Z gracją Wikinga łapiącego motyle!
Victoria – Kotwica? To nie był dobry mecz Victorii. Niewiele się w nim zgadzało, a jednak był to mecz zwycięski 1:0, za co drużynie należą się słowa pochwały. Bo dotąd, gdy zespół grał dobrze, np w 2. połowie meczu z Lechem, czy w spotkaniu z Polonią Środa, to te mecze przegrywał. Za kilka dni mizernej postawy przeciwko Kotwicy nikt nie będzie pamiętał, wszyscy pamiętać będą za to pierwsze zdobyte 3 punkty w sezonie!
Arcimowicz – Węcławek, Bartkowski, Pawłowski – Goliński, Dałek, Giełda, Walkowiak – Górczak (80′ Niklas), Wełniak, Lutostański (57′ Kanior)
Tym razem taki skład przeciwko Kotwicy asygnował do gry trener Bandosz. Nie ukrywam, że takie zestawienie nieco mnie zaskoczyło, bo myślałem, że po kompromitacji w Świnoujściu nasz szkoleniowiec dokona wielu zmian, a tymczasem on zaufał swoim wybrańcom i wymienił tylko bramkarza. Zrezygnował z Sebastiana Lorka, mimo że ten w meczu z Flotą nie zawiódł, a postawił na Remigiusza Arcimowicza. Być może stało się tak dlatego, że chciał odwrócić fatum, oddalić te „złe moce”, nieszczęśliwe sploty okoliczności, głupio i łatwo tracone przez naszą drużynę bramki itd, itd, itd… I trzeba przyznać, i to bez żadnych kombinacji, że ta zamiana wyszła drużynie na dobre. Victoria nie straciła gola, Arcimowicz nie popełnił błędu, pilnował defensywy, która też spisała się poprawnie, a że Kamil Dałek strzelił bramkę życia, to nasz zespół wygrał pierwszy mecz w nowym sezonie.






O pierwszej połowie tego meczu nie napiszę wiele, nie chcę, nie ma powodów, bo momentami oczy mnie bolały od oglądania takiego męczącego, „umolnego” futbolu, takiego bez polotu, pomysłu, fantazji, bez sytuacji pod bramkami, bez celnych strzałów, bez jakiegokolwiek zagrożenia z naszej strony. Zamykamy więc te pierwsze 45 minut przy stanie 0:0, zapominamy o nich i przechodzimy do drugiej części tego spotkania.
Tutaj było już nieco lepiej. Fakt, że goście, zorientowawszy się, że mogą „klepnąć” słabo grającą Victorię, o dziwo, ale nam pomógł. Dlaczego? Otóż dlatego, że Kotwica zaryzykowała, zaczęła śmielej atakować naszą bramkę odsłaniając się, rozrzedzając swoje szeregi obronne, a to z kolei pozwalało Victorii na akcje skrzydłami, o przepraszam, na akcje tym skrzydłem, gdzie grał Michał Goliński, bo skrzydło po drugiej stronie boiska nie istniało. Na koniec pewnie będę miał sposobność o tym mówić, ale od dawna już piszę, zwracam uwagę na fakt, że nie da się dobrze grać w piłkę o „jednej nodze. Ale nasza drużyna, nie wiedzieć czemu, pragnie zadać kłam takiemu twierdzeniu i gra tylko na „jednej, prawej nodze”, czy jednym, prawym skrzydłem, jakkolwiek to nie nazwiemy… ale o tym potem.
Nie minęło 9 minut drugiej części meczu, a widzieliśmy kapitalną bramkę Kamila Dałka. Goście odebrali nam piłkę po prawej swojej stronie, zagrali do środka, a potem, prostopadłym podaniem, próbowali uruchomić napastnika. Akcję wślizgiem przeciął Marcel Węcłąwek i dzięki temu piłka trafiła pod nogi Jakuba Giełdy. Jakub obrócił się na prawo i gdy wszyscy czekali na podanie do Michała Golińskiego zawrócił do środka i zagrał do Kamila Dałka. Kamil z rywalem na plecach podciągnął kilka metrów i z ok 23-24 metrów strzelił w przeciwległy narożnik bramki Kotwicy, w samo okienko. Tak znakomity bramkarz, jakim jest Frąckowiak, był bez szans. Victoria objęła prowadzenie.






Goście rozeźleni takim obrotem sytuacji rozpoczęli masowy szturm na bramkę Arcimowicza. Nasza obrona dobrze radziła sobie z atakami rywali, a to pozwalało na kreowanie kontr. I teraz… uwaga, uwaga szły one przede wszystkim lewą stroną, tak, tak, naprawdę lewą stroną, bo trener Bandosz dokonał zmiany i w miejsce obitego, obolałego Lutostańskiego wstawił Kamila Kaniora, który usadowił sie właśnie na lewym beku. Zmiana ta dała napęd naszej drużynie i szczerze mówiąc Kamil powinien zostać bohaterem tego meczu. Raz ograł obronę, strzelił lewą nogą i piłka trafiła w słupek. Po kilku minutach drugi raz ograł obronę, strzelił, ale w ostatnim momencie strzał został wyblokowany i mieliśmy tylko rzut rożny i wreszcie po kolejnych kilku minutach Kamil miał sytuację 2 na 1. Gdyby podał partnerowi na prawo ten byłby sam na sam z bramkarzem. Niestety, Kamil trafił w jedynego obrońcę, który bronił dostępu do bramki Kotwicy i ogromna szansa na zamknięcie tego meczu przepadła. I teraz wracam do sprawy naszego lewego skrzydła – do momentu wejścia Kamila nasza lewa flanka nie istniała, ani jako pomoc dla Patryka Pawłowskiego w obronie, ani jako jakiekolwiek zagrożenie w ataku – nic, zero, null. Gdy pojawił się Kamil, to na lewej stronie pojawiło się „życie”. Owszem Kamil był nieskuteczny, i to bardzo, ale atakował, absorbował obronę, oddawał strzały, próbował, praktycznie za każdym razem, wejść w pojedynek 1 na 1. I co tu dużo gadać, od momentu wejścia Kamila Victoria miała „dwie nogi”. I szczerze mówiąc, od dawna nie przekonuje mie mnie decyzja trenera związana z obsadą naszej lewej flanki, choć oczywiście z pokorą do niej podchodzę i ją szanuję!
Ostatecznie, mimo ogromnego naporu Kotwicy, Victoria utrzymała minimalne prowadzenie do końca meczu. Pierwsze punkty w sezonie stały się faktem, co musi cieszyć. Wierzyć też trzeba, że ta wygrana będzie takim momentem przełomowym, od którego Victoria będzie zdobywać kolejne punkty, które są bardzo, ale to bardzo potrzebne. Jeszcze jedna uwaga – zakończyła się trudna, rozgrywana w 3 tygodnie seria 5 meczów, z których, niestety, „wyciągnęliśmy” tylko 3 oczka, słabo, ale lepiej tyle niż wcale. Teraz nadchodzi czas teoretycznie lżejszych meczów, z rywalami nie aż tak wymagającymi i punkty trzeba zacząć zdobywać seryjnie – jak wiosną! Tylko, niestety, co z bólem serca stwierdzam… drużyna nie jest w dyspozycji z wiosny i o te zdobycze punktowe bardzo się obawiam!






Dlaczego? Nadal nie ma monolitu w obronie. Owszem, wraca na środek Adam Borucki, ale wypadł Marcel Węcławek (kompletnie irracjonalny, niepotrzebny faul na czerwoną kartkę) i nadal do gry nie jest zdolny Olek Theus.
W drugiej linii największy dylemat. Zdobytą bramką ugruntował swoją pozycję Dałek, w dobrej dyspozycji są Jakub Giełda i Michał Goliński, wraca Kamil Kanior, ale nadal nie wiemy co z Arkiem Wolniewiczem. Po kontuzji ręki nie ma już śladu, może Arek jest gotowy powtórzyć wiosnę? Ja byłbym za! Martwi też i to bardzo dyspozycja „snajperów”, którzy w meczu z Kotwicą nie oddali strzału na bramkę bijąc się tylko z obrońcami. I słowo o młodzieżowcach – jest źle, a może i gorzej! Marcel wypadł, Kacper Chałupniczak jest cieniem piłkarza z wiosny, Kacper ogarnij się i wracaj, jesteś potrzebny! O nowych, młodych zawodnikach cóż…. hm…. Górczak próbuje, biega i rzuca się na trawę. Ambicji mu nie brakuje, ale nie na tym polega futbol. Lepiej, korzystniej, skuteczniej i zdecydowanie przyjemniej gra się w piłkę w pozycji stojącej niż leżąc.
Jakże inaczej wyglądali młodzieżowcy w szeregach Kotwicy: nr 6 Adam Strawa (2007) i nr 5 Jakub Ziółkowski (2007). Nie ukrywam patrzyłem na tych młodych chłopaków z ogromnym podziwem, z uznaniem, no i z zazdrością.
Jest jeszcze jedna rzecz, która w postawie Victorii mnie martwi – brak polotu, takiej pozytywnej energii, dzięki której można „góry przenosić”, która pozwalała nam wygrywać wiosną w Kartuzach, Stargardzie, czy Szczecinie. Dzisiaj wszystko jest wolne, ciężkie, ospałe, mączące, takie „umolne”, toporne i tępe – dzisiaj Victoria prezentuje grację Wikinga łapiącego motyle na łące.






No, ale dość tego biadolenia… przepraszam, musiałem, bo mi leżało „na wątrobie”. Teraz jednak głowy do góry i do walki Panowie! Najważniejsze z minionej soboty to fakt, że potrafiliście się w trudnych sytuacjach obronić, że kilka razy, mimo opresji, z dobrej strony pokazał się Arcimowicz. Gość, choć trochę szalony, jak to bramkarz, ma w sobie te „pozytywne moce”, które odpędzają, odpychają nieszczęścia (przypomnę tylko końcówkę ub. sezonu i mecz we Wronkach), i które pozwoliły na pierwszy w tym sezonie mecz na zero z tyłu. Victoria fizycznie daje radę, ale musi wiele zmienić, musi zacząć grać na bokach, musi zacząć grać do przodu, musi zacząć kreować sytuacje i strzelać na bramkę, bo po meczu z Lechem i z Polonią Środa ten element piłkarskiej sztuki jest w totalnym zaniku.
Mecz z Kotwicą powinien dać naszej drużynie takiego pozytywnego kopa, który sprawi, że piłkarze uwierzą w siebie, że z większą werwą, większym zaangażowaniem, większą wiarą we własne możliwości pojadą do Koszalina, by przeciwstawić się miejscowemu Bałtykowi, tegorocznemu beniaminkowi 3. ligi, który po 5 meczach ma na koncie 5 punktów (wygrał w Kórniku 1:0, zremisował w Luzinie 1:1 i z KKS-em Kalisz 1:1). Oczywiście, nie będzie to mecz łatwy, ale takie mecze Victoria musi umieć wygrywać. Dlatego wierzę, że z Koszalina nasza drużyna wróci z wygraną, że wreszcie napastnicy będą strzelać, bo ich gole są bardzo potrzebne. Panowie, Kibice na was liczą! Przypomnijcie sobie jak to się robiło minionej wiosny! Powodzenia drużyno!
Bramka Kamila Dałka w meczu z Kotwicą Kórnik:
https://www.facebook.com/reel/1606198311174534

