Zapomnijcie o Rewalu, zapomnijcie o tym meczu!

Od piątkowego wieczora jestem tak bardzo smutny, przygnębiony i załamany postawą Victorii w Pobierowie, że z tego wielkiego przygnębienia wyjść nie mogę. Bo przegrać zawsze można – porażka wliczona jest w sport, ale oddać mecz bez walki, prowadząc 1:0, to jest sytuacja niedopuszczalna, która nigdy nie powinna się zdarzyć. Piłkarze jednak muszą o tym meczu zapomnieć, bo nadchodzą kolejne wyzwania…

Mija trzeci dzień od przegranej Victorii w Pobierowie, a ja nadal nie potrafię dojść do siebie, nie potrafię sobie tego w głowie poukładać, bo przecież taki blamaż jak w Tłuchowie miał się nigdy nie powtórzyć, a tymczasem znów zaistniał i to z ogromną, niespodziewaną i trafiającą prosto w serce mocą. I nijak tego zrozumieć nie mogę – bo w Tłuchowie to był efekt braku wiary, zniechęcenia z powodu kilku porażek z rzędu, braku właściwych przygotowań, braku zgrania, ale postawa w Pobierowie? Przecież ta drużyna miała być silniejsza swoimi transferami, miała, dzięki staraniom zarządu klubu, znakomite warunki do przygotowań, mimo ostrej, mroźnej zimy. Ta drużyna stoczyła 10 spotkań sparingowych, by wykuwać w nich zgranie, zrozumienie, płynność, zaangażowanie, wreszcie tydzień wcześniej rozegrała mecz 1/16 Pucharu Polski, w którym pokonała Lipno Stęszew 2:1, mimo że przegrywała 0:1. Wszystko zdawało się mówić, że kibice mają powody do optymizmu, a tutaj co? Ogromny, głęboki zawód! I na myśl przychodzi mi tylko cytat z Siary (Va Bank) – „No i w pi… wylądował i cały misterny plan też w pi….”
Nie zabrałem się do pisania tekstu o meczu, ani w sobotę, ani w niedzielę, a dopiero dzisiaj – chciałem ochłonąć, uspokoić emocje i od razu powiem, że nie bardzo mi się udało. Ale obiecuję, będę się starał!

O meczu nie napiszę dzisiaj ani słowa – ci, którzy widzieli pewnie zrozumieją, bo po co omawiać tę biedę i się negatywnie nakręcać, a ci, którzy nie widzieli niech pozostaną szczęśliwi.
Zdaję sobie sprawę z tego, że to pierwszy mecz wiosny, że zdarzyło się coś niewyobrażalnego i może nigdy nic takiego się już nie zdarzy. Nie chciałbym też odsądzać piłkarzy od czci i wiary, wystawiać jakichkolwiek ocen, czy „laurek” – nic z tych rzeczy, bo mam dziwne wrażenie, że sami piłkarze mają świadomość tego, co się stało. Nie chcę też budować negatywnych emocji, mimo że stało się coś bardzo, bardzo złego – Victoria w meczu o życie, prowadząc 1:0 przegrała mecz 1:2 z zespołem, który nie potrafił wymienić między sobą dwóch podań, z zespołem, któremu o dziwo, po zdobyciu gola, dała się kompletnie zdominować, a który w drugiej części gry, mimo że swoją połowę boiska opuścił dwa razy, to raz stworzył bardzo groźną sytuację, a drugi raz wywalczył i wykorzystał karnego. Proszę mi wierzyć – naprawdę trudno to pojąć, bo Rewal prezentował, biorąc pod uwagę nasze mecze sparingowe, może poziom Mieszka Gniezno, a może Górnika Konin, czyli poziom dobry, czwartoligowy. Teoretycznie i praktycznie Victoria, przy właściwej dyspozycji, zaangażowaniu, ambicji, spokojnej i rozsądnej grze powinna ten mecz rozstrzygnąć na swoją korzyść bez żadnych problemów. Tak się niestety nie stało, bo zawiodły wszystkie wymienione przeze mnie elementy: dyspozycja dnia, nastawienie, zaangażowanie, ambicja, spokój, rozwaga, rozsądek w grze, a górę w tym meczu wzięła narzucona przez Rewal totalna kopanina. Gospodarze wiedzieli czego chcą, narzucili swój styl: wybij piłkę ze strefy obrony, kopnij ją do przodu i biegnij – i konsekwentnie go realizowali. A Victoria nie wiedzieć czemu poddała się temu prymitywnemu kopaniu, zapominając kompletnie o tym, o co tak naprawdę toczy się gra, jak ważny jest to mecz. Gdy nasza drużyna zorientowała się, że zwycięstwo, ba, nawet remis wymyka jej się rąk, było już za późno, by odrobić straty i tak doszło do pierwszej tej wiosny porażki – porażki, do której nie powinno dojść, bo to Victoria jest drużyną zdecydowanie lepszą i miała po swojej stronie argumenty, by ten pojedynek rozstrzygnąć na swoją korzyść.
Niestety, żadnego z tych argumentów nie użyła, no może, by być sprawiedliwym, użyła jednego – mającego „jedną nogę” Jakuba Lutostańskiego. Tak, tak, kontuzjowany gracz (kontuzja stopy), grając na znieczuleniu, strzelił pięknego gola (sprzedał gospodarzom loba zza pola karnego), ale w 60. minucie meczu, z powodu bólu i niesprawności, Jakub opuścił boisko. W jego miejsce wszedł Kamil Kanior, u którego widać było zaległości wynikające z pauzy (kontuzja kolana).

Proszę sobie to wyobrazić – gość o jednej zdrowej nodze dał Victorii prowadzenie, otworzył drzwi do zwycięstwa, ale, nie wiedzieć czemu, drużyna się cofnęła do głębokiej obrony. A może nie cofnęła, a została zepchnięta? Jak zwał, tak zwał – efekt ten sam! Ja patrząc na te drugie 25 minut pierwszej części meczu zastanawiałem się tylko kiedy gospodarze zapakują nam gola na 1:1. No i cholera się doczekałem. W 32′, po rzucie rożnym nie potrafiliśmy wybić piłki, choć mieliśmy ją „na głowie” i samotnie stojący na linii pola karnego zawodnik gospodarzy (gdzie jakiś nasz obrońca, pomocnik, ktokolwiek?) dopadł do niej, strzelił jakoś koślawo, z kozłem, i ta wpadła w róg, pod poprzeczkę, dając Rewalowi remis.
W przerwie trener Bandosz dokonał zmiany: w miejsce Kamińskiego wprowadził Sukhenko, pewnie po to, by uaktywnić ofensywę. I muszę przyznać, że to się udało. Widząc, że wygrana wymyka jej się z rąk Victoria atakowała całą drugą część tego meczu. Ale… z jednej strony – praktycznie nie stworzyła sytuacji bramkowej, a z drugiej strony – pozwoliła na dwa wypady Rewala i utratę gola z karnego. Więc o jakich atakach my tutaj mówimy? Victoria, po zejściu „Luto” powinna być jak lew, jak Tommy Lee Jones w „Ściganym, a była „bezzębnym tygryskiem”, niestety.
Mówiąc ogólnie i bardzo delikatnie – Victoria przegrała mecz, którego przegrać nie miała prawa! Przegrała z rywalem grającym bardzo podobnie jak IV-ligowy Górnik Konin, z którym, przypomnę, podczas zimowych przygotowań, Victoria nie potrafiła wygrać. Pytanie: jak miała pokonać Rewal skoro jej najlepszym graczem był ten z „jedną nogą”?! Biorąc pod uwagę postawę kolegów naszego „inwalidy” – klęska w Rewalu nie może być zaskoczeniem.

I już na koniec troszeczkę, jedna konstatacja – Victoria miała być wiosną silniejsza niż jesienią. Miała, ale patrząc na wydarzenia w Pobierowie – czy naprawdę jest? Owszem, Jakub Lutostański w każdym meczu strzela gola, udowadnia, że warto było dać mu szansę, że jest piłkarzem zdecydowanie lepszym niż wcześniej grający na „9” Sebastian Kwaczreliszwili.
Ale pozostali nowi – wszyscy razem wzięci – w Pobierowie nawet nie zbliżyli się do poziomu Marcina Stromeckiego, którego mieli zastąpić Grali jak piłkarze widma – niby na boisku byli, ale nikt ich nie widział.
Nie jestem w tej opinii odosobniony. Przypomnę, że tydzień temu, po zwycięskim meczu PP z Lipnem Stęszew, trener Bandosz o nowych piłkarzach Victorii powiedział: „Nasze oczekiwania wobec wszystkich nowych zawodników, którzy pojawili się dzisiaj na boisku, są dużo większe od tego, co widzieliśmy. Chcielibyśmy, by prezentowali jeszcze wyższy poziom sportowy (…) Miejmy nadzieję, że uda się nam wyciągnąć z tych zawodników jeszcze więcej.” Po meczu w Rewalu musimy z przykrością stwierdzić: niestety, nie udało się trenerowi nic więcej z nich wyciągnąć!

By być sprawiedliwym dodam tylko, że pozostali nasi piłkarze nie spisywali się wcale lepiej, stąd też ta wstydliwa, zaskakująca, i bardzo przykra dla wszystkich porażka na początek piłkarskiej wiosny, na początek wojny o utrzymanie.
By jednak nie być tylko jednostronnie krytycznym, przegrana bitwa w Pobierowie, choć nie nastraja optymistycznie, nastraja bardzo depresyjnie, co odczuwam na własnej skórze, nie jest przegraną wojną o utrzymanie 3 ligi. Przed naszą drużyną jeszcze 15 meczów, 15 bitew, w których nie można już udawać, markować walki, stać, rozkładać rąk, biadolić, tylko trzeba na szali postawić wszystko co dostępne, czyli umiejętności i zdrowie. Czy Victoria ma szansę na wybronienie się przed spadkiem? Oczywiście, że ma – w sporcie wszystko jest możliwe, a rzeczy niemożliwe nie istnieją! Potrzebna jest jednak zupełnie inna postawa, potrzebna jest absolutna wiara w tę misję i idąca za tym mobilizacja pt. „wszystkie ręce na pokład” – od zarządu, trenera, po ostatniego do gry piłkarza! Bo wiary i mobilizacji w Pobierowie najbardziej brakowało! Teraz o tym meczu trzeba zapomnieć, dość kpin, drwin, krytyki bez pardonu. Teraz cały zespół trzeba wesprzeć, najlepiej przychodząc na kolejny mecz, a ten już w najbliższą sobotę. MY, kibice mamy prawo być rozżaleni po ostatnim weekendzie, ale teraz pokażmy, że nie tylko psioczyć potrafimy, że potrafimy także dodać otuchy, dać wsparcie!

Zaistniała sytuacja nie jest łatwa i to od wielu miesięcy. Po meczu z Rewalem jest jeszcze trudniejsza. A wizja nadchodzącej przyszłości wprost trudna do ogarnięcia. Przed nami mecz z faworytem ligi, bydgoskim Zawiszą. Niezwykle ważne i odpowiedzialne zadanie stoi teraz nie tylko przed piłkarzami, ale przede wszystkim przed trenerem Bandoszem. Jak w tej bardzo trudnej chwili „podnieść” zespół, jak „naprawić głowy” piłkarzy, poprawić ich mental, tchnąć w nich siły i wiarę? Z tymi pytaniami i zadaniami trener musi sobie poradzić, a nie jest to zadanie łatwe, wręcz bardzo trudne.
Ja jednak wierzę, że trenerowi się uda, że mecz z Zawiszą będzie zupełnie innym spektaklem od tego, jaki Victoria zaserwowała nam w Pobierowie. Wierzę w to, że tym razem Victoria powalczy. Owszem, nasz zespół nie jest faworytem, ale z Lechem II, czy Polonią Środa też nie był, a potrafił się postawić.
Panowie piłkarze! Zapomnijcie o Rewalu, zapomnijcie o kompromitującej porażce, takie w sporcie się zdarzają, choć nie powinny! Zagrajcie na miarę swoich możliwości, dodajcie do tego zaangażowanie, ambicję i nawet jeśli się nie uda wywalczyć punktu, to kibice uszanują Waszą postawę. Bo porażka wpisana jest w sport, ale porażka bez walki zawsze jest trudna, a może nawet niemożliwa do wybaczenia!
Panowie, trzymam za Was kciuki i to mocno, życzę pełnej rehabilitacji, życzę przełamania, życzę pierwszych, wiosennych punktów, bo kiedyś trzeba wystartować. Dlaczego nie teraz? Zawisza wygrał w PP, u siebie, z Wisłą Kraków, liderem 1 ligi, aż 4:1. Dlaczego Wy nie macie sprawić niespodzianki? Powtarzam, sufit w sporcie nie istnieje! Do boju Victoria!

Wybrzeże Rewalskie Rewal – Victoria Września 2:1 (1:1)

Wyniki meczów 20. kolejki:
Zawisza Bydgoszcz – Steico Noteć Czarnków 5-0
Wybrzeże Rewalskie Rewal – Victoria Września 2:1
Wda Świecie – Lipno Stęszew 3-0
Lech II Poznań – Wikęd Luzino 1-2
Flota Świnoujście – Tłuchowia Tłuchowo 1-0
Błękitni Stargard – Kluczevia Stargard 0-3
Elana Toruń – Cartusia Kartuzy 1-0
Polonia Środa Wlkp. – Pogoń II Szczecin 3-0
Pogoń Nowe Skalmierzyce – Unia Swarzędz 0-4

Tabela

Zapowiedź meczów 21. kolejki
07.03.2026
13:00 Victoria Września – Zawisza Bydgoszcz

Unia Swarzędz – Wda Świecie
Tłuchowia Tłuchowo – Pogoń Nowe Skalmierzyce
Pogoń II Szczecin – Steico Noteć Czarnków
Lipno Stęszew – Błękitni Stargard
Kluczevia Stargard – Lech II Poznań
Elana Toruń – Polonia Środa Wlkp.
Cartusia Kartuzy – Wybrzeże Rewalskie Rewal
Wikęd Luzino – Flota Świnoujście

Jeśli doceniasz moją pracę – POSTAW WIRTUALNĄ KAWĘ

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Zbliżające się wydarzenia