Skrajne emocje i zasłużony awans!

Już dawno, a może nigdy, nie znalazłem się w takim emocjonalnym rozkroku jak wczoraj po meczu Pucharu Polski Victoria Września – Lipno Stęszew. Z jednej strony ogromna radość ze zwycięstwa 2:1, które daje awans w PP i duże nadzieje na rozpoczynające się za chwilę rozgrywki ligowe, a z drugiej obawa i smutek z powodu poważnie wyglądającej (noga w gipsie) kontuzji naszego nowego snajpera, Jakuba Lutostańskiego. A niech to…

Mecz ze znakomitym jesienią Lipnem Stęszew był dla Victorii bardzo ważny. Po pierwsze to mecz o awans do 1/8 tych rozgrywek na szczeblu Wielkopolski, ale po drugie i najważniejsze, to był mecz o odbudowę wiary, o zbudowanie mentalu – cech tak bardzo potrzebnych, wręcz niezbędnych w walce o utrzymanie się w 3. lidze. I z tego punktu widzenia to zwycięstwo, odniesione po wyrównanym boju, po twardej, nieustępliwej walce, w sytuacji, kiedy w 3. minucie było już 0:1, ma swój ogromny ciężar gatunkowy.
W meczu z Lipnem nadal nie widzieliśmy najlepszego naszego zawodnika w ofensywie, Kamila Kaniora, który jest kontuzjowany. Także z powodu kontuzji nie mogli zagrać Marcin Maćkowiak i Mikołaj Jankowski, nieobecny był Wiktor Strzelczyk, toteż trener Łukasz Bandosz ustawił do gry następujący skład:

Ledwo się ten mecz rozpoczął, a mieliśmy powtórkę z rozrywki, czyli z meczu ligowego, rozegranego jesienią w Stęszewie. 3. minuta i utrata gola. Tym razem do dośrodkowania z prawej strony wyszedł Lorek, łapał piłkę, ale uczynił to tak niefortunnie, że ta wyślizgnęła mu się z dłoni. Dopadł do niej piłkarz Lipna i z najbliższej odległości wpakował ją do siatki. Konsternacja, szok, ale wszystko to trwało dosłownie kilkadziesiąt sekund i Victoria przystąpiła do odrabiania strat. Przez cały czas była stroną dyktującą warunki gry, starającą się atakować i stwarzać sytuacje bramkowe, ale angażując spore siły w ofensywie narażona była na bardzo groźne kontry rywali. Pierwszą a nich Lipno miało po tym, jak poślizgnął się i upadł Marcel Węcławek. Wykorzystując błąd naszego stopera piłkarz przeciwników poszedł sam na sam, ale strzelił minimalnie niecelnie. Drugą rywale stworzyli sami znakomicie, szybko wymieniając piłkę w polu karnym. Ich zawodnik znów był sam na sam z Lorkiem, ale tym razem nasz bramkarz ofiarnie i zarazem skutecznie interweniował ratując drużynę przed utratą drugiego gola.
Victoria pod bramką Stęszewa stworzyła może 5, może 6 sytuacji, przede wszystkim po stałych fragmentach gry, z których powinna strzelić nie jednego, a więcej goli. Niestety, zawodziła skuteczność i do przerwy Lipno prowadziło 1:0.


W przerwie trener dokonał dwóch zmian. W miejsce Węcławka cofnął do linii obrony Boruckiego, a na wolną pozycję w środku pola wprowadził Kamińskiego oraz w miejsce Sukhenko wprowadził Mazura. Victoria pomna sytuacji bramkowych dla rywali uszczelniła obronę, ale dała też impuls w grze do przodu.
Na efekty nie musieliśmy długo czekać. Już po kwadransie gry rzucaliśmy piłkę z autu, z lewej strony, poszło dośrodkowanie, a tam czekał już Jakub Lutostański, który z kilku metrów strzelił do siatki rywali. Był remis 1:1, a „Luto” w kolejnym meczu w barwach Victorii zanotował trafienie.
Lipno chyba nie zdążyło się otrząsnąć po pierwszym straconym golu, a już musiało po raz drugi wyjmować piłkę ze swojej sieci. Po znakomitej akcji zielono-białych prawą stroną boiska poszło mocne dośrodkowanie po ziemi na przedpole bramkowe Lipna, a tam najszybciej przy piłce znalazł się Sebastian Kamiński i strzałem pod poprzeczkę nie dał szans bramkarzowi ze Stęszewa. To był bardzo dobry okres gry Victorii, ale przede wszystkim wreszcie bardzo skuteczny. Niestety, potem mieliśmy obrazek, którego nigdy nie chcemy oglądać. Groźnie wyglądającej kontuzji doznał nasz snajper, Jakub Lutostański. Tego nikt się nie spodziewał, ale wszystko wskazuje na to, że w nadchodzących meczach Victoria będzie musiała sobie radzić bez niego. I to boli, bo Jakub grał i walczył znakomicie, w kilku meczach z rzędu zdobywając gole. Jakieś fatum wisi nad Victorią: Groszkowski, Maćkowiak, Jankowski, Kanior, teraz Lutostański. Cóż, kontuzja jednych jest szansą dla drugich i ja mam tylko nadzieję, że otrząśnie się z jakiegoś dziwnego letargu Mikołaj Jankowski, zmobilizuje do gry, pokaże, że i w nim drzemią cały czas spore możliwości. „Jankes” po prostu musi, bo tego wymaga sytuacja alarmowa, musi sobie przypomnieć jak się walczy i jak się strzela gole! Tutaj już nie ma ani czasu, ani miejsca na „granie sobie, a muzom”. Tutaj trzeba walczyć i biegać za trzech i strzelać gole na zawołanie, bo mecz z Rewalem w najbliższy piątek.
Z tego miejsca chciałbym też życzyć Jakubowi szybkiego powrotu do zdrowia i powrotu na boisko. Jakubie, jesteś twardzielem, wracaj jak najprędzej!

Ale o meczu jeszcze. W ostatniej jego fazie, ok 20. minut, Stęszew ruszył do odrabiania strat, a Victoria cofnęła się, by bronić korzystnego wyniku – w przodzie nie miała już kim straszyć, skupiła się na defensywie. O tym, że Jakub Bartkowski jest jej filarem nie muszę mówić, jak zawsze grał znakomicie, ale muszę też zauważyć bardzo dobrą postawę Adama Boruckiego, który do przerwy, na pozycji „8” nie błyszczał, był mało widoczny, mało aktywny, ale po przerwie, u boku Jakuba Bartkowskiego, czuł się jak ryba w wodzie. W tym ostatnim okresie nasza defensywa popełniła jeden błąd, na szczęście bez konsekwencji. Kontra Lipna, po rzucie rożnym dla Victorii, i grający w barwach niebiesko-białych Japończyk znalazł się oko w oko z Lorkiem. Strzelił mocno, ale obok słupka wrzesińskiej bramki i kilka chwil potem arbiter zakończył ten interesujący, wyrównany mecz. W naszych szeregach zapanowała ogromna radość – z jednej strony z powodu wygranej z bardzo dobrym rywalem i awansu do 1/8 rozgrywek Pucharu Polski, z drugiej strony ta wygrana zbudowała ogromnie pozytywny mental, wiarę w to, że mecz z Rewalem można wygrać, że wiosną można skutecznie walczyć o obronę 3. ligi. I z tego punktu widzenia był to największy wymiar tego sukcesu. Oby ten mental, ten wulkan pozytywnej energii nasi piłkarze potrafili zamienić na sukces w Pobierowie.
Wrócę jeszcze na chwilę do meczu, by krótko zastanowić się nad postawą poszczególnych linii i grą zawodników w tym pierwszym meczu o stawkę w nowym roku.
Do przerwy Victoria naprawdę mogła się podobać, grała uważnie w obronie, popełniła zaledwie 3 błędy, ale ich konsekwencją była tylko jedna stracona bramka. W drugiej linii najjaśniejszą postacią był Kamil Dałek. Moim zdaniem cichy bohater tego meczu. Był wszędzie, bardzo aktywny i skuteczny w obronie, starający się też grać do przodu. Brawo Kamil! O Adamie Boruckim już pisałem, w drugiej linii oczekiwałem od tego doświadczonego piłkarza lepszej postawy. Wahadła? Z jednej strony Patryk Pawłowski, z drugiej Michał Goliński – bardzo rzetelne, walczące boki, choć Michała widziałem już w lepszej dyspozycji. Na skrzydłach Walkowiak i Sukhenko. Ten pierwszy poprawnie, choć tym razem bez aktywów punktowych. Ten drugi, cóż, nie chcę zniechęcać młodego piłkarza, ale jego występ w pierwszej części tego meczu był, delikatnie mówiąc, słabiuteńki Niby biegał, ale bez ładu i składu, ciągle się ślizgał, nie potrafił utrzymać się przy piłce, wyjść do piłki, celnie podać, czym mocno swoich kolegów irytował. Postawa Ivana nie mogła nie sprowokować decyzji trenera i zmiany – zastąpił go pobratymiec Mikhailo Mazur. Na szczęście na tym skrzydle mamy Kamila Kaniora i oby nasz piłkarz się wyleczył, bo w przeciwnym razie mogą być na tej flance problemy. Jeśli chodzi o Mazura, to zaprezentował się znacznie lepiej od swojego rodaka, przede wszystkim w destrukcji, i był wsparciem dla cały czas znakomicie grającego Dałka. Niestety, Mazur nie dał nic do przodu.
Na „8” po przerwie widzieliśmy Sebastiana Kamińskiego i była to dobra zmiana. Sebastian potrafił uruchomić akcje ofensywne, utrzymać się przy piłce, dokładnie podać i, co najważniejsze, strzelić gola. Następca kontuzjowanego Jakuba Lutostańskiego, czyli Mikołaj Witkowski zupełnie niczym się nie wyróżnił podobnie jak młodzieżowiec Hubert Dylewski. To nie były dobre, pożyteczne zmiany. Z mojej perspektywy trochę żal, że trener nie dał pograć np. Kacprowi Chałupniczakowi, który ograniem przewyższa Dylewskiego i Arkowi Wolniewiczowi, który tak naprawdę nie wiemy w jakiej jest dyspozycji. Póki co wybory trenera zdecydowanie go bronią. I nie ma o czym dyskutować, choć ja i inni kibice z Wrześni chcielibyśmy nieco częściej obejrzeć naszych wychowanków, choć w ograniczonych ramach czasowych. Rozumiem jednak, że trener ma swoje plany, swoją koncepcję, że odpowiada za wyniki, że jest ambitny, chce zrealizować postawiony przed nim cel – i to jest najważniejsze, ale ja pozwoliłem sobie tylko wspomnieć o tym, o czym szepczą kibice – chcieliby ciut więcej minut dla swoich i też jest to absolutnie zrozumiałe.


A jeśli jesteśmy przy trenerze i nowych piłkarzach, to spójrzcie Państwo co o ich postawie powiedział po meczu z Lipnem Łukasz Bandosz. Moja krótka z nim rozmowa: Panie trenerze, gratulując panu i całej drużynie zwycięstwa i awansu chciałbym zapytać jak pan oceni postawę nowych piłkarzy Victorii, z zimowego zaciągu?
-Odpowiem tak. Nasze oczekiwania wobec wszystkich nowych zawodników, którzy pojawili się dzisiaj na boisku, są dużo większe od tego, co widzieliśmy. Chcielibyśmy, by prezentowali jeszcze wyższy poziom sportowy – czy to Borucki, czy to Sukhenko, czy Mazur, czy młodzieżowiec Dylewski. Miejmy nadzieję, że uda się nam wyciągnąć z tych zawodników jeszcze więcej.

Który z nowych najmniej zawiódł, najbardziej zbliżył się do pana oczekiwań?
-Hm… myślę, że bardzo dobrą zmianę w fazie bronienia dał Mazur, miał bardzo dobry doskok, był nieustępliwy, ale zdecydowanie do poprawy jest to, co robił z piłką po odbiorze – pierwsze podanie, włączenie zawodników do ataku. Gdy to poprawimy, to będzie dobrze. Lutostański strzelił gola, a tego wymagamy od napastnika i daj Boże, by tak jego gra wyglądała dalej. Jedni z tych nowych piłkarzy zagrali lepsze spotkanie, inni gorsze. Bardzo dobra była zmiana Kamińskiego za Boruckiego na „8”.

Chciałbym panu pogratulować tego sukcesu, który zbudował ogromny, pozytywny mental, a to w sytuacji naszej drużyny jest bardzo ważne, bo ten zespół uwierzył w powodzenie swojej misji, w to, że z każdym, nawet teoretycznie lepszym zespołem, można wygrać. Bo Lipno to bardzo dobra drużyna, znakomicie zorganizowana, grająca od dawna w tym zestawieniu, a my dzisiaj, na tle tak wymagającego rywala, zaprezentowaliśmy się z bardzo dobrej strony.
-Zgadzam się. Dzisiaj największą wygraną jest to, że zbudowaliśmy swoje głowy i że to nas poniesie do zwycięstwa w pierwszym meczu ligowym.

I tego panu i całej drużynie życzę.

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Zbliżające się wydarzenia