Taki szok, że trudno złapać oddech!
Victoria jechała do Świnoujścia po pierwsze punkty w sezonie. Z dalekiej wyprawy przywiozła 5 goli w plecaku i opinię najsłabszej drużyny w lidze. Takiej kompromitacji nie spodziewał się nikt i takiej kompromitacji nie zapowiadało pierwsze 45 minut. Co się z tą drużyną stało po przerwie? Nie wiem i co gorsze – mam wrażenie, że nie wie tego sztab trenerski. Zawiedli wszyscy, a następstwem tego zawodu jest świecąca jaskrawym światłem beznadziei „Czerwona latarnia” nad szyldem Victorii.
A miało być tak pięknie… wzmocniona ofensywa, młodzi, zdolni młodzieżowcy, długa, letnia przerwa po stresującym minionym sezonie, dobre, mocne, bez przeszkód przeprowadzone przygotowania i związane z tym nowe nadzieje na lepszy, wreszcie spokojny sezon. Byli i tacy, wśród nich ja, którym marzyła się bezpieczna pozycja w tabeli, coś między 6, a 10. Dzisiaj trudno oczywiście oceniać i przewidywać, dzisiaj trudno zamykać sezon, on dopiero się rozpoczął, ale już wiemy, że wszystkie te dobre, pełne optymizmu myśli można o kant ….. roztrzasnąć. Dzisiaj wszyscy wiemy, że przed tą drużyną ciężka batalia li tylko i wyłącznie o utrzymanie, a wszystkie inne plany trzeba do kosza wyrzucić. Na jak długo? Tego nie wie nikt!
I co „dobrego by nie mówić stało się to wszystko w 3 tygodnie – 4 mecze, 4 porażki, każda kolejna w gorszym stylu. Ba, w przypadku Victorii o żadnym stylu mówić już nie można, bo posypało się wszystko. Ta „klepsydra” pełna „dobrego piasku” u góry była przed meczem z Lechem, który, jak się w minionych tygodniach okazało, wcale nie jest taką potęgą. Potem przebłysk zgaszony w Środzie Wlkp., no a potem to już kompletna „jazda bez trzymanki”, nad którą nikt i nic nie panuje 🙁 Dzisiaj ta „klepsydra” u góry jest pusta! Nie ma nic, jakby ta drużyna straciła energię, moc, motywację, ducha – drugie 45 minut w Świnoujściu pokazało, że nie ma nic, zero!
Kilka dni temu, po meczu z Wikędem pokusiłem się o pokazanie elementów, które moim zdaniem w tej drużynie nie działają, albo działają bardzo źle. Celowo nie wspomniałem o młodzieżowcach, nie chciałem młodych, wchodzących dopiero w dorosłą piłkę zawodników, stresować, bo to nie na nich opiera się Victoria, bo to nie oni o tej drużynie decydują, bo to nie na ich barkach opiera się ofensywa, czy defensywa. Nie spełniają pokładanych w nich nadziei, ale co w takim wypadku powiedzieć o tych, od których los Victorii zależy? Czy oni dają radę? Czy oni „ciągną ten wózek”? Nie, nie i jeszcze raz nie! Właśnie dlatego młodzież zostawiłem w spokoju.
Miałem choć krótko napisać o meczu Flota – Victoria, ale proszę mi wybaczyć, nie mam sił, nie mam ochoty i, jak moja babcia mawiała, nie mam zmiru! Bo co mógłbym napisać? Wylewać pretensje, żale? Wyśmiewać i tak zdołowanych, zestresowanych, nie mających pojęcia co się stało piłkarzy? Nie! To nie ma żadnego sensu!Poza tym myślę sobie, że piłkarze i trenerzy doskonale zdają sobie sprawę z tego, jaki żenujący spektakl zafundowali nam w środowe popołudnie.
W tym trudnym momencie nie zazdroszczę też trenerowi Bandoszowi. Wszystko przebiegało dobrze, drużyna wydawała się być przygotowana, atmosfera była znakomita, dopisywały nastroje i… przyszła inauguracja sezonu. Wtedy okazało się, że niestety, ale nic nie działa!
Wiosna była niesamowita, wiosna była pełna emocji, nerwów, ale też pełna znakomitej, pełnej poświęcenia postawy na boisku. I ta postawa, to zaangażowanie, ta wspólnota piłkarzy i sztabu trenerskiego przyniosły sukces, za który wszyscy Kibice byli tej ekipie bardzo wdzięczni.
Dzisiaj trener Bandosz stoi przed zupełnie innym zadaniem. I myślę sobie, że jest to zadanie trudniejsze od tego, które zrealizował wiosną, trudniejsze od utrzymania Victorii w 3. lidze. Bo to zadanie polega na podniesieniu drużyny „z dna”, polega na uzdrowieniu psychiki, polega na zbudowaniu właściwej mentalności, polega na pokazaniu temu zespołowi jakiegoś celu, na nauczeniu ten zespół jakiegoś planu, nadaniu mu pomysłu na grę, bo brak jakiegokolwiek pomysłu rzuca się w oczy najbardziej. Nie bronimy, nie gramy w środku pola, nie stwarzamy sytuacji, nie strzelamy goli, bo nie mamy żadnego planu na grę! Ta drużyna biega po boisku bez ładu i składu, jak… i niech każdy sobie dopowie 🙁
Po klęsce 0:5 w Świnoujściu trener Bandosz ma 2 dni (czwartek i piątek), by spróbować zmotywować piłkarzy do gry przeciwko Kórnikowi. Klęska na własnym boisku z Kotwicą może bowiem zepchnąć nas w otchłanie piekieł i wywołać prawdziwe trzęsienie ziemi w klubie. A ja nie lubię takich sytuacji. Nigdy nie byłem zwolennikiem rewolucji, wybuchów, drastycznych rozwiązań, a z wiekiem jestem od takich przewrotów coraz dalej. Dlatego rezygnując z roztrząsania wczorajszych „popisów”, mając na uwadze dramatyczną pozycję i sytuację w drużynie, trzymam kciuki za sztab trenerski. Trzymam kciuki, bo będąc regularnie na stadionie, przyglądając się z bliska pracy trenera, wiem, że jest osobą maksymalnie zaangażowaną, ambitną, posiadającą odpowiednią wiedzę i doświadczenie, by sobie poradzić. Problem polega na tym, że poradzić oznacza zacząć zdobywać punkty tu i teraz i przede wszystkim seryjnie, powtarzam SE-RYJ-NIE! Czy ta rozbita niepowodzeniami drużyna jest w stanie tego dokonać? Tu, niestety, ale mam wątpliwości.
O tym, co się stało wczoraj moglibyśmy godzinami, a może i dłużej, ale to niczego już nie zmieni. Stało się, mleko się rozlało. Teraz trzeba to posprzątać, a czasu jest diabelsko mało. Dlatego trzymam kciuki Panowie Piłkarze, byście zrzucili z siebie to brzemię nieudaczników, jakie nosicie od kilku meczów, byście z polotem i fantazją, wiarą i poświęceniem wyszli na Kotwicę, byście wreszcie zdobyli 3 pkt., byście odbili się od dna, byście oddali „Czerwoną latarnię”, byście wreszcie pokazali Kibicom, że wam zależy! Bo Kibice są bardzo rozżaleni i ja się im nie dziwię. Przecież są z wami zawsze, dają wam wsparcie w dobrych i złych chwilach… Ale czują się oszukani, bo po takim meczu jak z Flotą, mają wrażenie, że tak naprawdę to tylko im zależy..
Udowodnijcie, że tak nie jest, udowodnijcie, że wam również zależy. Myślę, że rodowitym Wrześnianom nie muszę przypominać, ale wszystkim „stranieri” sobie pozwolę…
„Tutaj jest Września, tu jest nasz dom
A w nim Victoria stoi jak dąb..”
Gracie dla Wrześni, gracie dla wielkości miasta i klubu, gracie dzięki ogromnemu wsparciu naszych mieszkańców i na miłość Boską potraktujcie to z należytym szacunkiem!
A teraz otrząśnijcie się, otrzepcie się z przegranego kurzu, podnieście głowy do góry i…, z całym szacunkiem dla rywali, zróbcie porządek z tym Kórnikiem 🙂
Do boju Victoria!
Mecz 3. ligi: Victoria Września – Kotwica Kórnik, sobota 22 sierpnia, godz. 14:00


A widzi pan moje słowa sprzed paru miesięcy się sprawdzają że to zwykli najemnicy i wkłady do koszulek
I może sobie pan pisać tu nie wiadomo jakie apele i robić wpisy oni i tak tego ani nie przeczytają ani nie przejmą się pana słowami dla nich liczą się tylko pieniądze
Myśli pan że Wełniak , Borucki czy Walkowiak tu grają ? bo kochają wrześnie czy może dlatego że pan prezes zwabił
Ich tu pieniędzmi
Może jestem naiwny, ale wierzę, że nie jest tak, jak pan twierdzi, że nie tylko pieniądze są ważne, ale atmosfera, wspólnota, odpowiedzialność, chęć gry na coraz wyższym poziomie, rozwój, autopromocja i inne tego typu sytuacje i sprawy. Ponadto ludzka uczciwość, zaangażowanie i gra dla klubu, który cię zatrudnia jest obowiązkiem i wysiłkiem, który jest oceniany nie tylko przez trenera, zarząd, ale przede wszystkim przez kibiców. I oni wiedzą najlepiej komu zależy, a komu nie, a wtedy z tym ostatnimi należy żegnać się szybko i bez żalu, powtarzam – szybko i bez żalu!