Grajmy o marzenia, grajmy o drugi „Wielki mecz”!
Po jakże różnych dwóch odsłonach meczu z Unią Swarzędz i ostatecznym pewnym, wysokim zwycięstwie 4:1 Victoria zameldowała się w półfinale wielkopolskiego Pucharu Polski. Na tym etapie rozgrywek zagra w Kawęczynie z tamtejszym, V-ligowym Orłem, który jest tegoroczną rewelacją tych rozgrywek. Mecz w Kawęczynie odbędzie się 20 maja. Wygrajmy go i zagrajmy o marzenia, o mecz w PP, który będziemy pamiętać latami, jak ten z Groclinem.
Przed meczem z Unią Swarzędz z pewnością trenerzy obu drużyn mieli dylemat: Czy postawić wszystko na szali i grać o awans do półfinału, czy gro sił zachować na mecz ligowy, który rozegrany zostanie 13 maja w Swarzędzu i być może będzie decydował o zachowaniu przez jednych, albo drugich 3.ligowego bytu? Jak widzieliśmy składy obu drużyn, to zdecydowanie więcej zmian zaordynował trener Bandosz niż jego kolega po fachu ze Swarzędza. W pierwszym składzie Victorii zobaczyliśmy tylko jednego piłkarza z wyjściowego składu ligowego meczu z Elaną Toruń. Był nim Wiktor Strzelczyk. U gości stosunek podstawowych graczy do zmienników kręcił się coś wokół 50/50 proc. Proszę spojrzeć, oto pierwsza jedenastka Victorii:
Arcimowicz – Maćkowiak, Węcławek, Urbaniak (46′ Goliński) – Dylewski (64′ Pruchnik), Strzelczyk (46′ Mazur), Kamiński, Pawłowski (88′ Skrzypczak) – Witkowski (46′ Sukhenko), Lutostański (64′ Jankowski), Kanior (58′ Chałupniczak)
Od pierwszych minut trwał napór gości, którzy zdecydowali się na frontalny atak i wypracowanie sobie przewagi. Nasi praktycznie nie potrafili wyjść z własnej połowy, byli zaskoczeni, ale przede wszystkim stłamszeni i jakiekolwiek próby oddalenia zagrożenia, przeniesienia gry na pole rywali były kompletnie nieskuteczne. Wreszcie, w 20. minucie, po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, na przedpolu bramki Arcimowicza zapanowało ogromne zamieszanie, stoper gości Dejewski zza pola karnego wrzucił na przedpole bramki tzw. „świecę”. Piłka odbiła się od murawy i wychodzący po nią nasz bramkarz ni stąd ni zowąd przysiadł na murawie, po czym futbolówka spokojnie wpadła do siatki. Gol kuriozum, ale dlaczego nasz bramkarz usiadł na 4. literach? Nie wiem. Może się poślizgnął? Wiem, że przewaga Unii została udokumentowana golem, który obudził gospodarzy z dziwnego odrętwienia. Zaczęli przesuwać grę do przodu, zaczęli atakować bramkę rywali i po upływie 30. minut ten mecz zdecydowanie się wyrównał. Mimo że nadal brakowało precyzji, dokładności, spokoju w naszej grze, to mimo wszystko obraz meczu uległ znacznej poprawie. W 39′ Wiktor Strzelczyk wstrzelił piłkę w pole karne, ta dotarła do Marcina Maćkowiaka, który z obrotu, bardzo sprytnie i dokładnie, posłał ją w róg bramki gości. Było 1:1 i mecz zaczynał się jakby od nowa. Jednak do przerwy nic się już nie zmieniło.






W przerwie trener Bandosz dokonał 3. zmian. Wprowadził Golińskiego, Mazura i Sukhenko. Plac gry opuścili: Witkowski, Strzelczyk, Urbaniak. Początkowo wydawało się, że zmiany te niczego nie wniosą, bo Unia znów ruszyła i wypracowała sobie znaczną przewagę, jednak z minuty na minutę tryby w maszynie, jaką Victoria stała się na wiosnę, zaczęły zaskakiwać, wskakiwać na swoje miejsce, gra stawała się bardziej płynna i nasza drużyna zaczęła dominować. A ostatni kwadrans w wykonaniu gospodarzy był już prawdziwym popisem gry. Najpierw, w 73′ Marcin Maćkowiak zdecydował się na indywidualny rajd, przebiegł z piłką kilkadziesiąt metrów, zagrał do Sebastiana Kamińskiego, który znalazł się w znakomitej sytuacji. Oddał strzał, ale piłka po nodze broniącego, Jakuba Kiełba, przeszła nad poprzeczką. Przy tej ofiarnej interwencji piłkarz gości nabawił się kontuzji barku i musiał opuścić plac gry. 3 minuty potem Victoria prowadziła 2:1. Rzut rożny egzekwował Kacper Chałupniczak, posłał piłkę na tzw. długi słupek. Tam już czekał Misza Mazur, który wy skoczył najwyżej i głową skierował piłkę do siatki. Po zdobyciu prowadzenia Victoria się nie zatrzymała. Grała coraz lepiej, parła do przodu, stwarzała kolejne sytuacje bramkowe. W 85. minucie Sukhenko ofiarnym wślizgiem wywalczył piłkę, ta trafiła do Kacpra Chałupniczaka, który zza linii pola karnego strzelił mocno w krótki róg. Bramkarz odbił futbolówkę przed siebie, dopadł do niej Sebastian Kamiński i z powietrza trafił mocno i celnie. Victoria prowadziła 3:1 i grała swoje. Atakowała non stop, a goście coraz bardziej opadali z sił. W doliczonym czasie gry, w polu karnym faulowany był jeden z piłkarzy Victorii. Arbiter się nie wahał, wskazał na wapno, a pewnym egzekutorem jedenastki był Mikołaj Jankowski. Victoria odniosła pewne i przekonywujące zwycięstwo 4:1.






Mnie najbardziej rzuciło się w oczy to, że zastępcy tych, którzy wychodzą w lidze w podstawowym składzie, zaprezentowali się z dobrej strony. Owszem, pierwsze pół godziny meczu i kwadrans drugiej połowy nie były może najlepsze, ale w pozostałym czasie nasi piłkarze potrafili zdominować Unię, z którą za tydzień, w środę 12 maja, spotykamy się w lidze.
W obronie bardzo dobrze wypadł w środę Maćkowiak. Nie tylko dobrze bronił, ale włączał się do akcji ofensywnych, strzelił ładnego gola. Z drugiej strony, po bardzo długiej przerwie, dzielnie radził sobie Urbaniak. Ale mnie najbardziej podobał się grający na środku Marcel Węcławek. Marcel nabrał pewności w grze, ma znakomite warunki, jest silny, sprawny, szybki skuteczny w walce z rywalami. Nasz młodzian pomalutku nabiera doświadczenia i mam wrażenie, że za chwilę może być naprawdę ważnym elementem defensywy. Druga linia tym razem poprawnie, bez jakiś rewelacji, choć muszę pochwalić Miszę Mazura, bo to gość, który po fatalnym występie z Tłuchovią, z meczu na mecz gra coraz lepiej. I oby ten progres utrzymał, bo staje się, obok Kamila Dałka, istotnym elementem układanki w środku pola. Znów z dobrej strony pokazali się Goliński i Chałupniczak, a więc obaj nasi skrzydłowi, którzy po wejściu na plac robili różnicę. Muszę jeszcze przystanąć na chwilkę przy Sebastianie Kamińskim, który wreszcie odgrywa rolę, dla której został sprowadzony do Wrześni – jest doświadczonym piłkarzem, kierującym młodzieżą, wreszcie w znakomitej dyspozycji fizycznej i co najważniejsze bardzo skutecznym. Ostatnio co mecz to gol! Tak trzymać Sebastianie. I na koniec słówko o „Jankesie”, bo po kontuzji stopy wraca do pełnej dyspozycji. Znakomicie pokazał się w meczu rezerw, a teraz przeciwko Unii był nie tylko aktywny, ale na tyle pewnie się czuł na boisku, że zdecydował się na uderzenie z jedenastu metrów. Trafił i być może ten fakt jeszcze bardziej zbuduje jego pewność w grze i zwróci upragnioną skuteczność.






Ze zwycięstwa Victorii i awansu do półfinału oczywiście bardzo się cieszę, ale chciałbym wszystkich przestrzec przed hurraaa optymizmem jeśli chodzi o mecz z V-ligowym Orłem, w Kawęczynie. Musimy się mieć na baczności, musimy tego rywala potraktować poważnie i z szacunkiem – tam przegrali IV-ligowcy Kania Gostyń i Górnik Konin. Owszem, będziemy zdecydowanym faworytem, ale musimy do tego meczu podejść z całą powagą i świadomością zadania, jakie przed nami stoi – awansu do finału!
W drużynie Orła gra bardzo dobry napastnik, były piłkarz trenera Bandosza jeszcze ze Skalmierzyc, wysoki, silny Adam Majewski. Gra były piłkarz Victorii, Krystian Robak i gra jeszcze kilku piłkarzy z czwarto i trzecio ligową przeszłością. Boisko jest małe – krótkie i wąskie o słabej murawie. Dlatego musimy uważać i grać w pełni skoncentrowani. Wtedy o wynik kibice Victorii będą spokojni. Z drugiej strony myślę sobie, że o motywację i koncentrację piłkarzy nie musimy się martwić, bo oni doskonale wiedzą o co grają, mają świadomość wysokiej stawki. A awans do finału tych rozgrywek, drugi w ciągu 2 lat, byłby ukoronowaniem ich znakomitej rundy wiosennej. Ja wierzę w finał, a potem wszystko jest możliwe! A może wygramy finał i trafimy na rywala z naprawdę górnej półki? Starsi kibice pamiętają z pewnością mecz ze Stalą Stalowa Wola (1:0, gol Jacka Krzyżkowiaka), a potem mecz z Groclinem, tak, tak… 11 października 2001 roku i 0:3 po 2. bramkach Grzegorza Rasiaka. Może i w tym roku, po 25 latach znów zagramy mecz, który przejdzie do historii klubu? Grajmy o marzenia, grajmy o taki mecz






Póki co musimy zapomnieć o Pucharze Polski i skoncentrować się na kolejnym meczu ligowym i trzecim ze szczytów, które Victorii w minionych tygodniach przyszło „zdobywać”. Po Polonii, Elanie przyszedł czas na wicelidera rozgrywek, na Wikęd Luzino. Przypomnę tylko, że jesienią ubiegłego roku, w Luzinie Victoria przegrała 0:1 po bramce w 90′ gry. Przegrała, ale grała dobry mecz, miała swoje sytuacje – miał Jakub Giełda, ale przede wszystkim Kamil Kanior. Dzisiaj sytuacja jest inna. Mimo że Wikęd jest wiceliderem tabeli, to myślę sobie, że tamten mecz siedzi gdzieś głęboko w głowach i sercach naszych piłkarzy i że będą chcieli się za tę nieszczęsną porażkę odegrać. Nie wiem, czy im się ta trudna sztuka uda, ale wiem, że zrobią wszystko co w ich mocy, by sprawić niespodziankę i przedłużyć pasmo meczów bez porażki. Do boju Victoria!
Victoria Września – Wikęd Luzino w sobotę, 9 maja, Dzień Zwycięstwa (nomen omen), o godzinie 15:00. Obecność naszych wspaniałych Kibiców obowiązkowa!