O krok bliżej „raju” – niebiosa nam sprzyjają!
Victoria wygrała we Wronkach z Lechem II 2:1, a Pogoń N.S. poległa w Środzie Wlkp. 1:2 – spełniły się dwa z kilku ważnych kryteriów w wojnie o utrzymanie 3. ligi. Dzisiaj wiadomo, że nasza drużyna jest o krok bliżej celu – utrzyma status quo jeśli z 2. ligi nie spadnie Sokół Kleczew, albo do 2. ligi awansuje Wikęd Luzino. Jak dotąd gwiazdy mają nas w swojej opiece i niech tak będzie do końca, do 10 czerwca, do ostatniego meczu barażowego.
Arcimowicz – Bartkowski, Borucki, Pawłowski – Goliński, Dałek, Giełda, Witkowski – Wolniewicz (70′ Jankowski), Lutostański (58′ Kamiński), Chałupniczak
Cel najważniejsze, jaki przyświecał Victorii przed ostatnim meczem sezonu, meczem o życie, meczem o być albo nie być, był jasny – trzeba to wygrać, by dać sobie szansę na pozostanie w 3. lidze. I Victoria tej sztuki dokonała choć nie było łatwo. Rezerwy Lech wystawiły we Wronkach bardzo mocny skład i od początku tego meczu ruszyły do ataków. Pierwsze minuty były trudne, ale dwa razy, po strzałach z dystansu, znakomicie interweniował Remigiusz Arcimowicz i widać było, że dobrze wszedł w mecz, że będzie czujny, że nie da łatwo się zaskoczyć. Po kilku minutach Victora odepchnęła gospodarzy od swojego pola karnego i przeszła do kontrofensywy. W 9. minucie, po dokładnym podaniu na lewe skrzydło, piłka trafiła do Arka Wolniewicza. Nasz skrzydłowy w swoim stylu „bujnął się” na lewo, ograł obrońcę i zagrał piłkę wzdłuż linii pola bramkowego. Akcję zamykał Jakub Bartkowski i strzelił praktycznie do pustej bramki. Victoria objęła prowadzenie.
Lechici nie rezygnowali, znów ruszyli do ataków. Grali ładnie dla oka, szybko wymieniali podania, często budowali swoje akcje skrzydłami i co tu dużo gadać strzelali z dystansu. Na szczęście tego dnia znakomicie spisywały się nasze formacje obronne, a jeśli już zostały one sforsowane, to ostatnią zaporą był w bramce Arcimowicz. Co to był za „kocur” – bronił wszystko z bliska i z dalekiej odległości, swoimi wykopami perfekcyjnie wręcz uruchamiał naszych skrzydłowych, a wszystko na totalnym spokoju – żądnych nerwowych ruchów. Widać było, że jest skoncentrowany na meczu i nic więcej się nie liczy! Nie wiem czy Remigiusz rozgrywał najlepszy mecz w swojej przygodzie z futbolem, ale wiem, że swoją postawą pomógł Victorii odnieść zwycięstwo.



Po kilkunastu minutach, kiedy to Lech atakował, a Victoria spokojnie i skutecznie się broniła, nasz zespół znów przeszedł do kontrataków. W 24′ poszło dośrodkowanie na pole karne Lecha. Do piłki wyskoczył Arek Wolniewicz, a za nim dwóch obrońców. Piłka poszybowała nad ich głowami, spadła i taka trochę bezpańska czekała na to, kto pierwszy ją dopadnie – bramkarz Lecha, czy nasz Jakub Lutostański. Szybszy był „Luto”. Delikatnie podbił futbolówkę nad nogami bramkarza i ta wpadła do siatki. Ogromna radość w obozie Victorii i na trybunach wśród kilkudziesięciu kibiców, którzy przyjechali z Wrześni na ten mecz. Do końca tej części gry Victoria grała bardzo spokojnie i mądrze nie pozwalając lechitom na wiele. Po zmianie stron gospodarze ruszyli do desperackich ataków, osiągnęli przewagę, bombardowali nas z bliska i z daleka, ale albo obrońcy blokowali te strzały, albo znakomitymi interwencjami popisywał się Remi „Kocur” Arcimowicz.
W drugiej połowie tego meczu Victoria już nie popisywała się szybkimi i skutecznymi kontrami – skupiała się na zawężeniu pola gry, na działaniach obronnych i robiła to doskonale. Lechici w żaden sposób – choć próbowali skrzydłami, środkiem, oddawali strzały, wykonywali mnóstwo dośrodkowań – nie byli w stanie zagrozić bramce Victorii. Dopiero w 83′ strzelili swojego honorowego gola. I, moim zdaniem, uczynili to po błędzie sędziego. Faulowany, przytrzymywany był Adam Borucki, dlatego nie mógł sięgnąć piłki i jej wybić, skorzystał na tym rywal i wepchnął futbolówkę do siatki.
Ostatnie minuty to był prawdziwy horror – desperackie ataki Lecha i mądra obrona Victorii daleko od swojej bramki (utrzymywanie piłki, wymiana podań). I mimo że arbiter przedłużył ten mecz o 5 minut udało się naszej drużynie korzystny rezultat dowieźć do końca. Ogromnej radości nie było końca, głośne śpiewy kibiców, cieszynki piłkarzy i nasłuchiwanie wieści ze Środy Wlkp. Gdy znany był wynik (2:1 dla Polonii z Pogonią Nowe Skalmierzyce) wszyscy wiedzieli już, że przy 5. drużynach spadających z 3. ligi Victoria się utrzyma, że pogrążyć ją może tylko brak awansu Wikędu Luzino i równoczesna porażka w barażach i spadek z 2. ligi Sokoła Kleczew. Tańce, śpiewy, wspólne zdjęcia z kibicami i ogólnie atmosfera nadziei. Wszyscy wiemy, że do utrzymania jeszcze bardzo daleko, że nic już nie zależy od Victorii, ale wszyscy, szeroko rozumiany obóz Victorii i jej kibice, będą oczekiwać dobrych wieści z boisk, na których rozgrywane będą baraże. Jak dotąd niebiosa nam sprzyjają, oby było już tak do samego końca, do szczęśliwego zakończenia tego rudnego, nawet rzekłbym morderczego sezonu, w którym nasza drużyna, wiosną, udowodniła, że zasługuje na grę w 3. lidze. Owszem, miała dwa nieudane, bardzo złe, rzekłbym wstydliwe wręcz mecze – w Pobierowie z Rewalem i w Swarzędzu z Unią – ale w pozostałych walczyła dzielnie. W rundzie jesiennej Victoria zdobyła 13 pkt. – 6 pod wodzą Pawła Lisieckiego, 7 pod opieką Łukasza Bandosza. W rundzie rewanżowej Victoria zgromadziła 29 pkt. I to jest prawdziwy obraz naszej drużyny!



A wracając jeszcze do meczu we Wronkach ogromne słowa uznania należą się nie tylko naszemu bramkarzowi, ale całemu zespołowi. Wszyscy, naprawdę bez wyjątku, „położyli na murawie” nie tylko umiejętności, ale ogromne serce do walki. Obrona praktycznie bez błędu, mimo że nie było kontuzjowanego Olka Theusa (wracaj szybko do zdrowia „Tojsik”), Borucki, Bartkowski i Pawłowski po prostu znakomici! Druga linia mądrze spokojnie, nastawiona przede wszystkim na destrukcję, ale, szczególnie w pierwszej części umiejętnie organizująca groźne kontrataki – Dałek, Giełda w środku, Goliński i Walkowiak na bokach – naprawdę gra naszego zespołu robiła wrażenie. No i atak – wreszcie szeroko, trójką Wolniewicz, Lutostański i Chałupniczak, wreszcie ładnie dla oka, wreszcie skutecznie. Arek – co tu dużo mówić – Arek wrócił. Miał udział przy dwóch golach, „Luto” gol i praca, no i najmłodszy Kacper – ależ on zagrał mecz. Na beku cały czas pod grą, cały czas z obrońcami na plecach, a potrafił wywieźć ich w pole. Starsi koledzy widzą, że Kacper się rozwija, że gra coraz lepiej, że potrafi utrzymać się przy piłce, minąć rywala, ale także, coraz częściej, umiejętnie się wracać, ofiarnie grać w obronie. Nie ukrywam, że dla mnie Kacper zrobił niesamowity postęp i nic dziwnego, że na skrzydło jest pierwszym wyborem trenera Bandosza – i sprawa młodzieżowców, moim zdaniem, nie ma z tym wyborem nic wspólnego. Mecz z Lechem kończył skrajnie zmęczony, ale to był jego wielki, chyba najlepszy dotąd mecz w barwach Victorii na poziomie 3. ligi.
Wszyscy zawodnicy rezerwowi, którzy weszli po przerwie na murawę dali dobre zmiany, nie zawiedli, ale na mnie największe wrażenie zrobiła jedność tej ekipy, taka prawdziwa wspólnota – jeden za wszystkich, wszyscy za jednego – to biło po oczach zarówno podczas gry, jak i po jej zakończeniu, gdy wszyscy wspólnie radowali się z osiągniętego wyniku, gdy wszyscy wspólnie czekali na wieści ze Środy Wlkp., gdy wszyscy wspólnie z kibicami świętowali fakt, że nie ma spadku bezpośredniego, że mamy szansę na kolejny sezon w 3. lidze.
I można by tak cieszyć się i chwalić ten zespół bez końca, bo swoją walką, determinacją, postawą w trakcie rundy wiosennej absolutnie na to zasłużył, ale przecież w życiu nigdy nie jest tak dobrze, by nie mogło być lepiej. O czym myślę? proszę spojrzeć na zdjęcia drużyny, na zmiany, jakie trener zaordynował. Nie wszyscy piłkarze powołani na mecz z Lechem byli we Wronkach, niestety. Wśród tych, którzy byli nieobecni był Kamil Kanior. Dlaczego? Nie wiem. Mogę tylko wspomnieć o „wróbelkach”, które na stadionie we Wronkach „śpiewały”, że Kamil nie przyjechał z zespołem, bo wybrał się na zjazd, na studia do Poznania. I problemem nie jest to, że Kamil podjął taką decyzję, ale problemem jest forma, w jakiej swoją decyzję o tym, że nie pojedzie na mecz, przekazał trenerowi. Otóż Kamil nie uczynił tego na żadnym treningu: ani w miniony poniedziałek, ani we wtorek, czy czwartek – a przecież na tych treningach był i o zjeździe sobotnim na uczelni doskonale wiedział i mógł z trenerem porozmawiać. Kamil swoją decyzję przekazał trenerowi w piątkowy wieczór, dzień przed meczem. Napisał SMSa do trenera, że na mecz nie pojedzie „stawiając go pod ścianą”, nie dając mu praktycznie żadnego pola manewru w ofensywie i to kilkanaście godzin przed rozpoczęciem spotkania.
Nie chcę Kamila w żaden sposób oceniać, nie chcę niczego sugerować, ganić, czy chwalić – to jego wybory, ale muszę przyznać, że ja takiego zachowania nie rozumiem. Owszem, Kamil nie miał ostatnio dobrej passy. Ze wzgl. na słabą formę grał zdecydowanie mniej, ale był opcją w ofensywie, zawsze mógł pomóc, zmienić zmęczonego Arka Wolniewicza, czy Kacpra Chałupniczaka, mógł pomóc drużynie w bardzo trudnych momentach. Nie uczynił tego, bo zdecydował się na wyjazd na uczelnię. Po raz pierwszy w tym sezonie wybrał naukę, a nie mecz. I powtarzam po raz drugi – Kamil miał oczywiście prawo do takiej decyzji, ale mógł to zrobić i powinien powiadomić trenera w zupełnie inny sposób – nie w piątak wieczorem za pomocą SMSa, a w każdy inny, wcześniejszy czas, na treningu w bezpośredniej rozmowie z trenerem.
„Wróbelki ćwierkały” też o tym, że nie tylko trener zaskoczony był zachowaniem Kamila, ale także jego koledzy, piłkarze, bo to ich zostawił bez wsparcia, bez pomocy i to, szczerze mówiąc, bardzo boli, bo ich zawiódł najbardziej. Kadra Victorii jest szeroka, nie wszyscy grają. Na murawę wychodzą ci, którzy zdaniem trenera znajdują się w najwyższej formie, wielu musi siedzieć na ławie, trenować, by wrócić do wysokiej dyspozycji. Czy ci, którzy nie łapali się ostatnio do pierwszego składu: Węcławek, Urbaniak, Witkowski, Strzelczyk, Kamiński, Sukhenko – by wymienić kilku – czy oni mając także jakieś swoje obowiązki rodzinne, szkolne, czy inne odpuścili mecz? Czy nie pojechali z drużyną? Czy oświadczyli trenerowi za pomocą SMSa, że muszą jechać do babci, cioci, do szkoły, czy do pracy? Nie, takiego przypadku nie było! Dlatego decyzja Kamila wzbudza takie emocje. I jeszcze… może gdyby tak postąpił jakiś głęboki rezerwowy „stranieri” jak np. Dylewski (gra wszystko i wszędzie tam, gdzie wskaże trener, brawo, bo inaczej być nie może), to pewnie bym się tą sprawą wcale nie zajmował. Ale decyzję o rezygnacji z wyjazdu na mecz podjął najlepszy piłkarz Victorii w rundzie jesiennej, ba, najlepszy piłkarz naszego klubu AD 2025, uhonorowany na Gali Victorii Września. I tego za cholerę zrozumieć już nie potrafię!
„Wróbelki ćwierkały” we Wronkach także o tym, że to nie była wcale kwestia uczelni, a był to protest Kamila wobec pomijania go przez trenera przy ustalaniu wyjściowego składu – coś na zasadzie: nie chcesz mnie w drużynie, to nie! Nie pojadę do Wronek, radź sobie sam! Muszę przyznać, że jest to tak nieprawdopodobne, rzekłbym tak niedorzeczne, że absolutnie nie wziąłem tego „ćwierkania” pod uwagę. Tak mogły „ćwierkać” tylko „wróble” bardzo nieprzychylne Kamilowi. Ja jestem mu bardzo przychylny, doceniam Kamila wkład w awans do 3. ligi, doceniam jego postawę w rundzie jesiennej, szanuję go jako młodego człowieka i dlatego w takie opowieści absolutnie nie wierzę!
Poza tym… przecież Kamil ma kontrakt i wynikające z niego obowiązki – za ich wypełnianie dostaje określone pieniądze. Po prostu nie wierzę w to, by Kamil mógł tak postąpić, nie wierzę i już! Kamil jest dojrzałym i rozsądnym młodzieńcem i w głowie mi się taka sytuacja nie mieści, koniec i kropka!
Podsumowując – dla mnie Kamil miał prawo dokonać wyboru: uczelnia, czy mecz – ale swoją decyzję winien przekazać trenerowi w zupełnie inny sposób.
Kończąc ten wątek zastanawiam się jakie kroki podejmie teraz trener, jakie kroki wobec decyzji Kamila podejmie zarząd klubu? Czy podejmą jakiekolwiek? Czy przejdą nad tym do porządku dziennego? Chciałbym, by cała ta „Kamilowa afera” znalazła rozsądne, pokojowe rozwiązanie, by nie położyła się cieniem na radości ze zwycięstwa we Wronkach i na pełnym napięcia czasie związanym z oczekiwaniem na rozstrzygnięcia w meczach barażowych.
Wyniki meczów 34. kolejki:
30.05.2026, 17:00
Wybrzeże Rewalskie Rewal – Pogoń II Szczecin 1-4
Wikęd Luzino – Kluczevia Stargard 3-2
Wda Świecie – Steico Noteć Czarnków 1-3
Polonia Środa Wlkp. – Pogoń Nowe Skalmierzyce 2-1
Lipno Stęszew – Unia Swarzędz 4-3
Lech II Poznań – Victoria Września 1-2
Elana Toruń – Tłuchowia Tłuchowo 2-5
Cartusia Kartuzy – Zawisza Bydgoszcz 0-2
Błękitni Stargard – Flota Świnoujście 3-0
Tabela
