Znakomite widowisko i co dalej Victorio?

O meczu z Lechem, mimo trudnych warunków atmosferycznych i wyniku 0:0, kibice długo będą pamiętać. Oprócz bardzo dobrej gry pokazał bowiem kierunek, optymalny sposób gry, jaki trener Bandosz znalazł dla wrzesińskiej drużyny. Dał też odpowiedź na pytania dotyczące zmian, jakie w kadrze są niezbędne, by wiosną Victoria skutecznie biła się o pozostanie w 3. lidze.

Wracam dzisiaj do meczu Victorii z Lechem z kilku powodów – już mi brakuje lokalnego, naszego, wrzesińskiego futbolu, już bym chciał, byśmy my, kibice, przygotowywali się do oglądania kolejnego meczu, już bym chciał, by Victoria, po okresie przygotowawczym, głodna sukcesów „połykała” kolejnych sparingpartnerów i już czekała „w blokach ” na start rundy wiosennej, w której odrabia straty i broni 3. ligowego bytu. Tak, chciałbym tego bardzo, ale jak na razie mogę o tym marzyć i widzieć to tylko oczami wyobraźni. Ale czas płynie, dzisiaj 15 grudnia, do rozpoczęcia zimowych przygotowań niespełna miesiąc, a potem ciężka, a może nawet bardzo ciężka, praca.

Do meczu z Lechem pewnie nie raz jeszcze będziemy wracać. Kolejorz przyjechał w bardzo dobrym składzie. Wśród piłkarzy Lecha widzieliśmy tak już znanych piłkarzy jak Tymoteusz Gmur, Kamil Jakóbczyk, Patryk Palat, Sammy Dudek, Bartosz Tomaszewski, Filip Wilak, czy Maciej Wichtowski. Oprócz ostatniego, który jest zawodnikiem ogranym, doświadczonym, pozostali to młodzi, bardzo zdolni, często z ekstraklasowym debiutem na koncie. Dlatego od pierwszych minut Lech ruszył jak po swoje. Chciał też odrobić stracone tydzień wcześniej punkty w przegranym 0:1 meczu z Lipnem Stęszew. Tak, w pierwszej części meczu Victoria się broniła, goście mieli swoje sytuacje (poprzeczka Jakóbczyka), ale ta obrona była mądra, zorganizowana, bez paniki i wybijania piłek na oślep byle do przodu. Gospodarze potrafili nie tylko się obronić, ale sporadycznie tworzyć akcje zaczepne, które jednak do przerwy nie przynosiły okazji bramkowych. Trzeba pamiętać, że Victoria grała w tym meczu bez „9”. Sebastiana Kwaczreliszwilego nie ma już w klubie, a Mikołaj Jankowski nie przypuszczając, że jego drużyna grać będzie po rundzie jesiennej mecz zaległy, zabukował sobie wylot na wakacje. Graliśmy więc taką fałszywą „9”, której rolę pełnił nie grający dotąd na tej pozycji Arek Wolniewicz, toteż zadanie miał trudne. Walczył z rywalami dzielnie, ale fizycznie odstawał i dlatego, trzeba uczciwie przyznać, nie zaskoczył obrońców Lecha.
Zupełnie inaczej ten mecz wyglądał po zmianie stron. Victoria się „otworzyła”, zagrała odważniej i mogła pokusić się o zwycięstwo. Blisko był Sebastian Kamiński, który z może 18 metrów huknął jak z armaty pod poprzeczkę, ale tam stał bramkarz Lecha, który znakomicie ten strzał obronił. Uaktywnił się na prawej stronie przesunięty do przodu Goliński, a to zaowocowało akcjami po skrzydle i dośrodkowaniami. Ten mecz stał się wyrównany, obie drużyny dążyły do zwycięstwa, ale najlepsze działo się w doliczonym czasie gry.

Najpierw Kacper Chałupniczak ograł rywali na prawej stronie i gdy wszyscy oczekiwali zagrania na lewe skrzydło do Kamila Kaniora Kacper podciągnął jeszcze kilka metrów i wtedy zdecydował się na podanie. Było ono minimalnie za mocne. Kamil nie zdołał zabrać piłki sprzed nosa wybiegającego bramkarza, który wybił ją do boku. Jeszcze powalczył, jeszcze minął dwóch obrońców Lecha i strzelił, jednak wprost w bramkarza. To była najlepsza szansa Victorii, szansa niewykorzystana, ale to Lech chwilę potem miał piłkę meczową. Na szczęście dla nas piłkarz gości z kilku metrów też nie potrafił pokonać Sebastiana Lorka. Mecz zakończył się remisem. I szczerze mówiąc ten remis, z tak mocnym, wymagającym rywalem, jakim jest Lech II Poznań, był sukcesem Victorii. Trzeba ten punkcik szanować, bo wiosną ten punkcik właśnie może być przysłowiowym „języczkiem u wagi” w kontekście walki o utrzymanie.

A teraz zastanówmy się przez chwilę nad tym, o czym wspomniałem na wstępie, o sposobie na grę Victorii, bo wydaje mi się, że trener Bandosz taki sposób, wykorzystujący potencjał zawodników, znalazł. W IV lidze to Victoria dominowała, była w zdecydowanej większości (wyjątki to mecze ze Stęszewem) zespołem od rywali lepszym. Swoją grę opierała na dobrej grze obronnej, grze napędzanej przez Jakuba Groszkowskiego skrzydłami, na dośrodkowaniach i skuteczności Mikołaja Jankowskiego. Jednak 3 liga, centralny poziom rozgrywek, to inny kosmos niż liga wojewódzka. To przepaść, to różnica, której w naszym klubie nikt chyba się nie spodziewał, to różnica opierająca się przede wszystkim o przygotowanie fizyczne, o bieganie, o siłę, o wytrzymałość, o walkę na całym boisku od pierwszego do ostatniego gwizdka sędziego. I tego z różnych przyczyn w naszej drużynie zabrakło. Pisałem o tym wiele razy – długi sezon w IV lidze, baraże, ogrom kontuzji wynikających z przeciążeń tak trudnym sezonem 24/25, brak czasu na transfery, które organizowano czasem na zasadzie łapanki, brak czasu na odpoczynek i brak czasu na właściwe przygotowania do rozgrywek na 3. ligowym poziomie – to wszystko miało znaczenie! Nie mogą więc dziwić ostanie minuty każdego meczu na „miękkich nogach” i tracone gole w końcówkach spotkań.

Dzisiaj wiemy, że z tych wielu powodów, o których wspomniałem wyżej, drużyna nie była w stopniu właściwym gotowa do rywalizacji w 3. lidze. Dopiero w drugiej części rundy jesiennej zespół wytrzymywał trudy spotkań, jak z Lechem na przykład, czy jak z Wdą Świecie – Victoria fizycznie dawała już radę.
Proszę spojrzeć: po 10 meczach nowego sezonu Victoria miała 6 punktów – wygrana z Rewalem i w Czarnkowie! Po katastrofie w Tłuchowie pracę stracił trener Paweł Lisiecki.
W kolejnych 8 meczach tych punktów zdobyła 10: 1:0 z Kluczevią, 3:1 z Unią Swarzędz, 3:1 z Wdą Świecie i 0:0 z Lechem II. Oczywiście to nie jest jakiś kosmiczny postęp, ale druga część rundy jesiennej to zdecydowana poprawa gry i lepszy dorobek punktowy. Trener Bandosz poprawił możliwości fizyczne drużyny, lepsze bieganie, lepszą wytrzymałość piłkarzy widać gołym okiem. I widać sposób, w jaki gra Victoria nowego trenera: w sposób zorganizowany się broni, układa grę od tyłu i próbuje mocno kontrować. I teraz uwaga, uwaga – nawet to nie byłoby możliwe, gdyby nie trzech graczy, na których jesienią opierała się Victoria. Mowa tutaj o Jakubie Bartkowskim, Marcinie Stromeckim i Kamilu Kaniorze! To oni byli filarami w każdej formacji, to na nich spoczywał obowiązek obrony, kreacji i ataku.

Kim mieliśmy straszyć rywali skoro Victoria, oprócz Kaniora, nie miała napadziora. „Jankes” na poziomie 4. ligi miał 30 goli, w 3. lidze przez pół roku 1. gol! To jest dopiero szok!
Arek Wolniewicz bez gola, Witold Walkowiak – król asyst w 4. lidze, dający także bramki bez małego nawet punktu jeśli chodzi o skuteczność – powiedzieć dramat to nic nie powiedzieć! To już lepszy jest Kacper Chałupniczak, który z tej trójki grał najmniej, a którego asystę przy bramce Jakuba Bartkowskiego pamiętam doskonale. O innych zawodnikach ofensywnych nawet nie wspominam. O pardonsik, muszę o Michale Golińskim, który miał swoje znakomite momenty, kiedy tylko grał na skrzydle, a nie w obronie. O reszcie milczę, bo w ich przypadku milczenie jest złotem…
Niestety, ale jeśli chodzi o atak, to Victoria prezentowała się jesienią katastrofalnie. Przykre, ale prawdziwe. Jeden Kanior nie mógł utrzymać drużyny na powierzchni, to było nierealne. Kamil nie miał wsparcia, nie miał z kim utrzymać piłkę, z kim ją rozegrać, wymienić podanie, może tzw. klepkę, stworzyć sytuację bramkową! Nie miał nikogo do pomocy. Wszystko co zrobił, a zrobił wiele, opierał o indywidualne umiejętności, o akcje, rajdy, kiwki, strzały. I aż strach pomyśleć co by było, gdyby nie Stromecki i Bartkowski.

I teraz przechodzę do spraw najważniejszych. Victoria jest po rundzie jesiennej, a przed zimowym okresem przygotowawczym. Z jednej strony to czas odpoczynku dla piłkarzy, ale z drugiej czas pracy dla trenera i działaczy klubu. Kibiców interesują przede wszystkim roszady w kadrze zespołu. Oni oczekują, wiem o tym, bo z kibicami rozmawiam, sporych zmian. Sam kilka razy już o tym pisałem i swoje zdanie podtrzymuję – ja oczekuję pożegnań z tymi, którzy w Victorii się nie sprawdzili, którzy się nie zadomowili, którzy nie czują się tu dobrze, którzy nie spełniają się piłkarsko i którzy przede wszystkim nie spełniają pokładanych w nich nadziei. Tu już nie ma miejsca na sentymenty, na zastanawianie się: a może dadzą radę, a może wiosną będą grać lepiej? Nie! Żadnych takich, w marcu rozpoczynamy wojnę o utrzymanie! Trener musi mieć wojowników, którzy za Victorię „będą umierać”. Dlatego w nowej kadrze nie m może być miejsca dla tych, co mieli kilka miesięcy na pokazanie swojej jakości, swojej sportowej klasy i nie potrafili tego uczynić. Tym panom grzecznie bym podziękował.
Wiemy komu? Pewnie, że wiemy. Moim zdaniem w naszej Victorii obronili się następujący „stranieri”: Theus, Bartkowski, Urbaniak, Dałek, Stromecki, zastanawiam się nad Kamińskim, o Golińskim nie wspominam, bo to nasz chłopak!
I co jest niepokojące – wszyscy oni to piłkarze defensywni. Tylko Stromecki i Kamiński pomocnicy. Nadal Victoria bez napadu na 3.ligowym poziomie.
Alarm! Alarm! Napadziory potrzebne „na gwałt”. I na tym polega trudność zadania, jakie stoi przed działaczami, trudność poważna, tym bardziej w okresie zimowym – jak znaleźć „Stromeckiego do napadu”? A najlepiej takich dwóch! Moim zdaniem, by ratować 3. ligę, Victoria nie potrzebuje kolejnych 6-8 piłkarzy. Wrócili Pawłowski i Maćkowiak, wrócą Szaufer i Groszkowski! Victoria potrzebuje 2, maksymalnie 3 takich jak Bartkowski i Stromecki! Victoria potrzebuje super „9”, super „10” i super skrzydełko do kompletu, do Kamila! Koniec, kropka!

Ufff, podniosłem sobie troszkę ciśnienie, ale taki czas, takie myśli, takie potrzeby wynikające z moich obserwacji. Jak będzie nie wiem, ale wiem, że jeśli Victoria nie wzmocni linii ataku, jeśli nie przebudzą się Jankowski, Wolniewicz, to stanie wiosną przed zadaniem pt. Mission Impossible.
A, byłbym zapomniał – mam nadzieję, że zarząd przedłuży umowy z Jakubem Bartkowskim i Marcinem Stromeckim – dla mnie to są, jak „miękkim głosem” mawiał pewien polityk, sprawy najważniejsze! A już poważnie… Bartkowski, Stromecki, Kanior – to fundament Victorii, filary, w oparciu o które trener Bandosz musi budować Victorię Anno Domini 2026!

Tabela 3. liga, gr. 2 po jesieni 2025

Jeśli doceniasz moją pracę – POSTAW WIRTUALNĄ KAWĘ

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Zbliżające się wydarzenia