Fatalny schemat się powtarza!
Po raz wtóry Victoria prowadziła w meczu, po raz wtóry go przegrała, tym razem z Pogonią II Szczecin 2:3. Trudno to zrozumieć, nawet będąc bardzo wyrozumiałym wobec postawy naszych piłkarzy. Może niech napiszą do PZPN, by mecze z ich udziałem trwały 50 minut, bo potem nie są już w stanie rywalizować z przeciwnikami. Wygrana w Czarnkowie jest wyjątkiem potwierdzającym tę regułę.
Mecz z rezerwami Pogoni należał do tych, które bezwzględnie trzeba było wygrać. Pogoń miała w tabeli tylko punkt więcej i, jak to się często mówi, była zdecydowanie w zasięgu naszej Victorii, która musi uciekać ze strefy spadkowej jak ciężko chory grabarzowi spod łopaty.
Tym razem trener Jakub Cierpiszewski (trener Paweł Lisiecki pauzował nadal za czerwoną kartkę, którą zobaczył w meczu z Błękitnymi Stargard)) wyznaczył do gry następujący zestaw piłkarzy:
Lorek – Goliński, Bartkowski, Urbaniak, Theus (46′ Szaufer) – Kanior, Stromecki, Strzelczyk (64′ Dałek), Walkowiak (64″ Wolniewicz) – Giełda (68′ Kamiński) – Kwaczreliszwili (85″ Chałupniczak)






Ten mecz rozpoczął się znakomicie dla gości. W 6. minucie, przy biernej postawie naszej linii pomocy, piłkarz Pogoni popisał się znakomitym, prostopadłym podaniem w pole karne. Tam do piłki dopadł jego partner i pewnym strzałem obok wybiegającego Sebastiana Lorka dał swojej drużynie prowadzenie. Gol podziałał na Victorię jak zimny prysznic. Otrząsnęła się i ruszyła do odrabiania strat. Minutę potem w dobrej sytuacji znalazł się Kamil Kanior, ale nie zdołał zwieść obrony i bramkarza. Uczynił to jednak minutę potem. Otrzymał podanie „ciasteczko” od Jakuba Bartkowskiego, przyjął piłkę, wpadł w pole karne i strzelił celnie w róg bramki gości. Na ekranie naprawionej tablicy pojawił się wynik 1:1. A Victoria zaczęła się rozkręcać. Z minuty na minutę grała lepiej. W 17′ bardzo ładną akcją popisał się Witold Walkowiak, ograł obrońcę i dograł piłkę do Sebastiana Kwaczreliszwili, który ją przyjął, obrócił się i z 8 metrów, mając przed sobą tylko bramkarza, nie trafił do siatki rywali. Piłka dotknęła jeszcze blokującego go obrońcę i wyszła na rzut rożny. To była sytuacja, która bezwzględnie powinna dać naszej drużynie gola. W 21′, po dośrodkowaniu aktywnego Walkowiaka, piłkę z nogi Giełdy zdjął obrońca Pogoni. W tym okresie naprawdę Victorię dobrze się oglądało, była aktywna i parła do zdobycia gola. I ta aktywna postawa przyniosła powodzenie. W 27′ w polu karnym faulowany był Kwaczreliszwili i sędzia bez wahania wskazał na punkt oznaczający rzut karny. Pewnym jego egzekutorem, pod nieobecność Mikołaja Jankowskiego, był sam poszkodowany i gospodarze objęli w tym meczu prowadzenie. I szczerze mówiąc w tym momencie jakby ktoś…w bombki strzelił i nasi przestali grać. Od 30 minuty Pogoń osiągnęła znaczną przewagę. W 27′ fatalnie wybijał piłkę bramkarz Lorek. Futbolówka trafiła pod nogi rywala. Potem odzyskał ją Jakub Giełda, ale zaczął się kiwać i ją stracił. W efekcie tych naszych pomyłek piłka trafiła do piłkarza Pogoni, który strzelił mocno i dokładnie z dystansu. Na szczęście dla nas piłka trafiła w poprzeczkę, ale to był sygnał dla portowców, żeby przycisnęli jeszcze mocniej i dla gospodarzy, by zaczęli grać dokładniej i uważniej, bo mogą przyjść trudne chwile. W 41′ szarża rywali i kolejny strzał z dystansu – tym razem Lorek na posterunku i wybił zmierzającą w narożnik piłkę na rzut rożny. Do przerwy Victoria zdołała się jeszcze obronić, ale ostatnie minuty tej części gry zapowiadały ogromne problemy po zmianie stron i te trudne momenty, po wznowieniu gry, nadeszły.






W 53′ Bartosz Kuśmierczak z Pogoni ograł na prawym skrzydle naszych obrońców jak dzieci. Najpierw okiwał przewracającego się Szaufera, potem „nawinął” jak trampkarza udającego interwencję Urbaniaka i pięknym strzałem w długi róg dał swojej drużynie wyrównanie. Ale, ale… jeśli ktoś myślał, że to koniec popisów naszych obrońców to się mocno mylił. Po okresie wyrównanej gry, wtedy okazję do strzelenia gola miał Arkadiusz Wolniewicz – jego strzał pofrunął jednak nad poprzeczką, defensywa Victorii znów dała znać o sobie. I znów działo to się pod koniec meczu, w 78′, po lewej stronie bramki Lorka. Skrzydłowy Pogoni mijał naszych jak tyczki. Tragedia po prostu, bo jedyne co potrafili zrobić to wykonać jakieś dziwne „tylne nożyce” – figury, które niby miały przestraszyć rywali, a ośmieszyły wykonujących. Być może tak można bronić w B klasie – choć wątpię, ale na poziomie 3. ligi to po prostu kompromitacja! No i Kacper Stanowski ograwszy naszych „obrońców” płaskim strzałem pokonał Lorka i dał swojej drużynie prowadzenie 3:2. Victoria miała jeszcze ogromną okazję do wyrównania, ale piłka po strzale aktywnego, być może wracającego do formy Arka Wolniewicza, znów poszybowała ponad bramką.






Nie chcę wystawiać laurek, nie chcę pastwić się nad popisami lewej obrony Victorii, to nie ma sensu – chcę powiedzieć tylko, że podobał mi się bardzo aktywny po prawej stronie Michał Goliński, że lepiej niż we wcześniejszych meczach grał Witold Walkowiak, że na swoim wysokim poziomie grał Jakub Bartkowski, że bardzo podobał mi się, przede wszystkim w pierwszej połowie Stromecki (to by gość!), że znów błysnął Kamil Kanior, że do formy wraca pomalutku Wolniewicz, że Victoria gra coraz lepiej – tylko do licha co z tego, skoro mimo widocznej poprawy, jej efekty są nadal zerowe! Cytując klasyka: Victoria gra jak nigdy, przegrywa jak zawsze – i jest to bardzo smutne i przykre. A najbardziej smutne i przykre jest to, że Victoria mecze przegrywa na własne życzenie, że przegrywa albo po kontrowersyjnych decyzjach sędziów, albo po kardynalnych błędach własnych w ostatnim kwadransie meczu, tak, jakby sił już, niestety, ale brakowało.
Może warto więc wnioskować do PZPN, by Victoria grała mecze maksymalnie 50 minut? To oczywiście kiepski żart, mam tego świadomość, ale taki żart, jakie Victorii wyniki.



Przed naszym zespołem wyjazd do Tłuchowii Tłuchowo i mam wrażenie, że będzie to mecz z tych najważniejszych w życiu naszego trenera Pawła Lisieckiego. Dlaczego? Otóż Tłuchowia to też beniaminek, to drużyna, która znajduje się za nami w ligowej tabeli – tak, tak za nami jeszcze ktoś jest! I wziąwszy pod uwagę nastroje, zarówno w Tłuchowie jak i we Wrześni, mam wrażenie, że będzie to mecz, po którym trener drużyny przegranej straci posadę. Wierzę, że nie będzie to trener Victorii, wierzę, że mecz w Tłuchowie nasi piłkarze rozstrzygną na swoją korzyść, że grać będą nie tylko o posadę trenera, ale o kolejne punkty, o bezpieczne miejsce w tabeli, ale także o swoją przyszłość. Victoria jest pod ścianą. Na zrobienie kroku do tyłu nie ma już miejsca i wszyscy w klubie muszą sobie z tego zdać sprawę! Porażka zepchnie nasz zespół w otchłań dołów tabeli, ulokuje Victorię na długie miesiące w katakumbach 3 ligi. Pokaże, że mimo ogromnego wysiłku finansowego i organizacyjnego ta drużyna to niestety, ale ogromny zawód i jeden z pewnych kandydatów do spadku!
Tylko aktywna gra do przodu z zachowaniem umiaru i rozsądku w obronie, już bez szpagatów i robienia za tyczki, może dać zwycięstwo i o to zwycięstwo, w imieniu wszystkich kibiców, którym dobro klubu leży na sercu, mocno apeluję! Do boju Victorio! Po zwycięstwo! Panowie, pokażcie, że możecie, pokażcie, że potraficie!
Wyniki meczów 9. kolejki:
20.09.2025
21:00 Zawisza Bydgoszcz – Wybrzeże Rewalskie Rewal 5-0
16:00 Victoria Września – Pogoń II Szczecin 2-3
14:00 Lipno Stęszew – Elana Toruń 2-2
15:00 Kluczevia Stargard – Tłuchowia Tłuchowo 3-0
21.09.2025
12:00 Wikęd Luzino – Błękitni Stargard 2-2
14:00 Pogoń Nowe Skalmierzyce – Flota Świnoujście 0-2
12:00 Lech II Poznań – Wda Świecie 6-0
13:00 Cartusia Kartuzy – Steico Noteć Czarnków 3-2
Tabela
