Ależ to były nerwy, ależ to była ulga!
Po ostatnim gwizdku sędziego meczu Victoria – Elana Toruń słychać było „wielki huk” na trybunach wrzesińskiego stadionu. To „spadały kamienie z serc” naszych kibiców, którzy ostatnie minuty tego spotkania oglądali w niezwykłym napięciu i z ogromną obawą o końcowy wynik. Ku radości wszystkich Victoria wytrzymała napór rywali w końcowych minutach i pokonała piłkarzy z miasta pierników 3:2.
Elana przyjechała do Wrześni mocno osłabiona, bez kilku podstawowych piłkarzy, których zastąpili zdolni juniorzy, bo Elana chce zaistnieć w prowadzonej na tym poziomie rozgrywek klasyfikacji Pro Junior System. Z jednej strony wydawało się, że walczącej o utrzymanie Victorii będzie ciut łatwiej w drodze po sukces z odmłodzoną Elaną, ale z drugiej strony trzeba było wziąć pod uwagę możliwości fizyczne młodych piłkarzy, ich zaangażowanie i chęć pokazania się – przecież każdy z nich walczył o pierwszy skład. I jak się okazało każdy ten element miał swoje pokrycie w boiskowej rzeczywistości. Ale zanim o tym, zobaczmy wyjściowy skład Victorii:
Lorek – Theus, Borucki, Bartkowski – Walkowiak, Mazur (63′ Kamiński), Dałek, Goliński – Strzelczyk (46′ Chałupniczak), Giełda (83′ Maćkowiak), Sukhenko (46′ Lutostański)
Jak widać kompletną nowością w tym zestawieniu było wystawienie „Strzelby” na skrzydle po to, by schodził do środka, zabierał kryjącego go obrońcę i robił miejsce dla szarżującego po tej stronie Michała Golińskiego. Czy pomysł wypalił? Moim skromnym zdaniem nie za bardzo, bo widać było, że Wiktor jest na skrzydle pierwszy raz w życiu, a szarże „Golinki” w pierwszej połowie nie przynosiły wymiernych korzyści. Pozostali piłkarze wybrani przez trenera Bandosza nie byli już taką niespodzianką.






Od pierwszych minut, mając w głowie przewagę doświadczenia nad rywalem z Torunia, Victoria rzuciła się do ataków, osiągnęła znaczną przewagę, ale miała kłopoty ze stwarzaniem czystych okazji strzeleckich, bo goście bronili się wcale nie chaotycznie i nerwowo, a wręcz odwrotnie – spokojnie, pewnie i skutecznie. Wreszcie nadeszłą 19. minuta meczu. Z autu piłkę wyrzucał Jakub Bartkowski – daleko, w pole karne, w prost na głowę aktywnego w takich pojedynkach Adama Boruckiego. Ten przedłużył lot piłki i ta trafiła do Jakuba Giełdy. Jakub z kilku metrów strzelił głową celnie, do rogu bramki Elany, i Victoria cieszyła się z prowadzenia 1:0. Kilka minut potem Giełda mógł zanotować drugie trafienie. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, z lewej strony, strzelił mocno, ale nad poprzeczką i wynik nie uległ zmianie. W 38. minucie ponownie Victoria otarła się o gola. Piłkę na lewej stronie dostał Goliński, oddał ją do środka do Sukhenko, a ten z kilku metrów, z pierwszej piłki, trafił do siatki rywali. Niestety, sędzia tej bramki nie uznał, bo Michał podawał piłkę, gdy ta o puściła już plac gry. Dwie minuty potem mieliśmy „powtórkę z rozrywki”, czyli zagranie na lewą stronę boiska do Golińskiego, ten w pełnym biegu dośrodkował na przeciwległy słupek bramki Elany, wprost na głowę Ivana Sukhenko, który strzelił, ale minimalnie niecelnie. Była to naprawdę bardzo dobra sytuacja do podwyższenia prowadzenia. W futbolu sytuacje niewykorzystane często „się mszczą” jak mawia klasyk. W tym meczu było blisko, by to powiedzenie znalazło odzwierciedlenie w boiskowych wydarzeniach. Po bardzo dobrym o kresie Victorii, po kilku niewykorzystanych szansach swoją okazję do strzelenia gola miała Elana. W 43. minucie przeprowadziła akcję lewą stroną, był wyrzut z autu i strzał z bliska pod poprzeczkę. Na szczęście Sebastian Lorek był na posterunku i wybronił bardzo trudną piłkę. I tak wynikiem 1:0 dla gospodarzy zakończyła się pierwsza część gry.






Po zmianie stron znów ruszyła Victoria, miała przewagę, której efektem był prawdziwy „młyn” na przedpolu Elany. To zamieszanie i kilka strzałów nie przyniosły gola. Goście odepchnęli zagrożenie od swojej bramki do środka pola. Tam piłkę stracił Mazur, poszło dalekie podanie do lewego skrzydła Elany i jeden z rywali piłkę przyjął, ściął do środka i z 25 metrów strzelił po ziemi. Ku zaskoczeniu wszystkich toczącej się po trawie piłki nikt nie zatrzymał – ani Adam Borucki, który był chyba z doskokiem ciut spóźniony, ani Sebastian Lorek, który zbyt wcześnie położył się na ziemi i zabrakło mu centymetrów. I ku zaskoczeniu kibiców Elana zdobyła bramkę wyrównującą. No i zaczęły się nerwy, takie na szczęście mobilizujące nasz zespół, który miał w przodzie nowe siły: Jakuba Lutostańskiego, który wrócił po 2 miesiącach nieobecności związanej z kontuzją stopy i Kacpra Chałupniczaka, który ożywił prawe skrzydło. W 60′, po dośrodkowaniu Kacpra właśnie, Misza Mazur zdobył gola, ale arbiter uznał, że ten gol padł z pozycji spalonej. Ja absolutnie z tą interpretacją sędziego się nie zgadzam i na dowód tego prezentuję zdjęcie całej sytuacji, która jest kontrowersyjna, Moim zdaniem spalonego nie było!






By być sprawiedliwym trzeba oddać gościom, że w drugiej części meczu grali zdecydowanie lepiej, przede wszystkim odważniej, a my, długimi okresami, jakoś dziwnie niemrawo, jakbyśmy byli uspokojeni remisem, jakby brakowało nam należytego zaangażowania/ Wykorzystywali to rywale, którzy raz po raz przedostawali się na nasze przedpole (zbyt łatwo), a był i taki moment, że jeden zawodnik Elany okiwał z 4. biernie interweniujących naszych piłkarzy i strzelił tuż obok słupka. Wróciliśmy wtedy z dalekiej podróży jak mawiał niegdysiejszy komentator meczów piłkarskich, ś.p. Jan Ciszewski, a po trybunach przeszło jedno, wielkie westchnienie ulgi. Nie ma co ukrywać w tej fazie gry nie wyglądaliśmy dobrze i goście z Torunia to poczuli. Atakowali raz po raz i były to ataki pełne wiatru i polotu – pewnie z racji młodości, która dominowała w ich szeregach. Kibice oglądający ten mecz zaczęli mieć obawy o końcowy wynik, drżeli i zastanawiali się, czy uda się ten remis dowieźć do końca meczu. Na szczęście po kilkunastu minutach przestoju Victoria otrząsnęła się z tego dziwnego letargu. Pierwszym sygnałem był znakomity strzał Kacpra Chałupniczaka zza linii 16. metra. Niestety, piłka poszybowała tuż nad poprzeczką. I nadeszła 74. minuta, z głębi pola w pole karne piłkę dośrodkował Olek Theus. Tam najwyżej i najszybciej wyskoczył do piłki Sebastian Kamiński. Głową skierował ją do siatki Elany i Victoria prowadziła 2:1. I znów jeden, wielki oddech ulgi na widowni i nadzieja na to, że ten mecz można wygrać, a tym samym przeskoczyć w tabeli na 11 miejsce. O to tak naprawdę toczyła się gra, stąd być może ta świadomość, że po raz pierwszy w tym sezonie Victoria może znaleźć się poza tzw. rozszerzoną strefa spadku, te niesłychane nerwy tej sytuacji towarzyszące troszkę paraliżowały poczynania naszej drużyny. Było 2:1 i wydawało się, że wszystko wraca do normy, że udało się uspokoić sytuację. A gdy w 82. minucie, po zagraniu ręką w polu karnym przez jednego z obrońców Elany, arbiter podyktował rzut karny, zamieniony przez Jakuba Bartkowskiego na gola, to wydawało się, że wszystko jest pod kontrolą. Tak się tylko wydawało, bo chwilę po utracie bramki, w 84.minucie, Elana zaatakowała. Victoria nie po raz pierwszy w tym meczu broniła trochę niezdarnie, niezdecydowanie, znów Torunianin ograł 2-3 naszych zawodników niemal na metrze i płaskim strzałem w długi róg pokonał Sebastiana Lorka. Zrobiło się 3:2 dla gospodarzy, a do końca meczu było ok. 10 minut. I były to niezwykle trudne dla nas minuty, bo Elana atakowała z furią. Staraliśmy się utrzymać piłkę, szanować ją, grać długo i uważać w obronie. Udało się. Mało tego Victoria winna ten mecz zakończyć zwycięstwem 4:2, bo Marcin Maćkowiak, w samej końcówce, po akcji bardzo dobrze grającego w drugiej części meczu, Kacpra Chałupniczaka, z kilku metrów nie trafił do pustej bramki. Oczywiście żal straconej szansy, ale, na szczęście, w ogólnym rozrachunku nie miało to już znaczenia.






Victoria nie przegrała 8. meczów z rzędu – ma bilans tych spotkań 6 zwycięstw i 2 remisy. Ale trzeba uczciwie przyznać, że było to bardzo nerwowe spotkanie, w którym, mimo prowadzenia 2. bramkami, ostateczny wynik wisiał na włosku. Piłkarskie umiejętności, ale i tzw. piłkarskie szczęście tym razem były po naszej stronie.
Nie ukrywam, że bardzo mocno przeżyłem to spotkanie, byłem w końcówce spięty i nasztramowany jak niegdyś wyprane firany naciągnięte na ramach i długo po zakończeniu tego meczu dochodziłem do siebie. Nie chciało puścić… Jest jeszcze jedna sprawa, na którą chciałem zwrócić uwagę. Na stadionie przy ul. Kosynierów wrócił doping kibiców. To piękna sprawa, bo po latach, kiedy mecze piłkarskie we Wrześni oglądało się jak seanse w kinie, albo spektakle w teatrze, znów po widowni niesie się głośne „Victoria Września”! Nie ukrywam serce się raduje, bo to oznacza nie tylko nawiązanie do pięknych tradycji kibicowskich sprzed lat, o których pisałem ostatnio, ale przede wszystkim świadczy o więzi wrzesińskich fanów futbolu z tą drużyną, o tym, że kibice we Wrześni z nową Victorią się utożsamiają, doceniają i szanują jej walkę o utrzymanie się w 3. lidze i swoim wsparciem chcą jej w tej heroicznej walce pomóc. I to jest piękne! Tak trzymać kochani Kibice!
Wracając… tak jak pisałem na wstępie – mimo że graliśmy z młodzieżową, wydawało się, że osłabioną Elaną, to graliśmy z młodym, ale bardzo dobrze zorganizowanym, dobrze broniącym i groźnie atakującym zespołem. A skąd te nerwy, to napięcie, ten strach? Może stąd, że graliśmy ciut słabiej niż w ostatnich meczach, szczególnie w defensywie, a może i świadomość tego, że w przypadku wygranej możemy wywindować się na 11. pozycję w tabeli też miała swoje znaczenie? Dzisiaj nic już z tych rozważań się nie liczy, dzisiaj trzeba mówić o ogromnym szacunku do całej ekipy – że dała radę, że mimo pewnych trudności, wahań w grze, potrafiła wygrać, że wreszcie, po okresie wielu miesięcy w strefie spadkowej, na dzisiaj Victoria nie spada z 3. ligi. Panowie, dla Was brawa przy otwartej kurtynie!



Jednocześnie jednak przestroga: to nie koniec „Wojny o utrzymanie”. Wygraliśmy kolejną bitwę, ale następne już przed nami. Pozostało ich 5 i 15 pkt. do zdobycia. I gdy to się stanie, gdy „Wojna” szczęśliwie się zakończy, to nadejdzie czas na radość, na ulgę, na zasłużony odpoczynek. Póki co trzeba będzie mierzyć się z wiceliderem, Wikędem Luzino. To trzeci „ze szczytów” na jakie Victoria trafiła w ostatnich tygodniach – Polonia Środa, Elana, Wikęd. Czy i tym razem się uda? Tego nie wiem, zadanie z tych najtrudniejszych, ale wiem, że Victoria będzie walczyć!
A wracając jeszcze na chwilkę do meczu – o ciut słabszej grze obronnej naszej drużyny już wspominałem, ale chciałbym też wspomnieć o bardzo dobrej postawie w środku pola – Mazur, Dałek, Giełda, Walkowiak, Goliński, Strzelczyk, Kamiński – i… niestety, nadal trwającej indolencji napastników. Tym razem nie było Kamila Kaniora (taki był widocznie plan trenera Bandosza), niestety, Ivan Sukhenko i wracający po kontuzji Lutostański nie mogą zaliczyć tego meczu do udanych. „Luto” czuję, że wróci szybko – może w sobotę z Wikędem? I na koniec kilka ciepłych słów pod adresem Kacpra Chałupniczaka. To było jego bardzo dobre 45 minut. Żeby jeszcze ten nasz Kacperek trochę ożył, był nieco bardziej energiczny, energetyczny, taki bardziej agresywny zarówno w ataku jak i w obronie mielibyśmy pełnię szczęścia. Kacper, … wiele już umiesz, dajesz zespołowi dużo w ofensywie, ale „żyj nam” nieco bardziej na tym boisku, szczególnie broniąc! Dasz radę!
Sezon nie zwalnia, wręcz przeciwnie przyspiesza. Już jutro mecz 1/4 Pucharu Polski z Unią Swarzędz! Mecz odbędzie się we Wrześni dzisiaj, tj. wtorek, 5 maja, o godz. 18:00. I będzie to nie tylko rywalizacja o wejście do półfinału tych rozgrywek na szczeblu Wielkopolski (na zwycięzcę, w półfinale, czeka Orzeł Kawęczyn), ale będzie to próba generalna przed 13 maja (środa), kiedy to w Swarzędzu Victoria walczyć będzie o ligowe punkty. A będzie to mecz… kto wie, czy nie decydujący o ligowym być albo nie być. Dlatego dzisiejszy pojedynek pucharowy urasta do rangi wyjątkowego wydarzenia, na które wszystkich kibiców serdecznie zapraszam!
Wyniki meczów 29. kolejki:
30.04.2026
17:00 Wikęd Luzino – Pogoń Nowe Skalmierzyce 4-3
17:30 Lech II Poznań – Wybrzeże Rewalskie Rewal 6-2
01.05.2026
19:00 Zawisza Bydgoszcz – Flota Świnoujście 0-1
12:00 Wda Świecie – Polonia Środa Wlkp. 3-2
15:00 Victoria Września – Elana Toruń 3-2
12:00 Unia Swarzędz – Błękitni Stargard 0-0
12:00 Tłuchowia Tłuchowo – Pogoń II Szczecin 3-3
12:00 Lipno Stęszew – Steico Noteć Czarnków 1-0
13:00 Kluczevia Stargard – Cartusia Kartuzy 2-1
Zapowiedź meczów 30. kolejki:
8.05.2026
19:00 Polonia Środa Wlkp. – Tłuchowia Tłuchowo
9.05.2026
16:00 Victoria Września – Wikęd Luzino
Pogoń Nowe Skalmierzyce – Lipno Stęszew
Pogoń II Szczecin – Kluczevia Stargard
Steico Noteć Czarnków – Unia Swarzędz
17:00 Flota Świnoujście – Wda Świecie
Elana Toruń – Zawisza Bydgoszcz
Cartusia Kartuzy – Lech II Poznań
15:00 Błękitni Stargard – Wybrzeże Rewalskie Rewal
Tabela
