręce same składały się do oklasków. W 63′ Jakub Giełda ograł rywala, ten go faulował i Victoria wykonywała rzut wolny z ok. 27-28 metrów. Do piłki podszedł poszkodowany, strzelił w róg, bramkarz interweniował tak niefortunnie, że wybił piłkę przed siebie. Dobiegł do niej Arek Wolniewicz i skierował do pustej bramki. Ku ogromnej radości naszego zespołu i nas, nielicznych na stadionie kibiców z Wrześni, na tablicy pojawił się wynik 2:2. Wtedy głośno zaczęliśmy mówić o możliwości, o okazji, o szansach na odniesienie zwycięstwa. Ale nikt z nas nie myślał, że decydującą o wygranej bramkę Arek Wolniewicz zdobędzie w tak fantastycznym stylu. W 84′ gospodarze wyprowadzali piłkę z własnej strefy obrony. Naciskał Goliński, piłkę odebrał Theus, zagrał klepkę z Arkiem Wolniewiczem, ten wpadł w pole karne i zamach…. zamach… zamach… i ograł pół obrony Błękitnych. Chwilę potem na wielkim spokoju strzelił po ziemi do bramki rywali. Co to była za radość. Mnie z tych wielu obrazków pokazujących euforię całego teamu zostanie w pamięci jeden – jak Arek po strzelonym golu podbiega do trenera, jak obaj rzucają się sobie w ramiona, bo był to nie tylko wyraz aprobaty dla sztuki piłkarskiej Arka, ale także wyraz obopólnego zaufania obu panów. Dlaczego? Przypomnę pokrótce – jesienią Arka praktycznie nie było – brak właściwych przygotowań, kontuzje – wszystko to miało wpływ na dyspozycję naszego skrzydłowego. Zimą trener obiecał, że wiosną zobaczymy „nowego Arka”, odrestaurowanego, głodnego gry, przygotowanego fizycznie. Arek trenerowi zaufał, ciężko pracował i dzisiaj obaj mogą cieszyć się z efektów tej pracy! A przecież to dopiero początek piłkarskiej wiosny i oby ta dyspozycja Arka nadal trwała i trwała i przynosiła chwałę jemu i punkty naszej drużynie!






W Stargardzie król był tylko jeden – nazywał się Arek Wolniewicz!
Ja nie ukrywam, że cieszyłem się bardzo, a może bardziej niż bardzo, bo od dawna jestem ogromnym zwolennikiem talentu Arka, talentu często, z różnych przyczyn, niewykorzystanego. Ale talentu, który tej wiosny eksplodował i niech rozkwita. A kolejne mecze niechaj będą jego potwierdzeniem. Bo „dzisiaj” Arek jest zupełnie innym piłkarzem niż „wczoraj”. Jest piłkarzem bardziej dojrzałym, bardziej świadomym, bardziej odpowiedzialnym, wreszcie przygotowanym fizycznie, wreszcie walczącym i wreszcie skutecznym, no i jedynym w naszej kadrze z tym, jak ja to określam, balansikiem w lewo, w prawo… i odejściem! I tak jak w przypadku Kamila Kaniora piszę – Kamil wracaj, bo jesteś niezbędny, jesteś potrzebny, tak w przypadku Arka piszę – nie zatrzymuj się „Tygrysie”! Ale ważne i miłe jest jeszcze jedno – obaj skrzydłowi są nasi, są Wrześnianami z krwi i kości, są wychowankami Victorii i z całym szacunkiem do wszystkich piłkarzy, którzy reprezentują nasze zielono-białe barwy, dla nas kibiców, ten fakt jest bardzo istotny.
To teraz kolejna kwestia, która nasunęła mi się podczas oglądania meczu i tuż po jego zakończeniu. Otóż wielu piłkarzy, którzy dotąd zawodzili, nie prezentowali umiejętności, nie dawali jakości, jakiej od nich oczekiwali trenerzy, koledzy z boiska, ale przede wszystkim kibice, nagle weszli na „wyższy lewel”, nagle pokazują, że są gotowi grać na zdecydowanie lepszym poziomie. Przyjrzyjmy się im.
Olek Theus – szybki, sprawny, orientujący się znakomicie na boisku, z meczu na mecz lepszy, pewniejszy, z jednej strony zabezpieczający swoją flankę, z drugiej strony pomagający w ofensywie. Gra cwaniacko, chwilami z premedytacją – jak dla mnie SIŁACZ po prawej strony defensywy!
Adam Borucki – o i tutaj mamy zagwozdkę! Wystawiany przez trenera już tylko na „6” do przerwy, grający na tej pozycji bardzo dobrze, mnie podoba się bardziej po przerwie, kiedy to zajmuje miejsce obok Kuby Bartkowskiego. Inteligentny, czyta grę, spokojnie, pewnie i bez faulu interweniuje – absolutnie WZÓR!
Jakub Bartkowski – tutaj nie ma dyskusji, jakiejkolwiek – Kuba to „Generał” w wojsku trenera Bandosza! Ale, i tutaj pozwolę sobie na kolejną osobistą uwagę – śmiem twierdzić, że para Bartkowski/ Borucki to obecnie jedna z najlepszych par w środku defensywy całej ligi. I oby tak zostało!
Kamil Dałek – powiem Wam Drodzy Kibice, że gdy Kamil przychodził latem do Victorii mogłem spodziewać się wszystkiego, ale nie tego, że ten młody chłopak zdominuje środek pola. Kamil jest wszędzie, biega i walczy od pierwszej do ostatniej sekundy meczu, znakomity w odbiorze, nie dający rywalom wytchnienia, uruchamiający akcje zaczepne – taki wrzesiński N’golo Kante! Po prostu GIGANT! Jedyne, co mógłby odrobinę poprawić, oczywiście z mojego punktu widzenia, to komunikację werbalną z kolegami i długie podanie, coś ala „Strzelba”. Na Kamila musimy dmuchać i chuchać, by go nam za szybko nie „porwali”.
Jakub Giełda – no i tu dopiero odrodzenie! Jakub pewnie doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że jesienią zawiódł. Kto wie, czy nie najbardziej z tych „nowych”, bo oczekiwano od niego kierowania grą drużyny, a było jedno, wielkie NIC! Po zimie mamy zupełnie innego Jakuba, od dwóch spotkań to prawdziwy lider zespołu, Gość, który znakomicie radzi sobie „na kierownicy”. Pod presją potrafi przyjąć piłkę, ograć atakującego go rywala, zagrać „ciasteczko”. Jakub jest nieustannie w ruchu, analizuje grę, ma bardzo dobry przegląd pola, dokonuje właściwych wyborów – powtarzam z całym uznaniem, od Skalmierzyc jest liderem Victorii jeśli chodzi o kreowanie gry w przodzie. Śmiem twierdzić, że obok Dałka i Walkowiaka przebiega też chyba najwięcej kilometrów, w Stargardzie zapisał na koncie zdecydowanie ponad 11.
Michał Goliński – człowiek „koliberek”, chłopak, który się nie zatrzymuje. Michał biega, wygrywa pojedynki zarówno w obronie jak i w ataku, szarżuje na skrzydłach, odbiera, dogrywa, wypracowuje pozycje – po prostu piłkarz, który jest cały czas w ruchu i często nie do zatrzymania przez rywali, bo nie są w stanie go dogonić. Wielu Kibiców w meczach jesiennych nie było zadowolonych z jego postawy, zastanawiali się: jak to: Gość z ekstraklasy i nie robi różnicy. Otóż wydaje mi się, że „Golinka”, po powrocie do domu, potrzebował czasu, by się dostosować, by zadośćuczynić oczekiwaniom Kibiców i myślę sobie, że po meczach w Skalmierzycach i w Stargardzie Michał jest bliski celu. Jedynie czego potrzebuje, moim zdaniem oczywiście, to zdecydowanie decyzji o strzale na bramkę. Potrafi jak nikt uwolnić się spod opieki obrońcy i mógłby zdecydować się na uderzenie, ale tego nie robi szukając dogrania do partnera. Więcej odwagi Michale! Witold Walkowiak – no, tutaj to mam problem. Witold przychodził do Wrześni z „łatką” najlepszego asystenta IV ligi, miał też na koncie kilka bramek w barwach Lipna Stęszew. Niestety, trzecioligowy sezon Witolda, jeśli chodzi o ofensywę, jest jednym, wielkim rozczarowaniem. I jeśli weźmiemy ten fakt pod uwagę, to w tym zestawieniu go być nie powinno. Ale zdecydowałem się go tutaj umieścić, bo od Skalmierzyc to jednak inny piłkarz – bez głupich zagrań, bez strat, z podaniami do przodu, z ofiarną postawą w obronie, ale przede wszystkim walczak na całym boisku. Ja wiem, że futbol, to nie tylko i nie aż bieganie, ale od czegoś trzeba zacząć. I Witold wejście na wyższy, piłkarski poziom zaczął od zaangażowania, walki i biegania – jest pierwszym szańcem obronnym na polu rywali to trzeba docenić. Czy do tej walki dołoży coś w ofensywie? Nie wiem – chciałbym bardzo, ale mam poważne co do tego wątpliwości.
Został mi jeszcze Mykhailo Mazur i tutaj także postawa na plus względem jego występów w okresie przygotowawczym. Młody piłkarz, który przyszedł z Huragana Pobiedziska uczy się gry na poziomie 3. ligi, ale swoją ambitną postawą, zaangażowaniem, walką, czasem ponad stan, zwraca uwagę. Mykhailo zdecydowanie lepiej radzi sobie w przerywaniu akcji rywali niż w konstrukcji, brakuje mu jeszcze pewności siebie, spokoju w grze, ale z meczu na mecz wygląda lepiej i dlatego zdecydowałem się dołączyć go do tej grupy piłkarzy.



Biorąc pod uwagę powyższe, stały progres, jaki drużyna notuje, ostatnie wyniki nie są już jakimiś zdobyczami kosmosu, a konsekwencją pracy, jaką zespół wykonał! I ostatnia konstatacja związana z wagą zwycięstwa w Stargardzie. Bo jeśli wygrana w Skalmierzycach była bardzo ważna, to jednak odniesiona nad zespołem sąsiadującym w tabeli. A tutaj pojechaliśmy do Stargardu, do drużyny, która jesienią, we Wrześni, wygrała 3:1. Wtedy, do 60′ byliśmy dla Błękitnych równorzędnym partnerem, potem nam odjechali. Tym razem my odjechaliśmy Błękitnym od 46′. To pokazuje drogę, przemianę, jaką przez te kilka miesięcy przeszła Victoria – mimo ogromnych, co ciągle podkreślam, kłopotów zdrowotnych, nie kończących się kontuzji. Poza tym w Stargardzie Victoria potrafiła się podnieść ze stanu 0:2 i wygrać 3:2, bo ta drużyna uwierzyła, że nie ma rzeczy niemożliwych, że sufit nie istnieje. Kłopoty zawsze mobilizują, a Victoria kłopotów ma mnóstwo – dlatego zwycięstwo w Stargardzie uważam za jeszcze większy sukces niż wygrana w Skalmierzycach! Sukces dający podwaliny, bazę fizyczną i przede wszystkim mentalną na kolejne, znakomite mecze, których tak naprawdę doczekać się już nie mogę.
Ta stargardzka remontada, połączona z wiarą, natchnieniem, jakością, skutecznością pokazała, że do Kartuz, na mecz zaległy z Cartusią, Victoria pojedzie jutro powalczyć o kolejne 3 punkty. To już nie jest zespół jadący do rywali i czekający „na ścięcie”. To jest już drużyna świadoma swoich umiejętności, swoich możliwości, mająca swój pomysł na grę i ten pomysł konsekwentnie i skutecznie realizująca. I aż płakać się chce, gdy przywołamy w pamięci mecz z Rewalem, w Pobierowie, ech 🙁


Ale głowy do góry! I jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że odkąd jadę z drużyną w delegację, ta wygrywa, to po prostu muszę jutro wystartować do Kartuz. Oczywiście piszę to z lekkim uśmiechem, z przymrużeniem oka, ale taka jest prawda. I obyśmy jutro wszyscy, wspólnie mogli cieszyć się z kolejnej zdobyczy punktowej. Wierzę w drużynę, marzę, jak wszyscy Kibice, o 3 oczkach, ale każdy punkcik „wezmę z pocałowaniem ręki”.
Do Kartuz po zwycięstwo Victorio!
Tutaj skrót meczu Błękitni – Victoria i genialne bramki Arka Wolniewicza
https://www.facebook.com/reel/1995159934772521
A tutaj pomeczowa przemowa trenera Łukasza Bandosza. Widzimy w internecie takie obrazki, np. z szatni Kolejorza, dzisiaj, po raz pierwszy w historii, słuchamy z szatni Victorii!
Wyniki 24. kolejki meczów:
27.03.2026
Tłuchowia Tłuchowo – Lipno Stęszew 3-1
28.03.2026
Zawisza Bydgoszcz – Unia Swarzędz 1-0
Wybrzeże Rewalskie Rewal – Kluczevia Stargard 0-4
Wda Świecie – Pogoń Nowe Skalmierzyce 3-1
Polonia Środa Wlkp. – Cartusia Kartuzy 2-1
Flota Świnoujście – Elana Toruń 2-2
Błękitni Stargard – Victoria Września 2-3
Tabela
