Transfery zimowe! Na PLUS, czy na MINUS?

Miała być transferowa bomba, miały być wzmocnienia, które podniosą jakość drużyny, miało odejść 6-8 piłkarzy, którzy najbardziej zawiedli w rundzie jesiennej, w ich miejsce Victoria miała pozyskać 2-3 tzw. „super grajków”, by ograniczyć i wzmocnić kadrę. Ten plan nie wypalił, nie wszystkie transfery udało się zrealizować, ale mimo to uważam, że wiosną Victoria będzie silniejsza niż jesienią.

Zanim jednak o myślach, które targają mną od kilku dni, a dokładniej od sobotniego popołudnia, zdań kilka na temat ostatniego meczu sparingowego. Victoria zagrała w sobotę w Puszczykowie z IV-ligową Polonią Słubice, która w lubuskim walczy o awans do 3. ligi. Victoria wygrała ten mecz 4:2 rozgrywając kompletnie dwie różne połowy.

Od razu muszę powiedzieć, że warunki na tym boisku były bardzo złe, bardzo trudne, stał miejscami lód i stała woda. Piłkarze czasem czuli się jak na ślizgawce, by za moment kąpać się w kałużach. Mimo tak ekstremalnych warunków obie drużyny stworzyły interesujące widowisko, było mnóstwo walki, zaangażowania, no o kilka bramek. Do przerwy Victoria prowadziła 3:0 dyktując warunki gry i pokazując rywalom kto tu jest „debeściak”. Z bardzo dobrej strony pokazał się Jakub Lutostański (nowa „9”), który strzelił Polonii Słubice 2 gole. Owszem, grał przeciwko zespołowi z IV ligi, nie wiemy jak sobie poradzi z rywalami grającymi półkę wyżej, ale należy go pochwalić za serce do gry, umiejętność wygrywania pojedynków 1×1 i oczywiście za skuteczność. Wreszcie w Victorii gole strzela jakiś napastnik.
W drugiej części tego meczu gra Victorii nie wyglądała dobrze. Rzekłbym nawet, że bardzo źle. W ciągu kilkunastu minut straciliśmy 2 gole i to zdenerwowało trenera, który nie ukrywał niezadowolenia z postawy swoich podopiecznych. Tak, zgadzam się ze słowami szkoleniowca, że przez 30 minut stali i się przyglądali co robią rywale. Dopiero ostatni kwadrans był poprawny i przyniósł gola, którego zdobył Mykhailo Mazur, nowy piłkarz naszego zespołu. Wynikiem 4:2 zakończył się ten sprawdzian rozgrywany naprawdę w bardzo ekstremalnych warunkach.
No, dobrze, tyle o meczu, to teraz spokojnie mogę przejść do rozważań, które poruszyłem w lidzie, które dotyczą zmian w kadrze Victorii, a które teraz spróbuję podsumować.

Jeszcze późną jesienią, po zakończonym meczu z rezerwami Lecha dochodziły do mnie głosy mówiące o niezbędnym wzmocnieniu kadry, o poprawieniu jakości drużyny, by wiosną, po właściwie przepracowanym okresie przygotowawczym, walczyć o utrzymanie 3. ligi dla Wrześni. Wzmocnienia miały przede wszystkim dotyczyć ofensywy, bo z nią nasza drużyna miała największy problem.
Po okresie świąteczno-noworocznym zaczęły się pojawiać pierwsze informacje o zmianach i o planowanych transferach. Jakiś czas potem, coś ok 10 stycznia, kiedy to piłkarze rozpoczynali okres przygotowawczy dotarły do mnie wieści, że Victoria znalazła dwóch bardzo dobrych graczy do ofensywy – jednego na „9”, drugiego na skrzydło. Niestety, kilka dni potem, mimo pewnych rozmów i ustaleń, jakie Victoria poczyniła z tymi piłkarzami, wybrali oni ofertę innego, konkurencyjnego dla nas klubu, grającego w tej samej klasie rozgrywkowej. I tutaj można tylko żałować, że nie udało się tych transferów przeprowadzić. Cóż konkurencja dowiedziała się o zainteresowaniach Victorii tymi piłkarzami, złożyła im korzystniejsze oferty, a oni z tych ofert skorzystali. Normalna rzecz w świecie futbolu, w świecie sportu. Ale troszkę boli, że nasz klub popracował nie dla siebie, a dla konkurencji. Czyli w połowie stycznia po stronie wzmocnień w ofensywie nadal widniało „0”! I nie można było mieć pretensji do zarządu klubu za opieszałość, czy złe działania – nic z tych rzeczy – wręcz przeciwnie, znaleźli dwóch dobrych piłkarzy, ale oferta innego klubu była dla nich korzystniejsza! Victoria nie jest „rekinem” raczej jest przez „rekinów” śledzona, monitorowana i narażona na ich ataki, których nie jest w stanie odeprzeć. Poza tym okres zimowy nie sprzyja transferom i to też kolejna z przeszkód, którą nasi działacze uczą się pokonywać.
Potem pojawiły się kolejne dwie informacje – pierwsza o „bombie transferowej na pozycję 10”. W tym przypadku znów wszystko było uzgodnione, warunki gry, inne sprawy związane z mieszkaniem, bo „bomba” miała spaść z daleka, dokładnie ze Śląska i wszyscy na nią czekali. Czekali, czekali i czekali, a to jutro, a to jakieś sprawy rodzinne, a to rozmowy z żoną i okazało się, że „bomba” spadła, ale nie we Wrześni, a w Polkowicach! Trzeci piłkarz, który był po słowie z Victorią, a wybrał inną, pewnie zdecydowanie korzystniejszą ofertę i zostawił Victorię „na lodzie”. I wiem, że to bolało, ale cóż, znów trzeba było o dobrym transferze zapomnieć.
Druga informacja dotyczyła młodego piłkarza po przejściach, wychowanka Olimpii Zambrów, potem zawodnika Jagielonii, w barwach której debiutował w ekstraklasie, by wylądować w Śląsku Wrocław, potem Pogoni Siedlce i ostatecznie w Gorzowie Wlkp.. I ten młodzieniec we Wrześni się pojawił, od pewnego czasu trenuje, gra w meczach towarzyskich i zdobywa bramki i właśnie został piłkarzem Victorii. To młody i głodny futbolu, o dobrych warunkach fizycznych napastnik Jakub Lutostański.
Podsumujmy zmiany w ataku – Jakub Lutostański jest zdecydowanie lepszym napastnikiem niż Sebastian Kwaczreliszwili, którego we Wrześni od listopada już nie ma. Do tego trzeba dołożyć transfer Ivana Sukhenko (przyszedł z rezerw Polonii Środa) i oczywiście naszego snajpera Mikołaja Jankowskiego – i oni w pierwszej linii powinni być wsparciem dla Jakuba. Także ten, tego – jeśli chodzi o linię ataku, to będziemy PLUS!

Kolejny transfer, już dokonany, dotyczy linii pomocy – to grający na „8” Adam Borucki, który przyszedł do Victorii z Kotwicy Kórnik, w przeszłości piłkarz Polonii Środa, czy Unii Swarzędz. I tutaj, mimo że Adam to bardzo dobry zawodnik, o dużym spokoju, wielkiej kulturze gry, to jednak będzie to dla Victorii transfer na MINUS, bo Adam Borucki, moim zdaniem oczywiście, na pozycji „8” nie zastąpi nieobecnego już Marcina Stromeckiego (chciałbym się mylić). Nie zastąpi, bo nie ma takich cech przywódczych, jakie miał Stroma, nie będzie takim liderem, który swoją postawą sprawi, że koledzy pójdą za nim jak w dym! I chciałbym być dobrze zrozumiany – nie podważam umiejętności piłkarskich Adama Boruckiego, widzę je, doceniam, ale widzę też różnice w mentalności, w cechach charakteru i te cechy walczaka, wojownika, asystenta, strzelca, lidera są zdecydowanie po stronie Marcina. To jest oczywiście moja subiektywna ocena, ale zawsze powtarzam – każdy kibic, oglądając mecze Victorii z Adamem Boruckim wyrobi sobie z pewnością swoją własną. Ideałem byłoby miec Boruckiego na „8” i Stromeckiego na „10”! To by było naprawdę CÓŚ niesamowitego! I żeby nie było – kolejny raz życzę Adamowi życiowej formy na wiosnę, by przyłożył swoją cegiełkę do projektu pt. utrzymanie 3. ligi dla Wrześni.
Mamy więc transfer, choć bardzo dobry, to moim zdaniem, jednak ciut na MINUS.
Dalej, z klubu odszedł pomocnik Aleksander Kluczyński. Do drugiej linii trener Bandosz dostał młodego Mykhailo Mazura (przyszedł z Huragana Pobiedziska) oraz młodzieżowca z KKS Kalisz. I teraz pytanie – czy ci dwaj to transfery na PLUS, czy na MINUS. Moim zdaniem raczej na REMIS, choć ze wskazaniem na PLUS, bo obaj nowi, młodzi mają tendencję do grania ofensywnego, grania do przodu, a taka gra będzie nam na wiosnę bardzo potrzebna.

Ale to nie wszystko – uwaga, uwaga… informacja dla mnie zaskakująca i bardzo przykra – Victoria pozbywa się Huberta Szaufera, który, moim zdaniem oczywiście, piłkarsko fruwa ponad wszystkimi nowymi jak orzeł nad wróblami.
Kilka dni temu pisałem o Hubercie, zastanawiałem się dlaczego chce zrezygnować z gry w naszym klubie, posądzałem go o brak ambicji, woli walki o pierwszy plac i nie mogłem uwierzyć, że ten chłopak odpuścił. Tymczasem prawda jest zupełnie inna. Znam Huberta od wielu lat, widziałem jak się rozwija, jak staje się coraz lepszym piłkarzem. Zawsze byłem jego fanem, zawsze podobała mi się jego gra, pełna polotu, szybkości, dryblingu, zawsze do przodu. Owszem, miewał Hubert zapomnienia w obronie, ale myślałem, jak wracał latem, że z wiekiem, po grze w Noteci Czarnków, nabrał doświadczenia i odpowiedzialności. Niestety, Hubert po powrocie do Wrześni miał pecha. Już w pierwszym sparingu gracz Piasta Kobylnica zrobił mu dziurę w stopie i nasz piłkarz musiał się leczyć. Gdy po kilku tygodniach wrócił, na treningu, kolega z drużyny pogruchotał mu kości stopy. Powiedzieć pech, to nic nie powiedzieć. W okresie zimowym Hubert znów wrócił do treningów, po kilku dniach złapał grypę, nie trenował. Potem odezwała się stopa, musiał zejść z obciążeń i teraz znów wracał. Tydzień temu usłyszał, że ma sobie szukać klubu na wiosenne wypożyczenie.
Wiem, że trener ma prawo do swoich decyzji, że to on przygotowuje zespół i odpowiada za jego wyniki. Wszystko to prawda, darzę też trenera Bandosza dużym szacunkiem za jego pracę i nigdy nie odważyłbym się pdważać jego decyzji. Ale jeśli chodzi o Huberta Szaufera to mam ogromne wątpliwości i jako kibic mam prawo je mieć!
Mam wątpliwości, bo uważam, że Hubert zasługiwał na szansę. Zasługiwał tym bardziej, że w jego miejsce pojawiają się piłkarze niezbyt wysokich lotów, poza tym uważam, że klub winien wspierać Huberta w dojściu do pełnej sprawności – tak jak wspierał Patryka Pawłowskiego, Marcina Maćkowiaka i Jakuba Groszkowskiego. Tymczasem Huberta informuje się, by szukał klubu na wypożyczenie. Mam wątpliwości, bo w klubie pozostają tacy piłkarze jak Witold Walkowiak, czy Jakub Giełda, o których można powiedzieć wszystko, ale nie to, że byli dla Victorii jakąkolwiek wartością dodaną, że dali jakiekolwiek argumenty za tym, by w naszym klubie na wiosnę pozostać. A jednak, ku zaskoczeniu wielu kibiców, oni pozostali, a naszego Huberta nie ma!
I tego absolutnie nie rozumiem, bo dla mnie Hubert Szaufer to piłkarz lepszy od Sukhenko, Mazura, Walkowiaka i Giełdy razem wziętych!!! Koniec, kropka!!!
I nie piszę tego, by któremukolwiek z piłkarzy sprawić przykrość, czy deprecjonować ich umiejętności. Piszę po to, by ich sprowokować, by wyzwolić w nich dodatkową motywację, wolę walki i większe zaangażowanie, bo takiej wiosny, jaką Walkowiak i Giełda mieli jesień, ja sobie nie wyobrażam! To się po prostu nie może powtórzyć!
Weźmy przykład Marcina Maćkowiaka – też jesienią zmagał się z groźną kontuzją, też nie grał. Wyleczył się, wrócił do treningów, w parze z Bartkowskim zagrał bardzo dobrze z Rakowem i kilka dni temu, w Koninie znów złapał kontuzję mięśniową. Czy z tego powodu ktoś w klubie pomyślał, by Marcin szukał wypożyczenia? NIE! I bardzo dobrze, bo Marcin też jest już jak nasz, a naszych piłkarzy winniśmy wspierać! Powtarzam, wspierać! Wiem jednak, że w sprawie Huberta klub też ma swoje argumenty. Dotyczą one jego zaangażowania, postawy, oddania i poświęcenia się klubowi – tutaj, zdaniem klubu, Hubert nie był wzorem do naśladowania.

Póki co zbliżają się kolejne mecze sparingowe. Pierwszy, już w najbliższy piątek, 13 lutego, Victoria rozegra w Gnieźnie z wiceliderem IV ligi, Mieszkiem. Drugi mecz zagra dzień potem, w sobotę, 14 lutego, w Koninie, także z IV-ligowcem, miejscowym Górnikiem.

Fot. główna – nowy pomocnik Victorii, Adam Borucki! Wszystkie foty oficjalny profil FB Victoria Września

Jeśli doceniasz moją pracę – POSTAW WIRTUALNĄ KAWĘ

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Zbliżające się wydarzenia