Trener Bandosz znalazł pomysł na grę?!
Victoria wygrała 2:0 w Gnieźnie i przegrała 0:1 w Koninie. Mieszko postawił naszej drużynie bardzo wymagające warunki. Gospodarze grali szybko, agresywnie, wysoko, a mimo to zeszli z boiska pokonani. Victoria, nie po raz pierwszy pokazała, że jest dobrze zorganizowana w obronie, potrafi też wyjść i skutecznie zakończyć kontrę i tak to chyba będzie wyglądało wiosną.
Trener Bandosz, z tej racji, że Victoria miała zaplanowane dwa mecze: w Gnieźnie i w Koninie, podzielił kadrę na dwa zespoły. Ten ciut lepszy grał z Mieszkiem, ten teoretycznie ciut słabszy dzisiaj grał w Koninie.
Oto skład Victorii, który stanął wczoraj przeciwko drużynie z ul. Strumykowej: Lorek – Theus, Bartkowski, Węcławek – Pawłowski, Dylewski (testowany z KKS Kalisz), Dałek, Borucki – Goliński, Walkowiak, Lutostański.
W drugiej części meczu pojawili się: Mazur, Witkowski, Chałupniczak, Sukhenko
Od pierwszej minuty gospodarze ruszyli agresywnie do ataków. Naprawdę ich po stawa mogła się podobać – grali szybko, wysoko, spychając nasz zespół do lekkiej, ale bardzo aktywnej obrony. Wypracowali sobie optyczną przewagę, częściej byli przy piłce i większą część czasu ją posiadali. Nasze ataki były sporadyczne, nieskładne z dwóch przynajmniej powodów – po pierwsze byliśmy wolniejsi od piłkarzy Mieszka, widać było, że nogi naszych piłkarzy jeszcze nie niosły, jeszcze jakby były, jak mawia klasyk, z waty, a po drugie w naszej grze było za dużo niedokładności – niecelnych podań i strat – wynikających z punktu 1.
Na szczęście Victoria coraz lepiej funkcjonuje w obronie kierowanej przez Jakuba Bartkowskiego. Tym razem graliśmy trzema obrońcami: Theus, wspomniany Bartkowski i Węcławek. Na wahadłach biegali Pawłowski i Dylewski, w środku operowali Dałek z Boruckim, a w przodzie trójka: Goliński, Lutostański i Walkowiak.
Wracając do gry obronnej, to naprawdę można być zbudowanym. Dobrze wygląda budowanie akcji, ale jeszcze lepiej przerywanie akcji rywali. Dość powiedzieć, że mimo przewagi, jaką Mieszko osiągnął, to praktycznie nie zagroził bramce Sebastiana Lorka, a gdy wybiła 37. minuta gry nasz bramkarz, mocno naciskany przez rywali, którzy podeszli bardzo wysoko, wybił piłkę daleko, celnie, na skrzydło do Walkowiaka. Ten przyjął futbolówkę, podciągnął kilka metrów i idealnie, po sztucznej murawie, dograł na środek pola karnego do nadbiegającego Jakuba Lutostańskiego. Jakub strzelił z pierwszej piłki, może z ok 6-8 metrów centralnie obok interweniującego bramkarza gospodarzy i Victoria, zupełnie niespodziewanie, objęła prowadzenie. Piękna akcja Victorii, począwszy od celnego wybicia Lorka, poprzez idealne zagranie Walkowiaka, na celnym uderzeniu „Lutka” kończąc. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że była to pierwsza asysta Witolda Walkowiaka w barwach Victorii i mam nadzieję, chciałbym bardzo, by nie ostatnia, czego naszemu skrzydłowemu bardzo życzę.
Kolejne minuty pierwszej części gry to już pełna nasza kontrola wydarzeń boiskowych i prowadzenie do przerwy 1:0.



W drugiej części, po zmianach w naszym zespole, mecz wyglądał bardzo podobnie jak w pierwszej odsłonie. Znów gospodarze bardzo się starali, atakowali, naciskali, prezentowali się bardzo dobrze i znów nasze linie obronne spisały się na medal grając spokojnie, pewnie, praktycznie bez błędów, a jedyne zagrożenie, jakie gospodarze stwarzali to po rzutach wolnych i rożnych. I znów, podobnie jak przed przerwą, po upływie ok. 33 minut, na indywidualną akcję zdecydował się Sukhenko, zagrał lewego skrzydła w pole karne, do nadbiegającego Kacpra Chałupniczaka, a nasz młodzian na spokoju, jak rutyniarz, wrzucił piłkę do siatki Mieszka i Victoria prowadziła 2:0. Do końca meczu nic się już nie zmieniło, może tylko osłabły ataki Mieszka, bo piłkarze z Gniezna, po utracie drugiego gola jakby stracili wiarę, jakby pogodzili się z tym, że nie są w stanie w żaden sposób nam zagrozić.Po meczu w Gnieźnie mam wrażenie, że trener znalazł sposób na grę Victorii w rundzie wiosennej. Nie będziemy mieć posiadania piłki, nie będziemy stroną przeważającą w zderzeniu z rywalami, ale mamy być skuteczni w obronie i jak tylko nadarzy się okazja mamy konstruować groźne kontry bokami i dogrywać do środka, do Jakuba Lutostańskiego. Ja zawsze mówię – najważniejsze w życiu to mieć plan – na dzień, na tydzień, na rok, na troski, kłopoty, czy wakacje i spokojnie, z wiarą w jego powodzenie, go realizować. I tak to chyba będzie wyglądało w przypadku trenera Bandosza, który ma plan na grę Victorii wiosną i oby potrafił wyegzekwować jego wzorową realizację! Trzymajmy kciuki!



W drugim meczu, rozegranym dzisiaj o godz 10:00 w Koninie, nasza drużyna przegrała z Górnikiem 0:1. Gola straciła w 30. minucie. W 36. minucie rzutu karnego nie wykorzystał Wiktor Strzelczyk.
W Koninie zagrali: W dzisiejszym meczu kontrolnym zagrali:
Arcimowicz, Perzyński, Giełda, Kamiński, Jankowski, Pruchnik, Hałas, Krawczyński, Wolniewicz, Nowaczyk, Witkowski, Strzelczyk, Mazur, Sukhenko, Chałupniczak, Kozłowski, Węcławek.