Ten sukces to nie przypadek, a to nie koniec!
Czwarte zwycięstwo wyjazdowe z rzędu, trzecie po tzw. „odwróceniu meczu”, 13 punktów na 15 możliwych do zdobycia, wydostanie się ze strefy spadkowej, ciągle niezaspokojone apetyty, ambicje sięgające kolejnych zwycięstw i marszu w górę tabeli – i to wszystko w bardzo trudnej sytuacji kadrowej wynikającej z niezliczonych wprost, następujących po sobie kontuzji. Tak, tak… biorąc pod uwagę „stan posiadania” osiągnięcia Victorii w ostatnich tygodniach są wręcz zdumiewające!
Jeszcze kilka tygodni temu więcej było niedowiarków, osób narzekających, utyskujących na każdym kroku, a nawet drwiących, kpiących, wyśmiewających piłkarzy i sztab szkoleniowy niż kibiców wierzących w powodzenie misji pt. utrzymanie 3. ligi dla Wrześni. Dzisiaj, po ostatnich 5. meczach ligowych, sytuacja wygląda diametralnie inaczej. Wszyscy podziwiają, są pod wrażeniem i życzą tylko dobrze naszej drużynie, w której przeszła wielka przemiana. Jakże odległa, ale także jakże krótka jest droga z piekła do nieba. Trzeba jednak pamiętać, że takie same odległości obowiązują w stronę przeciwną i cały czas trzeba być na maksymalnych obrotach, w maksymalnej dyspozycji, by nie zgubić, nie zejść z kursu, jaki obrała „zielono-biała banda trenera Bandosza”. Ale zanim przejdę do tego, co nas czeka zdań kilka o meczu w Szczecinie, bo był on z tych wyjątkowo emocjonujących, doprowadzających do „stanów przedzawałowych”.



Tym razem sztab szkoleniowy, troszkę ze względu na kartki, troszkę ze względu na założenia taktyczne, zdecydował się delikatnie zmienić skład wyjściowy. I tak, na boisku bocznym przy ul. Twardowskiego w Szczecinie, wyposażonym w piękną, niedużą, krytą trybunę (ach, jakże chciałoby się mieć taką trybunę na „wale” – ależ wtedy mielibyśmy stadionik, bombonierka!) od pierwszych minut meczu zobaczyliśmy następujący skład:
Lorek – Bartkowski, Borucki, Pawłowski – Walkowiak, Mazur (56′ Strzelczyk), Dałek, Goliński, Chałupniczak (56′ Kanior) – Giełda (85′ Kamiński), Sukhenko (46′ Wolniewicz, 90′ Witkowski)
Oba zespoły zdawały sobie sprawę z wagi tego meczu, miały świadomość, że to pojedynek z tych, jak to się kolokwialnie mawia, „o 6 punktów”, bo przecież tak Pogoń jak i Victoria walczą o utrzymanie, dlatego w pierwszej części ten mecz był bardzo wyrównany, toczony w środku pola, ze szczególną uwagą na defensywę. Po pierwsze nie stracić – brzmiała maksyma obu drużyn i ten cel udało się im osiągnąć, choć szczerze mówiąc nie było o to trudno, bo nastawione na obronę oba zespoły nie podejmowały ryzyka w ataku. Inna sprawa, że tak Pogoń jak i Victoria tych napastników miały w bardzo słabej dyspozycji, co zauważyli trenerzy i obaj środkowi napastnicy w przerwie opuścili plac gry.






Zupełnie inaczej ten mecz wyglądał po przerwie, kiedy to gospodarze ruszyli do totalnego szturmu i przez kilka minut absolutnie zdominowali Victorię. Efektem tej dominacji była bramka zdobyta właśnie przez nowego „napadziora” portowców, Kacpra Stanowskiego, choć bramkę wypracował weteran Adam Frączczak. Po dośrodkowaniu z prawej strony piłkę za krótko wybił głową Misza Mazur. Przejął ją właśnie Frączczak, zagrał piętą w pole karne, a tam jeden z naszych rywali zrobił zwód na zamach, nie dał rady interweniować Patryk Pawłowski i ostatecznie futbolówka znalazła się pod nogami Stanowskiego, który przytomnie, po ziemi, posłał ją w długi róg, obok interweniującego Sebastiana Lorka.
Ta sytuacja obudziła Victorię, która, mając już na murawie Arka Wolniewicza (zastąpił Ivana Sukhenko), zaczęła odważniej radzić sobie w ofensywie. Akcją zwrotną całego meczu była ta z 56 minuty, kiedy to Mikhailo Mazur wyprowadzał piłkę i został mocno, bezpardonowo poturbowany przez obrońcę portowców, Andrzeja Osowskiego. Arbiter nie zastanawiał się ani sekundy, pokazał mu żółty kartonik, a że było to drugie już tego rodzaju napomnienie, to młody piłkarz Pogoni zobaczył czerwony kartonik. Podczas tej przerwy w grze trener Bandosz dokonał dwóch spektakularnych, jak się potem okazało, zmian. Na murawie, w miejsce Chałupniczaka i faulowanego Mazura, zobaczyliśmy Wolniewicza i Strzelczyka. Już pierwsze minuty pokazały jak wartościowe były to zmiany. Wiktor zajął miejsce w środku pola i ktoś zaczął wreszcie rozgrywać piłkę, a Arek, w swoim stylu, zaczął czaić się pod bramką Pogoni, by wykorzystać sprzyjającą do zdobycia gola okazję. A ta nadarzyła się już w 62 minucie. Wtedy to, po faulu na Kamilu Kaniorze, Victoria egzekwowała rzut wolny z narożnika pola karnego. Piłkę ustawił Jakub Giełda, wziął rozbieg i strzelił mocno w krótki róg. Młody bramkarz Pogoni, Alex Peškovič, syn byłego bramkarza pierwszego zespołu, Borisa Peškovič’a, reprezentant młodzieżówki Słowacji, znakomicie interweniował. Zdołał obronić strzał naszego pomocnika, ale wybitą do boku piłkę przejął Jakub Bartkowski i zagrał do Giełdy ponownie. Ten popatrzył i wrzucił piłkę na drugą stronę pola bramkowego, do nadbiegającego Arka Wolniewicza. Arek z powietrza uderzył i posłał futbolówkę w okienko przeciwnego narożnika bramki zdobywając cudownego gola. Co za akcja, co za gol, co za radość! Panowie, czapki z głów!
I od tamtego momentu rozpoczęło się oblężenie bramki Pogoni, które nasilało się wraz z upływającym czasem, ale które też przerywane było rozpaczliwymi próbami ataków osłabionych portowców. Victoria naprawdę się starała, atakowała skrzydłami, aktywni byli Walkowiak i Goliński, Wolniewicza wspierał Kanior, w środku bardzo dobrze grał Strzelczyk, ale wszystkie te starania ie przynosiły rezultatu, na tablicy nadal „wisiał” wynik 1:1. Kolejna przełomowa sytuacja miała miejsce w 85. minucie. Znakomicie dotąd grającego Jakuba Giełdę zastąpił Sebastian Kamiński. I znów na bramkę Pogoni szedł atak za atakiem, ale w oczach nielicznych kibiców z Wrześni widać było coraz większą obawę, mały strach, że się nie uda, że nie zdążymy strzelić gola dającego nam upragnione 3 oczka. W 91. minucie blisko szczęścia był Arek Wolniewicz. Kamil Kanior zagrał prostopadłą piłkę i Arek chciał ją dopaść przed wybiegającym bramkarzem. „Depnął” i niestety, upadł na murawę trzymając się za mięsień dwugłowy uda. Po chwili, w asyście kolegów, opuścił plac gry. W jego miejsce pojawił się Mikołaj Witkowski. Dzisiaj, po badaniach USG, już wiemy, że Arek nabawił się groźnej kontuzji naderwania mięśnia dwugłowego i jego przerwa w grze potrwa ok. 3 tygodni. To kolejna przykra kontuzja w naszej drużynie, uraz, który tym razem dotknął naszego najlepszego strzelca ostatnich tygodni. Arek był w gazie i wielki żal, że musi pauzować, ale cóż, czasem taki jest sport.






Arbiter meczu, ze wzgl. na liczne przerwy związane z kartkami, kontuzjami, zmianami, doliczył do regulaminowego czasu gry 8 minut i gdy siódma minuta czasu ekstra zbliżała się ku końcowi siedzący obok prezes klubu zapewniał mnie, że jeszcze będziemy mieli szansę, że jeszcze będziemy mieli okazję do strzału na bramkę, a w tym samym czasie Jakub Bartkowski wyprowadzał piłkę z naszej strefy obronnej. Zagrał do Patryka Pawłowskiego, ten do boku, do Witolda Walkowiaka, który praktycznie w akcie rozpaczy dośrodkował na przedpole gospodarzy. Jak tam się zakotłowało, wszyscy skakali, by piłkę albo wybić, albo skierować do bramki, ale najlepiej, bo we właściwym momencie i miejscu, z dwoma obrońcami na plecach, skoczył Michał Goliński, jeden z najniższych naszych piłkarzy. Piłkę odbił jakoś dziwnie, jakby tyłem głowy, ale ta piłka, na szczęście, spadła na stopę stojącemu na linii pola bramkowego Sebastianowi Kamińskiemu. Ten, nie namyślając się wiele, złożył się, uderzył mocno po krótkim rogu i nagle, w 98. minucie stało się! Victoria zdobyła gola dającego jej zwycięstwo w bardzo trudnym meczu z bardzo młodym, ale wymagającym, walczącym jak lew rywalem. Co tam była za radość, po prostu ogromna, wszyscy piłkarze, cały box z zawodnikami rezerwowymi i trenerami pobiegł w kierunku Sebastiana, by wspólnie cieszyć się z ogromnego sukcesu. Nie ukrywam, sam skakałem i wiwatowałem na widowni, pośród setki kibiców szczecińskich.



Victoria pojechała w Polskę i znów z delegacji przywiozła 3 punkty. To był czwarty wyjazd, z którego Nasza drużyna „wojów” wróciła z tarczą, a trzeci, w którym Victoria przegrywając odwraca losy meczu i wygrywa.
To ogromny, niesamowity wręcz sukces, o którym kilka tygodni temu nikomu jeszcze się nie śniło. Jednak solidnie przepracowana zima, wynikające z niej przygotowanie fizyczne, pozwalające walczyć, gdy inni „umierają” na boisku, wiara w swoje umiejętności i możliwości, kolejno zdobywane „skalpy” – wszystko to sprawia, że Victoria ma 29 punktów w tabeli. Jest niepokonana od 5 meczów ligowych i nie zamierza na tym poprzestać.
Warto w tym miejscu zaznaczyć, że gdybyśmy wzięli pod uwagę tabelę naszej 3. ligi za 5 ostatnich meczów to na 1. miejscu Wikęd Luzino 15 pkt, na 2. miejscu Zawisza Bydgoszcz 13 pkt i na 3. miejscu Victoria Września 13 pkt. I niech ta mała tabelka będzie całym podsumowaniem gry, postawy Victorii w ostatnich tygodniach.
Nie możemy zapomnieć jeszcze o 95. rocznicy klubu przypadającej 11 kwietnia. Dzień potem nasza ekipa pojechała do Szczecina, wygrała w dramatycznych okolicznościach i godnie uczciła to Klubowe Święto! Brawo Panowie, kibice z pewnością będą o tym długo pamiętać.



Nie mogę też pominąć w tym całym podsumowaniu wątku osobistego – to był czwarty z rzędu mój wyjazd na mecz Victorii i czwarta wygrana. Nie byłem na meczu z Notecią i wynik jaki był… wszyscy wiemy. Ok, na meczu z Tłuchovią już będę i nieco żartobliwie, z przymrużeniem oka, powiem tak: moja obecność zobowiązuje do zwycięstw, więc nie wyobrażam sobie innego wyniku niż wygrana Victorii. To oczywiście żartem, bo doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że to nie będzie łatwiejszy mecz niż z Pogonią, a wręcz trudniejszy. Owszem, teoretycznie Tłuchovia jest drużyną o niższych umiejętnościach, ale jest na krawędzi, „gra o życie”, dlatego będzie walczyła do końca, do chwili, kiedy „zgaśnie światło”. I na to Victoria musi być przygotowana.
A my mamy swoje problemy – ze wzgl. na kontuzję, w najbliższą niedzielę, w meczu z Tłuchovią, nie zagra Arek Wolniewicz – strzelec 6 goli w ostatnich meczach Victorii. Arek zrównał się tym samym z Kamilem Kaniorem, który strzelił goli 6 jesienią. Arek był wiosną w znakomitej dyspozycji, grał, walczył, strzelał. Jego nieobecność może być zatem bardzo dotkliwa, ale nieobecność jednych jest szansą dla innych. Kto może więc zastąpić w najbliższą niedzielę Arka Wolniewicza? Jak Państwo myślicie? Czy wreszcie przełamie swoją niemoc Kamil Kanior? Czy może wreszcie cokolwiek zrobi Ivan Sukhenko? Czy swoje minuty po przymusowej przerwie, spowodowanej kontuzją stopy, dostanie Jakub Lutostański? Tak, tak… Jakub wraca i być może otrzyma od trenera kilka minut, by wejść w rytm meczowy. Nie będzie łatwo, bo mamy problemy w ofensywie, ale z drugiej strony cieszy bardo dobra postawa w obronie. Na dzisiaj trójka Theus, Borucki, Bartkowski wydaje się nie do ruszenia, do pełnej dyspozycji wraca Patryk Pawłowski, a po kontuzjach gotowość do gry zgłaszają Bartosz Urbaniak i Marcin Maćkowiak. A jest jeszcze przecież Marcel Węcławek. Trener Bandosz ma z kogo wybierać.
Bardzo dobrze wygląda druga linia. W Szczecinie nieco gorzej, stawiam na zmęczenie, zagrał znakomity wiosną Kamil Dałek, ale bardzo dobrze pokazał się Wiktor Strzelczyk, który miał dwa razy piłkę „na swojej kępce trawy”, ale za bardzo chciał, za bardzo się spiął przy tych strzałach i stąd były one niecelne. Ale Wiktor musi próbować, bo on to ma, jak nikt inny potrafi przyłożyć z dystansu i nie zniechęcaj się „Strzelba”, a dalej, przy nadarzającej się okazji, strzelaj! Poprawny na zabezpieczeniu dostępu do bramki Mazur, gorzej u niego z wyprowadzeniem, konstruowaniem akcji, ale to bardzo pożyteczny, młody piłkarz. Mamy aktywne boki, ale różne, bo Walkowiak lepiej w obronie, a Goliński dobrze w obronie, a jeszcze lepiej w napędzaniu akcji. Jednak na lidera drugiej linii wyrósł Jakub Giełda, o którym pisałem wielokrotnie – Jakubie trzymaj poziom, prowadź drużynę do wygranej z Tłuchowem i strzel wreszcie gola podkreślającego twoją dobrą dyspozycję. A nie możemy zapomnieć przecież o Sebastianie Kamińskim, Mikołaju Witkowskim, czy młodym Dylewskim.
Co do ofensywy, cóż, pisałem, mamy największy problem – Kamil Kanior jeszcze „nie w sosie”, Kacper Chałupniczak w Szczecinie słabszy niż w meczach wcześniejszych, Ivan Sukhenko… hm, ma urodziny, to może z tej okazji wystrzeli, Mikołaj Jankowski kontuzja, Arek Wolniewicz kontuzja i wracający Jakub Lutostański. I myślę sobie, że jeżeli o tyły możemy być w miarę spokojni, to w przodzie możemy mieć kłopoty. Obym się mylił, obym nie miał racji! Oby trener Bandosz „miał podobnego nosa” jak w Szczecinie, kiedy to gole strzelali wprowadzeni Wolniewicz i Kamiński.



Ale na koniec mam jeszcze apel do kibiców. Kochani, szanowni Kibice, przyjdźcie w niedzielę na mecz 3. ligi Victoria Września – Tłuchovia Tłuchowo. Walka o pozostanie na trzecioligowym poziomie wkracza w decydująca fazę. Z pewnością emocji nie zabraknie, jestem o tym przekonany. Z jednej strony swoją obecnością podziękujmy naszej drużynie za to, czego dotąd dokonała. Z drugiej strony dajmy jej wsparcie w meczu z ciągle walczącą i mogącą sprawić problemy Tłuchovią. W obecnej sytuacji każdy punkt wywalczony przez Victorię jest na wagę złota, bo walka trwa. Do końca rozgrywek pozostało 8 meczów. Można w nich zdobyć 24 punkty. Z moich wyliczeń wynika, że 40-42 pkt. powinny wystarczyć, by zachować trzecioligowy status. Victoria musi więc zdobyć minimum 12 oczek. Oczywiście łatwo nie będzie, ale myślę sobie, że po takiej serii, tak „naładowana” drużyna jest w stanie ten pułap osiągnąć, a może i jeszcze więcej. I tym optymistycznym akcentem kończę na dzisiaj mając wiarę w to, że kibice Victorii w niedzielę nie zawiodą. A że pogoda ma być ładna, wiosenna, to może jakiś rekord frekwencji?
Do boju Victorio! Po 3 punkty z Tłuchowem!
Wyniki meczów 26. kolejki:
10.04.2026
17:00 Wda Świecie – Lech II Poznań 2-3
19:00 Polonia Środa Wlkp. – Unia Swarzędz 0-1
11.04.2026
14:00 Tłuchowia Tłuchowo – Kluczevia Stargard 0-3
15:00 Steico Noteć Czarnków – Cartusia Kartuzy 3-2
16:00 Flota Świnoujście – Pogoń Nowe Skalmierzyce 0-2
19:00 Elana Toruń – Lipno Stęszew 1-1
15:00 Błękitni Stargard – Wikęd Luzino 1-4
12.04.2026
14:00 Wybrzeże Rewalskie Rewal – Zawisza Bydgoszcz 2-7
14:00 Pogoń II Szczecin – Victoria Września 1-2
Tabela

Zapowiedź meczów 27. kolejki:
18.04.2026
19:00 Zawisza Bydgoszcz – Polonia Środa Wlkp.
14:00 Wda Świecie – Błękitni Stargard
14:00 Unia Swarzędz – Cartusia Kartuzy
17:00 Lipno Stęszew – Pogoń II Szczecin
14:00 Kluczevia Stargard – Steico Noteć Czarnków
19.04.2026
12:00 Wikęd Luzino – Elana Toruń
12:00 Victoria Września – Tłuchowia Tłuchowo
14:00 Pogoń Nowe Skalmierzyce – Wybrzeże Rewalskie Rewal
12:00 Lech II Poznań – Flota Świnoujście