„Ronaldinho Gaúcho” mieszka we Wrześni!
Mimo ogromnych kłopotów kadrowych, mimo niekorzystnego początku spotkania, w pojedynku o ligowe życie, znajdująca się w strefie spadkowej Victoria Września potrafiła odwrócić losy meczu i w Nowych Skalmierzycach pokonała miejscową Pogoń 2:1. To bardzo cenny sukces, który niech będzie początkiem drogi ku ocaleniu! Brawo drużyna, gramy i walczymy do końca!
O tym jak ważny to był mecz nie trzeba nikomu przypominać, rozprawiali o nim na wszystkie sposoby kibice zielono-białych. Ja sam, o czym pisałem, byłem tak przejęty zbliżającym się pojedynkiem w Nowych Skalmierzycach, że mecz śnił mi się po nocach. We śnie był remis 1:1. obudziłem się niezadowolony, bo pragnąłem wygranej. Ale byłem dobrej myśli, wierzyłem, że po katastrofie w Pobierowie i dwóch kolejnych porażkach z Zawiszą i Flotą, będzie to mecz na przełamanie. Jadąc do Skalmierzyc, jeszcze w aucie, powiedziałem moim towarzyszom podróży, że mecz z Pogonią wygramy! I tak się stało!
Do pojedynku z byłą drużyną obecnego trenera Victorii nie przystępowaliśmy w roli faworyta. Wcześniejsze mecze krzyczały: nie będzie dobrze! Z drugiej strony treningi w ostatnich tygodniach pokazywały, że drużyna się budzi, że jest głodna walki, że chce pokazać, że się nie poddała, że jeszcze nie wszystko stracone, że w Nowych Skalmierzycach jest w stanie wyszarpać wygraną. Piszę wyszarpać, bo wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, że Pogoń, także nad przepaścią, nie zaproponuje u siebie meczu spokojnego, technicznego, z nastawieniem na poukładaną, wyrachowaną grę. Wszyscy wiedzieli, że to będzie piłkarska wojna i do tej wojny się przygotowywali.
Tym bardziej cieszy, że z tej wojny, po 90. minutach zwycięsko wyszła Victoria i chwała jej za to, bo tuż przed meczem i tuż po jego rozpoczęciu wszystkie znaki na niebie wskazywały, że to nie będzie możliwe. Po pierwsze dlatego, że Victoria ma ogromne kłopoty kadrowe, o których już miałem okazję pisać, a po drugie dlatego, że pierwszy, przypadkowy strzał gospodarzy trafił do siatki Sebastiana Lorka.
Nasza kadra w porównaniu z jesienią jest słabsza, a na dodatek drużynę dopadła kolejna fala kontuzji. Trener Bandosz przygotowując się do meczu z Pogonią nie mógł skorzystać z takich piłkarzy jak: Jakub Groszkowski (nie gra od czerwca 2025), Marcin Maćkowiak (kontuzja w okresie zimowym), Bartosz Urbaniak (kontuzja w okresie zimowym), Mikołaj Jankowski (kontuzja w okresie zimowym), Jakub Lutostański (kontuzja w okresie zimowym), czy Wiktor Strzelczyk (choroba) – wszyscy oni, gdyby byli zdrowi, mieliby szansę wyjść w podstawowej jedenastce. A jeśli dodamy do tego fakt, że nasza „ofensywna lokomotywa”, czyli Kamil Kanior jest cieniem piłkarza z jesieni, to widzimy skalę kłopotów z jakimi trener się zmaga.
Mimo tych problemów trzeba było grać i walczyć. I co najważniejsze i najpiękniejsze – tak się stało. Victoria podjęła walkę, przeciwstawiła się silnej, wybieganej, na szczęście słabszej piłkarsko, drużynie Pogoni i zrobiła coś, co nie zdarza się jej często – odwróciła losy meczu!






Jak to się stało? Otóż najkrócej mówiąc stało się dlatego, że Victoria była drużyną, że obowiązywała zasada jak u muszkieterów: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego! Ale także dlatego, że zmiennicy się pobudzili – znakomity mecz Michała Golińskiego, najlepsze, odkąd pojawili się w klubie, występy Jakuba Giełdy i Adama Boruckiego, bezbłędny w obronie „generał” Jakub Bartkowski, wyrachowany Olek Theus, znakomity Kamil Dałek i uwaga, uwaga… przecierałem oczy ze zdumienia – walczący jak lew Arkadiusz Wolniewicz!!!
Lorek – Theus, Bartkowski, Pawłowski – Goliński, Borucki, Dałek, Giełda, Dylewski – Walkowiak, Sukhenko
W takim zestawieniu Victoria rozpoczęła mecz z Pogonią. I rozpoczęła źle tracąc gola w 10. minucie. Goście znaleźli się w okolicach pola karnego, ich piłkarz przyjął piłkę na klatkę piersiową, potem podbił ją udem i strzelił z powietrza. Patryk Pawłowski spóźnił się z interwencją i gospodarze prowadzili 1:0. Ale potem mecz zmienił swoje oblicze. To Victoria była stroną przeważającą, to Victoria miała piłkę przy nodze, to Victoria grała na połowie gospodarzy, wreszcie to Victoria doprowadziła do wyrównania. W 36′ Michał Goliński z Olkiem Theus’em zagrali „małą Barcelonę” – „Golinka do Tojsika”, ten piętą do „Golinki”, który na pełnej szybkości wpadł w pole karne. Ograł obrońcę i był bezpardonowo faulowany. Arbiter odgwizdał karnego, a gospodarze nawet nie protestowali. Do piłki podszedł „generał” Bartkowski, strzelił prawą nogą w swój prawy róg i był remis 1:1. Victoria ruszyła po zwycięstwo. Widać było, że ta bramka dała jej nadzieję i wiarę, dała jej siły i motywację. Do przerwy się nie udało, ale widać było, że po zmianie stron nasza drużyna się nie zatrzyma, że pójdzie po swoje.



W przerwie meczu trener wymienił dwa słabsze elementy. Za Ivana Sukhenko pojawił się Arek Wolniewicz, a za młodzieżowca Dylewskiego młodzieżowiec Kacper Chałupniczak.
I te dwa elementy, moim zdaniem, zrobiły różnicę. Od początku drugiej części Victoria zyskała przewagę, ale co ważniejsze z Wolniewiczem i Chałupniczakiem w przodzie nagle zaczęła stwarzać sytuacje bramkowe, których dotąd było jak na lekarstwo. Kacper przez pierwszy kwadrans był nieco zagubiony, przechodził raz na lewą, raz na prawą stronę, ale ok. 60-65. minuty znalazł swoje miejsce, zaczął grać pewniej i kilka razy pokazał się na skrzydle z dobrej strony, a to co Kacperek pokazał skalmierzyckiej publiczności ok. 75 minuty wzbudziło podziw na widowni. Nasz skrzydłowy, mijając rywali niczym slalomowe tyczki, okiwał czterech obrońców Pogoni, dograł piłkę do Arka Wolniewicza, ale ten z 7-8 metrów nie trafił do siatki. Gdyby padł gol…hm, byłaby to z pewnością najpiękniejsza bramka Victorii w 3. lidze! Ale akcję Kacpra Chałupniczaka długo będę pamiętać – palce lizać – Ronaldinho Gaúcho z Wrześni!
A jak już jesteśmy przy Arku, to nie mogę tego pominąć – to było najlepsze 45 minut Arka w 3. lidze – popychany, kopany, atakowany bez pardonu (grał na „9”) nie obrażał się, nie „płakał”, nie poddawał się! Wstawał i walczył dzielnie, grał jak natchniony i powinien zejść z boiska mając na koncie 2 gole. Jednego mógł zdobyć już w 47′, kiedy to jego akcję i jego strzał w krótki róg bramkarz Pogoni obronił z najwyższym trudem (gdyby tak strzelił ciut w bok), a drugiego po wspomnianej akcji Kacpra Chałupniczaka. Arek strzelił dobrze, we właściwy róg, ale pomylił się o milimetry. Dobrze, że te dwie jego pomyłki nie miały wpływu na końcowy wynik, dobrze, że Arek się odblokował, dobrze, że walczy i gra na swoim wysokim poziomie, bo takiego Arka ta drużyna potrzebuje. A skuteczność? Przytępiona siedzeniem na ławce, z pewnością wróci. Może w Stargardzie?



Wracając do meczu i by być rzetelnym muszę też wspomnieć o sytuacji z 63 minuty, bo była ona dla losów tego spotkania znamienna. Wprowadzony wcześniej na murawę, strzelec dwóch goli dla Pogoni w meczu we Wrześni, Jakub Goliński, ładnym zwodem w stylu „jesiennego Kaniora” ograł Patryka Pawłowskiego i gdy szykował się do strzału wyrósł przed nim niczym skała, brama, zapora Sebastian Lorek. Ichni Goliński nie poradził sobie z tą przeszkodą, strzelił wprost w naszego bramkarza, który tą interwencją uratował nasz zespół od utraty gola.
No i przechodzimy do akcji meczu, akcji z 52 minuty, która dała Victorii prowadzenie, a potem końcowy sukces. W tę akcję zamieszanych było aż czterech naszych piłkarzy. W środku pola Arek Wolniewicz odebrał piłkę obrońcom. Zagrał do Jakuba Giełdy. Ten popisał się genialnym podaniem na skrzydło do Golińskiego, który podciągnął kilka metrów i w tempo, idealnie dośrodkował do nadbiegającego Adama Boruckiego. Nasz pomocnik słynie z dobrej gry głową i tej okazji nie zmarnował. Strzelił troszkę nieczysto, troszkę jakby uchem, troszkę jakby barkiem (przepraszam, dokładnie nie wiem, bo siedziałem daleko), ale najważniejsze, że celnie. To była pierwsza, ale jakże ważna bramka Adama Boruckiego dla zielono-białych. Ponadto Borucki udowodnił, że znakomicie się czuje czy to na pozycji „6”, na której grał od początku, czy też w obronie, gdzie kończył ten mecz.
Po zdobyciu prowadzenia trener Bandosz dokonał kilku zmian, by dać drużynie trochę „świeżej krwi”. I tak w 71′ Witolda Walkowiaka zastąpił Kamil Kanior.
Niestety, ani o jednym, ani o drugim nie mogę rzec nic pozytywnego. Ale jeśli o Walkowiaku możemy mówić, że owszem, biegał, ale był bezbarwny, to co powiedzieć o Kamilu? To dotąd największe rozczarowanie wiosny! Nie wiem co ma wpływ na fatalną postawę naszego skrzydłowego: czy przerwa w okresie przygotowawczym wywołana kontuzją kolana, czy po bardzo dobrej jesieni zagotowała się głowa, czy też, jak jaskółki ćwierkają, Kamil nie gra, bo zajęty jest rozmowami z agencjami menadżerskimi? Ludzieee… Nie wiem, nie mam pojęcia, nie chcę Kamilowi sprawiać przykrości, ale fakt jest bezsporny – Kamil Kanior miał niesamowity rok 2025. Walnie przyczynił się do awansu, był znakomity jesienią, ale nadszedł rok 2026 i wiosną Victoria gra bez Kamila Kaniora! Jak długo jeszcze? Tego nie wiem, ale wierzę, że Kamil wróci i znów będzie postrachem szyków obronnych rywali. Kamil wracaj!!! Jesteś bardzo potrzebny!
I ostatnie zmiany: w 84 minucie Jakuba Giełdę zastąpił Mazur, a Patryka Pawłowskiego Mikołaj Witkowski.



Proszę teraz wziąć pod uwagę fakty – Lutostański kontuzja, Jankowski kontuzja, Kanior jak dotąd nie istnieje – jak zestawić formacje ofensywne? Jak sobie radzić w tak bardzo trudnym położeniu bez trzech najlepszych strzelców? W obronie trener ma jeszcze minimalnie możliwości zmian, choć nie ma Urbaniaka i Maćkowiaka, przestawia system, gra trzema obrońcami, by wykorzystać pomocników, ale ofensywa? Fatum! Po prostu fatum! I można by tak bez końca, ale to nic nie zmieni. Trzeba się skupić na tym, co tu i teraz. A tu i teraz to ogromna radość z trzech punków i z przebudzenia piłkarzy, którzy dotąd zawodzili. I myślę tutaj o Giełdzie, Boruckim i Wolniewiczu. Jakub był wreszcie reżyserem gry, był obok Dałka, który czyścił mu pole, liderem drugiej linii. Widział wiele, uwalniał się od rywali i to on napędzał akcje, on dogrywał na skrzydła, on zaliczał kluczowe podania. O Adamie Boruckim już wspomniałem, bardzo dobry na „6”, skuteczny w odbiorze, dobrze, spokojnie rozpoczynający akcje, no i skuteczny pod bramką w decydującym momencie. O Arku także wspominałem. Jestem pod wrażeniem gry „nowego Arka” i muszę przyznać, że taka gra, taka jego postawa, bardzo mi się podoba. I jeśli Arek do tej walki, do zaangażowania dołączy skuteczność, to możemy mieć z niego wiele, wiele radości. Zawsze byłem zwolennikiem jego talentu, dlatego trzymam kciuki za Arka!
I jeśli 3 punkty w Skalmierzycach są ważne, bo podtrzymują nadzieję, dają pomost, bazę pod kolejne wygrane, to dopiero te mecze, które nas czekają i ich wyniki będą decydujące w bitwie o być albo nie być Victorii w 3. lidze. Każdy następny pojedynek będzie z tych „o życie”! A zaczynamy od Stargardu, gdzie grając przeciwko Błękitnym, mimo ogromnych kłopotów kadrowych, znów trzeba potwierdzić swoje ambicje i aspiracje. Nie będzie łatwo. Mimo że w ostatnim meczu rywale niespodziewanie i wysoko przegrali z sąsiadami ze Szczecina, to jestem przekonany, że w najbliższą sobotę, dla Victorii nie będzie żadnej taryfy ulgowej. I Błękitnym trzeba będzie się postawić! Innej drogi nie ma!
Zanim jednak Victoria pojedzie do Stargardu czeka ją mecz 1/8 wielkopolskiego szczebla Pucharu Polski – w Gołuchowie, z miejscowym LKS-em. Ten pojedynek już jutro, tj. w środę 25 marca, o godz. 15:45.
Wiadomo już, że w tym pojedynku wystąpi w dużej części „drugi garnitur” naszej kadry i trudno się dziwić. Myślę jednak, że i zastępcy powinni sobie w tym meczu poradzić. Dla wszystkich kibiców informacja – mecz będzie można obejrzeć, bezpłatnie, na kanale klubowym, na YT.
https://www.youtube.com/@victoriawrzesnia1931
Wyniki 23.kolejki meczów:
21.03.2026
Wikęd Luzino – Steico Noteć Czarnków 3-0
Unia Swarzędz – Tłuchowia Tłuchowo 5-1
Lipno Stęszew – Flota Świnoujście 2-3
Lech II Poznań – Polonia Środa Wlkp. 1-1
Kluczevia Stargard – Zawisza Bydgoszcz 0-0
Cartusia Kartuzy – Wda Świecie 1-1
Pogoń Nowe Skalmierzyce – Victoria Września 1-2
22.03.2026
Pogoń II Szczecin – Błękitni Stargard 3-0
23.03.2026
Elana Toruń – Wybrzeże Rewalskie Rewal 5-1
Tabela
